Coraz bardziej możliwe staje się, że sezon 2026 nie będzie składał się z 24 rund. Zagrożone odwołaniem wyścigi na Bliskim Wschodzie raczej nie zostaną zastąpione innymi.
Od tygodnia, w związku z działaniami militarnymi na Bliskim Wschodzie, rośnie niepewność związana z kalendarzami motorsportowych serii. WEC przeniosło na bliżej nieokreślony termin rundę 1812KM Kataru i zacznie sezon znacznie dopiero w połowie kwiewtnia na Imoli.
Formuła 1 nadal czeka, ale nie ma dużo czasu. GP Bahrajnu, na który nadal spadają irańskie rakiety, ma zostać rozegrane 12 kwietnia. Tydzień później zaplanowano GP Arabii Saudyjskiej.
Teraz jednak najważniejsze związane z F1 media informują, że w razie odwołania GP Bahrajnu czy GP Arabii Saudyjskiej, nie zostaną one zastąpione. Powodem mają być względy logistyczne. Był też pomysł rozegrania dwóch wyścigów na torze Suzuka, jednak i on nie przypadł zespołom do gustu.
W padoku panuje przekonanie, że trzeba szykować się na odwołanie rund na Bliskim Wschodzie jeżeli w najbliższych dniach nie dojdzie do znaczącej deeskalacji konfliktu.
Jeżeli nie odbędą się wyścigi w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej, wówczas czeka nas ogromna wyrwa w kalendarzu Formuły 1, trwająca od 29 marca (GP Japonii) do 3 maja (GP Miami).
Dla Formuły 1 mniej wyścigów to oczywiście mniejsze zyski, z czym muszą liczyć się też zespoły. Dla kierowców będzie to mniej punktów do zdobycia.


