Z pamiętnika dyrektora technicznego

Z pamiętnika dyrektora technicznego #12 by wicher

“Dyrektorze! Gdzie pan jest? Dyrektorze!”

Wołają mnie? Wstrzymałem oddech i zastygłem w bezruchu, przerażony, że ktoś mnie mnie usłyszy. W sumie jest to dziecinnie proste. Robiłem już tak będąc kilkuletnim malcem, gdy bałem się duchów. Nakrywałem się wtedy cały kołdrą i nie ruszając się czekałem, aż wszystkie demony sobie pójdą. Czasami nawet całą noc…Noc? Właśnie! Ile ja tu już jestem? Bez jedzenia i bez picia. Karmiony jedynie tęsknotą. Tak, tak. Tym też można żyć i właśnie zdałem sobie z tego sprawę. Jak ja bardzo za nim tęsknię! Prawie krzyknąłem na głos, ale w ostatniej chwili zdążyłem się powstrzymać. Tylko ta cholerna łza, spływająca nieustannie po moim policzku, zaczęła mnie bezlitośnie łaskotać. Nie wytrzymałem. Machnąłem ręką jakbym muchę odganiał a to nie mogło się dobrze skończyć. Coś chlapnęło, coś szurnęło a ja znowu zastygłem.
“Cicho, cicho! Coś słyszałam, tu, tu …w tej skrzyni!” usłyszałem znajomy głos. Nic mnie już nie mogło uratować. Skuliłem się tylko odruchowo i w mojej ulubionej, embrionalnej pozycji czekałem na to, co było nieuchronne.
“Jest, jest! Nareszcie! Wszyscy pana szukają a pan się tutaj … schował?!” Otworzyło się wieko a nade mną stanęła Szefowa Legendarnego Zespołu.
“Ja? Nie…nie, yyy, ja tylko..“ Próbowałem na szybko wymyślić, co skłoniło mnie do tego, żeby schować się do tej skrzyni. Przecież nie powiem jej, że uciekałem przed… duchami.
“Bolid… bolid projektowałem!” krzyknąłem dumnie wskazując przy tym na kartki, walające się na dnie kufra.
“Tutaj? Panie dyrektorze, pan jest niepoważny jak można …”
“Zaraz. Zaraz wszystko pani pokażę” przerwałem szybko “O! tu jest przód a tu tył…Trzeba tylko poskładać”
“Co ja z panem mam, panie dyrektorze. Półtora miesiąca pana szukamy. Mamy opóźnienia. Jak pan wygląda? Oko panu łzawi. Prosze się ogarnąć, przygotować projekt i na apel zapraszam!”
“Na apel?” zapytałem zdziwiony
Odpowiedzi jednak nie usłyszałem, gdyż Szefowa błyskawicznie zniknęła zatrzaskując za sobą drzwi. Ja równie szybko doprowadziłem się do porządku i podążając wabiony zapachem jej perfum, trafiłem na wielka halę. Stanąłem jak wryty. Zobaczyłem ponad pół tysiąca ludzi w jednym miejscu, wpatrzonych w jedną osobę. Szybko podszedłem do Szefowej.
“Co tu się dzieje? Co to za ludzie? Co tu robi Człowiek? W ogóle, to który mamy rok?” zapytałam ziewając.
“Panie dyrektorze! Dwa tysiące dziewiętnasty! To są nasi pracownicy a dzisiaj mamy dzień motywacyjny. Dobrze, że już pana znaleźliśmy, bo Człowiek dwoi się i troi a sam nie da rady.”
Opuściłem głowę i bijąc się z myślami próbowałem sobie przypomnieć kiedy ja naciskałem na to, żeby zatrudnić Człowieka. Hmm…. to było w dwa tysiące szóstym a może w dwa tysiące…Tyle rzeczy na głowie…
