Bliskie ściany, niewielki margines błędu i miejsce, które przez lata nie wybaczało nawet największym mistrzom motorsportu.
Przed Romanem Bilińskim kolejna runda debiutanckiego sezonu w FIA Formule 2 – tym razem w Montrealu. Dla wielu kierowców to jeden z najbardziej wymagających torów w kalendarzu. Dla Polaka to przede wszystkim kolejne wyzwanie i okazja do nauki.
Montreal – ściany, które pokonały mistrzów
Biliński nie buduje wokół Kanady dodatkowej narracji. Nie mówi o przełomie, nie deklaruje wielkich celów. Charakterystycznie dla siebie podchodzi do kolejnego weekendu spokojnie i metodycznie.
“Myślę, że to będzie bardzo ciekawe wyzwanie. Montreal to jeden z tych torów, które naprawdę wymagają od kierowcy. Jest mało miejsca na błędy, są bliskie ściany, techniczne sekcje i zakręty, które potrafią zaskoczyć. Ale właśnie to sprawia, że takie tory są wyjątkowe i dlatego lubimy się tam ścigać” – zadeklarował Biliński.
Dla debiutanta każdy taki weekend oznacza coś więcej niż sam wynik. To także konieczność „gładkiej” adaptacji i szybkiego zdobywania doświadczenia.
“Dla mnie jako debiutanta to kolejna okazja do nauki i szybkiej adaptacji. Dużo pracujemy w symulatorze i przygotowujemy się, ale dopiero kiedy wyjedziesz na tor, zaczynasz naprawdę go rozumieć. Podejście się nie zmienia – krok po kroku budować pewność siebie, zrozumieć warunki i wycisnąć z weekendu maksimum” – mówi Roman.
To podejście wydaje się szczególnie istotne po tym, co wydarzyło się podczas poprzedniej rundy.
Miami: weekend, w którym niewiele zależało od Bilińskiego
Gdyby oceniać wyłącznie tabelę wyników, trudno byłoby oddać pełny obraz tego, co wydarzyło się w Miami. Dla Bilińskiego był to przede wszystkim test cierpliwości. Problemy techniczne praktycznie odebrały mu trening, a kwalifikacje musiał rozpoczynać bez normalnego przygotowania.
“To był jeden z trudniejszych weekendów w mojej karierze od strony technicznej. W treningu praktycznie nie mogłem jeździć, podczas gdy inni robili po kilkadziesiąt okrążeń i budowali pewność siebie na torze. W takich okolicznościach każdy kilometr jest bardzo ważny, szczególnie na takim obiekcie jak Miami” – powiedział polski kierowca.
Brak jazdy oznaczał nie tylko mniej danych, ale też mniejsze wyczucie samochodu.
“Do kwalifikacji podszedłem właściwie bez pełnego wyczucia samochodu i toru, więc wiedziałem, że będzie ciężko o dobry wynik. Mimo tego starałem się zachować spokój i wyciągnąć maksimum z zaistniałej sytuacji. Takie weekendy uczą cierpliwości i odporności psychicznej, bo czasami nie walczysz tylko z rywalami, ale też z okolicznościami, na które nie masz wpływu” – dodaje.
Paradoksalnie właśnie wtedy przyszły momenty pokazujące potencjał. W sprincie Biliński konsekwentnie odrabiał straty, przebijał się przez stawkę i zostawił po sobie bardzo dobre wrażenie, będąc jednym z najaktywniejszych i najskuteczniejszych kierowców na torze.
“Sprint dał mi sporo satysfakcji. Po tym, jak wyglądał początek weekendu, chciałem przede wszystkim pojechać agresywnie, ale mądrze i wykorzystać każdą okazję. Pokonanie kilku rywali pokazuje, że tempo naprawdę było dobre” – przyznał kierowca zespołu DAMS Lucas Oil.
Jednym z najbardziej docenianych fragmentów wyścigu była jego długa walka koło w koło z doświadczonym Coltonem Hertą.
“Pokonanie kilku rywali pokazuje, że tempo naprawdę było dobre. Walka z Coltonem też była ciekawa, bo to bardzo szybki i doświadczony kierowca. Przez wiele okrążeń udało mi się skutecznie bronić i kontrolować sytuację. Bardzo doceniam też reakcję kibiców – oni naprawdę widzą więcej niż same wyniki. Widzą kontekst, tempo i walkę na torze. To daje dużą motywację” – mówi.
