Kamil Wiśniewski etap 1 zdjęcie nr 1

Dakar wkracza w decydującą fazę



Po długo wyczekiwanym odpoczynku, uczestnicy Dakaru wrócili w niedzielę do rywalizacji na arabskiej pustyni. Tym razem czekał na nich pierwszy z dwóch dni etapu maratońskiego, w czasie których nie mogą korzystać z pomocy technicznej serwisu. Na trasie prowadzącej z Ha’il do Sakaki zawodnicy mieli do przejechania 737 kilometrów, w tym 453 kilometry odcinka specjalnego. Czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej samochodów utrzymał jadący w barwach ORLEN Team duet Jakub Przygoński i Timo Gottschalk. Wysoką lokatę w klasyfikacji generalnej obronił quadowiec Kamil Wiśniewski.

Przygoński z szansami na podium
Mimo trudności ze złapaniem rytmu w pierwszej części etapu, Przygoński wraz z Gottschalkiem dojechali do mety na 5. pozycji.

– Za nami bardzo długi odcinek. Początek był szczególnie wymagający – mnóstwo wydm i camel grassów, dodatkowo padał deszcz. Zrobiło się przez to trochę zamieszania, nie mogliśmy złapać odpowiedniego rytmu, mimo to przetrwaliśmy tę część. Później było już dużo lepiej, ale ze względu na kamienie i skały musieliśmy ciągle uważać na to, żeby nie przebić opon. W jednym miejscu zawiesiliśmy się też dość niefortunnie na szczycie wydmy. Timo musiał popracować z sand padami i udało nam się cofnąć, ale straciliśmy przez to kilka minut. Teraz jedziemy na biwak. Nie będziemy mieli dostępu do serwisu i mechaników. Najważniejsze, żeby samochód był sprawny. Na tę chwilę wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Wraz z Timo przejrzymy jeszcze dzisiaj dokładnie podstawowe zespoły pojazdu. Jesteśmy optymistami – mówi zawodnik, który debiutował na motocyklu w pierwszej południowoamerykańskiej edycji Dakaru w 2009 roku i od razu zajął wtedy bardzo dobre 11. miejsce.



Przygoński ma w tym roku do dyspozycji ważącą 2,5 tony fabryczną Toyotę Hilux ze zbiornikiem paliwa o pojemności 500 litrów i 5-litrowym wolnossącym silnikiem V8. Jej moc sięga 400 KM.

Prokop problemy ma już za sobą

Rest day bardzo dobrze wykorzystał czeski duet Martin Prokop i Viktor Chytka. Wskutek problemów technicznych zawodnicy Benzina ORLEN Team w piątek zajęli dopiero 40 lokatę. Dziś zameldowali się na mecie na 12. pozycji i awansowali tym samym na 9. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Siódmy etap wygrał Saudyjczyk Yazeed Al Rajhi, dla którego był to pierwszy triumf na tegorocznym Dakarze. W czołówce klasyfikacji generalnej nie odnotowaliśmy większych zmian – wciąż prowadzi Francuz Stephane Peterhansel, który był drugi na mecie w Sakace i zwiększył swoją przewagę nad Katarczykiem Nasserem Al-Attiyahem (7 minut i 53 sekundy) i Hiszpanem Carlosem Sainzem (41 minut i 6 sekund).

Dobra postawa Wiśniewskiego

Kolejny dobry występ ma za sobą Kamil Wiśniewski. Jedyny quadowiec ORLEN Team po raz kolejny zajął 7. miejsce i utrzymał tę samą lokatę w klasyfikacji generalnej.

Niedzielny odcinek należał do Argentyńczyka Manuela Andujara, który po zwycięstwie umocnił się na prowadzeniu w całym rajdzie. Drugi ze stratą 20 minut i 55 sekund jest Francuz Alexandre Giroud, a trzeci Chilijczyk Giovanni Enrico, który traci do lidera 25 minut i 55 sekund.

