Już podczas Grand Prix Monako w Formule 1 będą przeprowadzane bardziej rygorystyczne testy sprężania w cylindrach silników. Co one dadzą?
Dobrze pamiętamy zamieszanie z początku roku i zarzuty wobec Mercedesa. Silniki tego producenta miały osiągać wyższy niż dozwolony przepisami współczynnik (18:1 zamiast 16:1) przy wyższych temperaturach. Problem w tym, że testy dotychczas były przeprowadzane tylko na “zimnym silniku”.
Oznacza to, że jeżeli Mercedes rzeczywiście stosował ten trik, to musi dokonać zmian w swoich jednostkach napędowych by były regulaminowe. A przypomnę, że silników tego producenta używają aż cztery zespoły w stawce: Alpine, McLaren, Williams i sam Mercedes.
Eksperci nie są zgodni, na ile ta zmiana może pogorszyć osiągi dominującej obecnie jednostki napędowej. Niektórzy uważają, że dodatkowy test nic nie da.
“Silniki nagrzewają się do bardzo, bardzo wysokich temperatur. Wprowadzane są testy przy 130 stopniach, ale według mojej oceny silniki osiągają 350 – 400 stopni. To bardzo duża różnica” – mówi Bernie Collins, były inżynier Astona Martina.
Może się zatem okazać, że jeżeli chodzi o moc silników nic się nie zmieni. Większą obawą Mercedesa może się okazać kwestia przegrzewania baterii. Przy wysokich temperaturach w Monako oraz problemach z chłodzeniem na tym torze, ryzyko awarii podobnej do tej, jaka dotknęła George Russella, rośnie.