Popatrzyłem spod byka na to co działo się na hali. Niby jak ja mam ich motywować? Zadałem sobie to pytanie ale Człowiek zdawał się już znać na nie odpowiedź:
“Teraz na koniec, wszyscy razem!” krzyknął.
“Każde miejsce poza pierwszym jest słabe! Będzie dobrze, będzie dobrze!” skandował tłum a Człowiek patrząc na zgromadzony personel Legendarnego Zespołu uśmiechał się i sprawiał
wrażenie całkowicie spokojnego. Jak on tak może? Pomyślałem i gdy zebranie miało się ku końcowi postanowiłem go o to zapytać
“Nikt tu nie mówi o wygrywaniu, trzeba patrzeć na to realistycznie a ja mam swój mózg i widzę co się w fabryce dzieje” spojrzał na mnie surowo i zaraz dodał:
“Oko panu łzawi”
“Eee… to nic. to tylko taka jedna łza nie daje mi spokoju” odpowiedziałem przecierając policzek.” Dobrze ale teraz powiedz mi tak realistycznie. Jak my zbudujemy bolid? Widziałeś jakie teraz skrzydła wymagają? Potrzebujemy pomocy!”
“Panie dyrektorze, że też ja takie rzeczy muszę załatwić…. za pana” roześmiał się Człowiek.
“Proszę tu jest numer telefonu, pan się z prezesem na pewno dogada.”
“Prezesem?” odpowiedziałem zaskoczony.
“Niech pan nie czeka tylko dzwoni! Mamy mało czasu!”
Wykręciłem numer… Teraz, to nie to co kiedyś. Kiedyś jak wykręcałem numer, to musiałem ostro kręcić a dzisiaj wystarczy …naciskać.
“Halo, halo! Słucham?, słucham?!” usłyszałem przyjazny głos.
“Tu Dyrektor Techniczny… po pomoc dzwonię, dostałem numer do pana od …” odpowiedziałem niepewnie.
“Witam panie dyrektorze! “Z tej strony Prezes Obiadek. Znam sprawę. Nasz Człowiek zasiądzie u was za kierownicą, tego no… bolida. My możemy przesłać na dwa skrzydła. Bo my wiemy, że nasz Człowiek, mistrz nasz, reprezentant kraju nasz, zasiądzie u was za kierownicą, tego no…”
“Pasuje! To dla nas ogromne posiłki…” przerwałem szybko.
“Posiłki? Nie ma sprawy. Doślemy hot dogi , kawę i doładowania do telefonu!, a ja jeszcze od siebie proponuje płyn do spryskiwaczy do tego no…bolida”
“Bardzo mi miło” odpowiedziałem uprzejmie.
“Oj! Byłbym zapomniał!” zawołał na koniec Prezes Obiadek.
“Tak?”
“Założymy panu jeszcze specjalna kartę”
“Kartę?”
“Tak, kartę Powitań i Pożegnań. To u nas w kraju taka tradycja. Jak będzie panu żarło to będziemy pana witać a jak nie to… żegnać. Taka, wie pan… narodowa loteria fantowa” Ciarki przeszły po moich plecach jakby leciwy KERS mnie kopnął!
“Zaraz, zaraz jak to, żegnać. Mnie?!”
“Pan się nie przejmuje. Na dobry początek wysyłam panu smaczne pączusie a od siebie proponuje jeszcze baton energetyczny i …płyn do spryskiwaczy. Jest tam pan? Jest tam pan?!” krzyczał do słuchawki Prezes Obiadek.
“Tak” odpowiedziałem po chwili, całkowicie rozbity i zaskoczony.
“Ja się już żegnam. Będziemy w kontakcie…. aha, Dyrektorze?
“Słucham?”
“Oko panu łzawi.”
Wstrząśnięty, nie byłem w stanie dalej rozmawiać. Pożegnałem mojego rozmówcę, wytarłem policzek i ruszyłem w kierunku Szefowej Legendarnego Zespołu i Człowieka, którzy stali przy czymś, co przypominało mój projekt.