Po tym obiecującym występie w sprincie, tym bardziej bolesne było to, co wydarzyło się następnego dnia w wyścigu głównym. Awaria elektroniki już na okrążeniu rozgrzewkowym wykluczyła go z rywalizacji jeszcze przed startem.
“To był bardzo trudny moment, bo po tym całym zamieszaniu na początku weekendu ale też dobrym występie w sprincie liczyłem, że będę mieć szansę powalczyć w wyścigu głównym o punkty. Kiedy zatrzymujesz się jeszcze przed startem z powodu awarii elektroniki, pojawia się ogromna frustracja, bo nie masz nawet możliwości pokazania swojego tempa” – zaznacza.
Ale nawet po takim weekendzie Polak nie szuka wymówek.
“Trzeba umieć oddzielić rzeczy, na które masz wpływ, od tych, których nie kontrolujesz. Ja wiem, że mimo problemów pokazałem w Miami dobrą jazdę i zrobiłem krok do przodu jako kierowca. Teraz najważniejsze to wyciągnąć wnioski, zostawić ten weekend za sobą i skupić się na kolejnej rundzie – mówi Polak.
Trudna lekcja w Melbourne
Początek sezonu także nie należał do prostych. W Melbourne pojawiły się pierwsze punkty, ale też pierwsza lekcja, jak bardzo nieprzewidywalna potrafi być Formuła 2.
“Ogólnie dobrze było zdobyć punkt w wyścigu sprinterskim. Myślę, że mogłem trochę lepiej pojechać kwalifikacje. Kilka błędów z mojej strony kosztowało mnie lepszy wynik, ale to jest część procesu nauki” – mówi Biliński.
Podobnie jak w wyścigu głównym w Miami, tak i w Melbourne pojawiły się dodatkowe komplikacje – w alei serwisowej jeden z wyjeżdżających rywali wjechał w Bilińskiego i uszkodził kawałek jego bolidu.
“Niestety zaczęło się od kłopotów. Skrzydło zostało uszkodzone i wygięte, ale ostatecznie udało się szybko je wymienić oraz wystartować no i w końcówce tempo było bardzo dobre. Myślę, że wynikało to też z trochę lepszego zarządzania oponami niż kilku kierowców wokół mnie i moja pogoń pod koniec była naprawdę mocna. Po prostu nie udało się wyprzedzić wszystkich, żeby wejść na miejsca punktowane. Ale to jest część tego procesu. Nadal się uczę” – mówi Roman.
Z tamtego weekendu wyciągnął jedną szczególnie ważną lekcję.
“Największa lekcja jest taka, jak nieprzewidywalne to wszystko potrafi być. Dzieje się tu (w F2 przyp. Red.) znacznie więcej rzeczy: hamulce węglowe, pit stopy, różne mieszanki opon w trakcie weekendu, więc chodzi po prostu o zrozumienie tego wszystkiego i przyzwyczajenie się do tego” – dodaje.
„Formuła 1 albo nic”
W kontekście tych wszystkich kłopotów, warto zwrócić uwagę na odporność psychiczną, która jest już znakiem rozpoznawczym Bilińskiego. Nie mówi o niej jak o modnym haśle. Bardziej jak o czymś, co w motorsporcie musi być codziennością.
“Motorsport nie tylko na poziomie F2, ale już od kartingu wiąże się z ogromnym wyzwaniem mentalnym i fizycznym. Myślę, że to rozwija kierowcę jako człowieka. Silny mental jest kluczowy. Jesteśmy w sporcie pod dużą presją. Bardzo dużo jest na szali, to bardzo kosztowny sport, a stawką jest cała kariera. Nagle jesteś w F2, gdzie można powiedzieć: Formuła 1 albo nic. To ogromna presja, ale mierzymy się z tym od czasów kartingu” – mówi Biliński.
Dlatego przed Montrealem nie pojawiają się wielkie deklaracje.
“Podchodzę do tego tak samo jak do każdego innego wyścigu. Po prostu wchodzę w to i daję z siebie wszystko – to jest najważniejsze. Staram się cały czas uczyć i robić wszystko najlepiej, jak potrafię. Nie mam innego podejścia niż do jakiegokolwiek innego wyścigu” – podsumował Biliński.
I być może właśnie to jest dziś największą siłą polskiego kierowcy. Podejście i nastawienie. Mimo licznych przeszkód nie ma frustracji, tylko jest spokój i konsekwentna praca. Oby w Kanadzie polski kierowca mógł w końcu bez problemów wykonać swoją pracę najlepiej jak potrafi. Weekend wyścigowy odbędzie się w dniach 22-24 maja.


