Jak informuje włoski motorsport.com, Aston Martin nie zamierza uczestniczyć w wyścigu o Grand Prix Australii. Ekipa pojedzie tam tylko na alibi.
O tym, jak zła jest sytuacja w Astonie Martinie, wiemy nie od dziś. Ale z każdą kolejną informacją płynącą z zespołu przekonujemy się, że wyjście z niej nie będzie łatwe i na pewno zajmie dużo czasu.
Już w ubiegłym tygodniu Roberto Chinchero mówił, że ekipa z Silverstone weźmie udział w GP Australii tylko dlatego, że… musi. Zobowiązują ją do tego zapisy porozumienia Concorde, podpisanego z FIA, Formula One Management i pozostałymi ekipami. Jeżeli Astin nie pojawiłby się na Albert Park, zapłaciłby wysoką karę.
Teraz włoski motorsport.com pisze, że Aston bardzo boi się, czy ich bolid zrealizuje zasadę 107% w kwalifikacjach, która jest podstawą do dopuszczenia do wyścigu.
“Planem jest przejechanie minimalnej liczby okrążeń, która pozwoli na udział w wyścigu i zatrzymanie się po kilku okrążeniach” – pisze it.motorsport.com.
Przy okazji dowiadujemy się więcej o problemie występującym w Astonie – wibracje z silnika spalinowego powodują awarie silnika elektrycznego. Honda ma ostro pracować nad poprawą sytuacji, ale z racji tego, że jest to system naczyń połączonych, nie jest to łatwe.
Do Japonii poleciał Andy Cowell, były szef zespołu, który ma baczniej przyglądać się integracji silnika Hondy do nadwozia Astona Martina, stworzonego przez Adriana Neweya.


