Według eksperta Formuły 1, Bernie Collinsa, dodatkowy test sprężania, jaki ma być przeprowadzany od czerwca w silnikach bolidów, może mieć niewielkie znaczenie dla układu stawki.
Saga z wyższym współczynnikiem kompresji w cylindrze w silnikach Mercedesa trwa już od 3 miesięcy. Silniki tego producenta mają osiągać wyższy niż dozwolony przepisami współczynnik (18:1 zamiast 16:1) przy wyższych temperaturach. Problem w tym, że testy dotychczas są przeprowadzane tylko na “zimnym silniku”.
Były inżynier McLarena oraz były szef strategii Astona Martina, Bernie Collins uważa, że te testy niewiele zmienią. A wszystko za sprawą tego, że jednostki napędowe Formuły 1 osiągają znacznie wyższe temperatury pracy.
“Kontrole techniczne odbywają się za pomocą konkretnych testów. Tak samo jest z tylnym skrzydłem. I jak pamiętamy, w ubiegłym roku zmieniono testy w trakcie roku, zwiększono obciążenie podczas testów by zmniejszyć uginanie skrzydła. Z kompresją jest to samo” – mówi Collins.
“Oryginalnie testy były dokonywane na zimnym silniku. Mercedes znalazł sposób, by ich jednostka uzyskiwała wyższe sprężanie po nagrzaniu silnika. A silniki nagrzewają się do bardzo, bardzo wysokich temperatury. Wprowadzane są testy przy 150 stopniach, ale według mojej oceny silniki osiągają 350 – 400 stopni. To bardzo duża różnica” – dodaje inżynier.
Mówi on, że nie wiadomo, jaką realną różnice zrobią testy, jednak zwraca uwagę na to, że Mercedes jest pewny siebie i władze ekipy wielokrotnie podkreślały, że nie robią nic nielegalnego.
Na podstawie: planetf1.com


