Formuła i Pirelli pracują nad tym by opony w przyszłym roku doświadczały znacznie większej degradacji, co ma poprawić atrakcyjność wyścigów.
Coraz rzadziej w Formule 1 mamy do czynienia z więcej niż jednym pit-stopem podczas wyścigu. W aż 10 z 16 dotychczasowych rund F1 w tym sezonie, główną strategią był jeden postój.
To oczywiście wynik tego, że opony na sezon 2026 zostały stworzone na bazie ubiegłorocznych, a Pirelli musiało być bardzo ostrożne przy ich tworzeniu ze względu na spore niewiadome dotyczące tegorocznych bolidów i obciążeń, jakie będą generowały dla opon.
Podczas niedawnych testów opon na Imoli, w których brały udział Ferrari i Racing Bulls, sprawdzano już mieszankę na przyszły sezon, która z założenia ma podlegać większej degradacji. Kierowcy przejechali na niej 400 okrążeń.
“Pracowaliśmy w tym roku już z nowymi bolidami więc mamy znacznie jaśniejszy obraz. Skupialiśmy się nie tyle na stabilności i balansie samochodu co na generowaniu większej degradacji opon. Pracowaliśmy bardziej nad strukturą, a nie mieszanką, sprawdzając różne rozwiązania na przednią i tylną oś” – mówi główny inżynier Pirelli, Simone Berra.
“Nie chcę wchodzić w zbyt duże szczegóły, ale pomysłem jest by zwiększyć poziom rozpadu opon, ponieważ w tym sezonie, zwłaszcza w jego pierwszej połowie, był on dość niski. Próbowaliśmy uzyskać większe zużycie i rozpad spowodowany temperaturą” – dodaje.
Pirelli planuje kolejne testy swoich opon na przyszły sezon w połowie października na torze Magny-Cours. Mają również odbyć się tam testy opon deszczowych.
Na podstawie: The race