Zacięta rywalizacja motocyklistów

Maciej Giemza dotarł do mety w Sakace na 21. pozycji i jest 19. w klasyfikacji całego rajdu. Zawodnik ORLEN Team uskarżał się na ból w nadgarstku.



– Niestety, nadgarstek nie pozwalał mi dzisiaj na utrzymywanie tempa, którego bym od siebie oczekiwał. Co więcej, miałem też dość groźną sytuację. Jadący przede mną Hiszpan Joan Pedrero Garcia przewrócił się przy prędkości około 120 km/h. Musiałem się zatrzymać i pomóc mu się pozbierać. Na szczęście, nic mu się nie stało, choć na mecie powiedział mi, że nic z tego zdarzenia nie pamięta – mówi sześciokrotny mistrz Polski w Enduro.

– Motocykl na szczęście jest cały, więc nie będę musiał wieczorem przejmować się awariami. Jutro trzeba spokojnie dojechać do serwisu i zakończyć etap maratoński – dodaje Giemza.

Konrad Dąborwski dojechał na 40. miejscu i jest 39. w klasyfikacji generalnej.

W pierwszym dniu etapu maratońskiego wśród motocyklistów najlepszy był Amerykanin Ricky Brabec przed Chilijczykiem Jose Ignacio Cornejo Florimo, który objął prowadzenie w całym rajdzie. W klasyfikacji generalnej drugi, ze stratą zaledwie jednej sekundy, jest Australijczyk Toby Price, a trzeci Brytyjczyk Sam Sunderland – zwycięzca Dakaru z 2017 roku. Rywalizacja o końcowy triumf wśród motocyklistów będzie bardzo zacięta. Różnice w czołówce są niewielkie. Dziesiąty w klasyfikacji generalnej Luciano Benavides traci do Florimo 17 minut i 7 sekund.

W kategorii SSV liderem nadal jest Aron Domżała, który dziś był 6. Dwie pozycje wyżej dojechał Michał Goczał (5. w generalce), a Marek Goczał był 11 (13. w generalce).

Wyniki Polaków na 7. etapie:
5. Kuba Przygoński/Timo Gotschalk

21. Maciej Giemza
40. Konrad Dąbrowski
75. Jacek Bartoszek (Dakar Experience)

7. Kamil Wiśniewski

4. Michał Goczał/Szymon Gospodarczyk
6. Aron Domżała/Maciej Marton
11. Marek Goczał/Rafał Marton

Polacy w klasyfikacji generalnej:
4. Kuba Przygoński/Timo Gotschalk

20. Maciej Giemza
39. Konrad Dąbrowski

7. Kamil Wiśniewski

1. Aron Domżała/Maciej Marton
5. Michał Goczał/Szymon Gospodarczyk
13. Marek Goczał/Rafał Marton



Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Tego dnia w F1 - 19 stycznia

Stirling Moss wygrywa GP Argentyny, odnosząc 7. zwycięstwo w karierze. To jednocześnie pierwsza wygrana zespołu Cooper. Po raz 29 i ostatni z pole oosition startował Juan Manuel Fangio, zdobywając 23. i ostatni najlepszy czas okrążenia w karierze. Był to też jego 50. start w F1.

Urodził się Torso Marques (24 starty w latach 1996, 1997).

Urodził się Jenson Button, mistrz świata z 2009 roku. Zaliczył 306 startów w latach 2000 – 2017, wygrywając 15. wyścigów, zdobywając po 8 pole positions i najszybszych czasów okrążenia. 50 razy stawał na podium.

Urodził się Karun Chandhok (11 startów w latach 2010 – 2011).

Polak testuje samochód Eurocup Renault Megane Trophy na torze San Martino del Lago we Włoszech. „Wszyscy byliśmy pod wrażeniem tego co robił. Gnał jak szalony” – mówi po teście Jerry Canevisio.

W wieku 97 lat umiera Robert Manzon (28 startów w latach 1950 – 1956, 2 podia).

Archiwum