W FIA trwają intensywne prace nad uzupełnieniem kalendarza Formuły 1 o przynajmniej jedną rundę. Nie jest wykluczone, że odbędzie się ona… w Turcji.
Za sprawą konfliktu na Bliskim Wschodzie, kwietniowe wyścigi Formuły 1 zostały odwołane i nie wiadomo, czy Grand Prix Bahrajnu i Grand Prix Arabii Saudyjskiej dojdą to skutku w tym sezonie.
Oczywiście wszystko zależy od konfliktu w tym rejonie świata. Jeżeli ustanie i będzie możliwe rozgrywanie tam wyścigów, rozważane są 2 terminy na rozegranie jednego lub obu wyścigów.
Pierwszym z nich jest wciśnięcie wyścigu pomiędzy GP Azerbejdżanu a GP Singapuru, a zatem 4 października. Drugim jest rozegranie w końcówce sezonu 4 wyścigów z rzędu z przesunięciem GP Abu Zabi o tydzień. Ten drugi wariant wydaje się mniej realny ze względu na duże wyzwania logistyczne i organizacyjne.
Jeżeli jednak sytuacja na Bliskim Wschodzie nie uspokoi się, wówczas może być ciekawie bowiem według szefa FIA, Mohammeda ben Sulayema, wyścig może zostać rozegrany… gdzie indzie.
“Być może będziemy mogli mieć Turcję w tym roku, jeżeli uda im się zakończyć ich proces homologacyjny. To ostatnie czego potrzebują. Logistycznie to może najlepsze rozwiązanie. Konsultujemy się z promotorami. Jeżeli dadzą zielone światło, będziemy dostosowywać kalendarz, ale bez wywierania zbędnego nacisku” – mówi Mohammed ben Sulayem.
Co ciekawe, prezydent FIA przyznaje, że biorąc pod uwagę obecną sytuację na Bliskim Wschodzie, nie da się zagwarantować, że zaplanowane na koniec sezonu wyścigi w Katarze i Abu Zabi odbędą się.
“To większy problem niż tylko motorsport. To kwestia tego, jak żyjemy, stresu. Sport może poczekać. To jest ważniejsze – ludzie czy motosport? Czy jakikolwiek sport? Zawsze ludzie. Mam nadzieję, że to szybko się skończy byśmy mogli wrócić do normalnego życia” – mówi ben Sulayem.
Na podstawie: racingnews365.com