“Widzi pani?” powiedział Człowiek do Szefowej .“Tutaj mi coś nie pasuje, Te wloty powietrza ewidentnie kolidują z hamulcami a tu na tym planie technicznym to miejsce jest słabo widoczne. Jakby ktoś ochlapał, poplamił. Jakby ktoś nad tym projektem… płakał.”
“… ale Człowiek by nie hamował.” warknąłem złośliwie pod nosem.
“Masz fenomenalną wiedzę Człowieku. Mógłbyś zostać Dyrektorem Technicznym!” Powiedziała zafascynowana Szefowa Legendarnego Zespołu i w tym samym momencie zobaczyła moją, przerażoną twarz.
“Oddaję się!” krzyknąłem zdenerwowany “Oddaję się do dyspozycji Zarządu Nierządem! Chciałem jednak od razu zaznaczyć, że wielkie zespoły nie wyrzucają od razu ludzi i dają im szansę aby uczyli się na swoich błędach …”
“Spokojnie, nikt nikogo nie wyrzuca… może urlop?” powiedziała do mnie lekko zmieszana Szefowa.
Ja jednak nie zamierzałem w to uwierzyć i podświadomie broniąc swojego stanowiska zapytałem Człowieka.
“Czy wiesz, że praca Dyrektora Technicznego, to mozolne zadanie, pełne trudnych zakrętów a czasami nawrotów?”
“Tak.”
“Czy to nie będzie dla ciebie zbyt duże wyzwanie?”
“Nie”.
Człowiek popatrzył na mnie przenikliwie a ja zbladłem i poczułem, że mój świat zaraz legnie w gruzach. Popatrzyłem na Szefową a ona patrzyła na Człowieka. Po chwili staliśmy tak razem…. wpatrzeni w Człowieka. Ona, pełna nadziei. Ja, pełen obaw.
“Są większe wyzwania niż nawroty dyrektora technicznego” stwierdził wyraźnie rozbawiony całą sytuacją Człowiek.
“Pan się już nawróci i zabiera do roboty! Tancerkę potrzebuję!” krzyknął
“No przecież pracuję w pocie czoła. Za tydzień będzie gotowa.” odpowiedziałem.
“Za tydzień?! Przecież jutro zaczynamy testować!” krzyknął zdziwiony Człowiek.
“Tak, wiem ale ja mam super plan. Tak jeszcze nikt nie testował. W trzy dni zrobimy osiem i nikt się nie zorientuje… a nasze komputery skopiują tak dane, że nawet Wielki Naśladownik się nie kapnie. Będziesz mógł wtedy testować i testować…”
“Ja potrzebuję Tancerki dyrektorze. Muszę ją poznać …i ona na pierwszy wyścig musi być …
doświadczona” powiedział zmartwiony Człowiek.
“Za tydzień. Na razie popatrz sobie na inne, szybkie i niedoświadczone” odpowiedziałem złośliwie. “Ja wcześniej nie dam rady a teraz muszę iść do okulisty. Oko mi łzawi..”
Otarłem policzek i szybko opuściłem załogę mojego zespołu ruszając prosto do zespołowego lekarza.
“Witam , co pana do mnie sprowadza dyrektorze?” zapadło to sakramentalne pytanie. Zawsze mnie o to samo pytają a ten lekarz to profesjonalista. Cały na biało. Białe rękawiczki, maseczka lekarska. Perfekcyjnie!
“Panie doktorze, sprowadza mnie do pana, łza w oku”
“Hmm… faktycznie ale ja nic tu takiego szczególnego nie widzę, co mogłoby być przyczyną tak obfitego łzawienia. Kiedy to się pojawiło po raz pierwszy?”
“Pierwszy raz? Myślę, że jak przeczytałem ten list” Wyciągnąłem z kieszeni kartkę, którą wielokrotnie czytałem w samotności.

