Robert Kubica przyznaje, że tym, czego najbardziej żałuje w swojej karierze jest to, że nie było mu dane jeździć bolidem Ferrari.
Kilka dni temu Autosport dał swoim czytelnikom możliwość zadania pytań Robertowi Kubicy. Jednym z nich było to, czego żałuje najbardziej w swojej karierze. I chyba nie ma zaskoczenia tym, że odpowiedź ma związek z wydarzeniami z 6 lutego 2011 roku. Konkretnie chodzi o jego relacje z Ferrari.
“Obecnie nie jestem kierowcą fabrycznym Ferrari. Rywalizuję za kierownicą Ferrari 499P, ale jestem kierowcą AF Corse. To pewna różnica. Ale oczywiście nie jest możliwe porównanie tego z okresem, w którym byłem na drodze do zostania kierowcą Ferrari w Formule 1” – mówi Robert Kubica.
“Nic nie ujmując kategorii Hypercar, ale będąc w Formule 1 od kilku sezonów, zawsze masz dwa cele: Zostać mistrzem świata F1, a drugim to zostać kierowcą Ferrari. Nie osiągnąłem żadnej z tych rzeczy. Byłem na drodze do zostanie kierowcą Ferrari, ale niestety wypadek to uniemożliwił” – dodaje Polak.
Czy to niespełnione marzenie o Ferrari odegrało rolę przy podejmowaniu decyzji o dołączeniu do Ferrari w Długodystansowych Mistrzostwach Świata?
“Nie da się tego porównać, ale muszę przyznać, że jednym z powodów, dla których pod koniec 2023 roku zdecydowałem się na jazdę dla AF Corse było to, że… Tak jak wspomniałem, wcześniej przezwyciężyłem wiele złych wspomnień z mojego wypadku. Jedną z rzeczy, które pozostawały nierozwiązane, które nadal trochę krwawią było to, że nigdy nie usiadłem za kierownicą bolidu F1 Ferrari” – wyjaśnia Robert.
“Oczywiście były też kwestie techniczne, ale jednym z powodów, przez które powiedziałem: Tak, idę w tym kierunku z AF Corse było to, że w przyszłości wyrzucałbym sobie, że nie skorzystałem z okazji jazdy Ferrari. To była bardziej emocjonalna niż techniczna decyzja. Chyba nigdy nie podjąłem decyzji na takiej podstawie, ale ta rana krwawiła przez tyle lat, że to okazało się najważniejsze” – dodaje Kubica.
Na podstawie: Autosport.com