Drogi i kochany panie Dyrektorze Techniczny
Życie bywa czasem czasem przewrotne. Mieliśmy być razem na długie lata. Obiecał mi pan to gdy razem wędrowaliśmy, zbierając grzyby do pańskiego, wiklinowego koszyka. Ja zbierałem a pan starannie je układał. Zawsze kapeluszami do góry .Uwielbiałem je nizać wieczorami na sznurki… razem z Panem.
Pan jedyny potrafił mnie docenić gdy inni krytykowali. To Pan zbudował mi niewygodny fotel, w którym było mi wygodnie. To Pan mówił mi że byłem pierwszy , gdy byłem ostatni. Wie pan ile to wszystko dla mnie znaczy? Wie pan! Bo nie raz dawał mi pan znaki i wskazówki szepcząc do ucha “broń pozycji, bez względu na wszystko”. Nie ważne na jakich oponach,byle razem, Dyrektorze!
Niestety wszystko się skończyło i efekty naszej współpracy wykorzystują inni. Przykro mi, że się tak stało. Wspomni Pan czasami dobre słowo o mnie… co?

Z poważaniem Młody Inżynier”

“To przez ten list.Czytam a później tak mi się źle dzieje” powiedziałem zmartwiony.
“To ja chyba nie pomogę Dyrektorze, tu potrzeba specjalisty. Rozmawiał pan z Człowiekiem?”
“Tak, nie raz! Mówi, że bolid trochę lepszy ale ja się go boję zapytać o szybkość. Młody Inżynier brał co było i nie narzekał a ten …wygrywać chce! Wszędzie ten swój duży nos wtyka. Jak nie jakąś śrubkę niedokręconą znajdzie, to mi bolid zamęcza. Moje sto procent to jego dwadzieścia no i zawsze coś, niedługo to on z mojej lodówki wyskoczy!”
“Może pan się mało z Człowiekiem zna?”
“Ja go nie znam? To kim on w końcu jest? Dyrektorem, inżynierem, mechanikiem? Kim? “Mówi, że sportowcem, prosze pana. Sportowcem.”
Takiej odpowiedzi się nie spodziewałem…hmm… ten okulista chyba się nie sprawdza. Dobrze, że przeprowadzamy reorganizację i będę mógł się go pozbyć…
Już szykowałem się do ogłoszenia wypowiedzenia, gdy ku mojemu zaskoczeniu lekarz zdjął maskę!
“Tadammm! krzyknął To ja!”
“Co? Młody Inżynier?!”
“Pssst ciszej dyrektorze. Jeszcze nas ktoś usłyszy!”
“Co ty tu robisz? Co ty mówisz? Prawie cię zwolniłem, drugi raz!”
“Przyszedłem pana uratować, pan tu nie pasuje. Zakradłem się tu obok. Musiałem się tu jakoś wkręcić i mówić, że jest dobrze…ale teraz już wiem, że pan mnie nigdy nie zawiedzie” powiedział Młody Inżynier.
Ten chłopak, w jednej chwili, przypomniał mi wspaniałe momenty tamtego sezonu. Wszystko było takie proste, poukładane i przewidywalne. Teraz moja przyszłość nie wygląda różowo. Człowiek będzie naciskał a ten Prezes Obiadek zasypie mnie swoimi posiłkami. Mnie już nie jest to potrzebne. Zrobię sobie takie lusterko, jakie będę chciał i zawsze będę w nim widział siebie, Dyrektora Technicznego! Zrozumiałem wszystko. To ta idea, to ta myśl! Widząc moją euforię Młody Inżynier chwycił mnie za rękę. Zaczęliśmy biec.

Tak po prostu , przed siebie… bez celu. Cały dzień i noc, aż o poranku znaleźliśmy się na łące pełnej chabrów, które jak niebieskie chorągiewki kiwały się wesoło na swoich łodygach, dając mi znak, że

… zostałem zdublowany.

Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Tego dnia w F1 - 23 września

Peter Revson wygrywa GP Kanady. To jego 2. i ostatnie zwycięstwo w karierze. Po raz 2. i ostatni na podium staje Jackie Oliver. Revson zalicza również ostatnie z 8. podiów, a Emerson Fittipaldi staje na podium po raz 20. Ostatni raz w F1 startują Francois Cevert oraz Jackie Stewart. Było to 50. GP dla zespołu March.

Urodził się RObert Doornbos (11 startów).

Nigel Mansell triumfuje w GP Portugalii.

Potwierdzają się informacje, że Robert Kubica miał umowę z Ferrari na starty w 2012 roku. Robert kontynuuje ciężką pracę, ćwicząc 2-3 razy dziennie.

Sebastian Vettel wygrywa w GP Singapuru. Pierwszy raz najszybsze okrążenie wyścigu wykręca Nico Hulkenberg. Było to 50. grand prix zespołu HRT.

„Kimi nie był Robertem Kubicą, a Robert nie był Fernando Alonso czy Lewisem Hamiltonem, ale istnieją dobrzy kierowcy na rynku” – mówi Gerard Lopez, współwłaściciel Lotus Renault.

Archiwum