Formuła 1 głowi się nad rozwiązaniem problemów z procedurą startową. Nowe pomysły napotyka jednak na opór ze strony Ferrari, które ma sporo racji.
Narzekają na nią sami kierowcy. Gabriel Bortoleto przyznaje, że procedura jest bardzo skomplikowana, kierowca musi liczyć w myślach i nie wszystko idealnie się udaje.
W związku z tym powstały już pomysły doraźnych zmian. Pierwszym jest wydłużenie minimalnego czasu pomiędzy ustawieniem się ostatniego z bolidów na starcie a zapaleniem pierwszego czerwonego światła. O ile jednak taki pomysł daje kierowcom równiejsze szanse (pomijając mocne schłodzenie opon liderów), o tyle nie rozwiązuje problemu związanego z bezpieczeństwem.
Drugim pomysłem jest rewizja przepisów dotyczących możliwości użycia baterii na starcie. Obecnie jest ona dostępna po osiągnięciu 50 km/h przez co turbina musi być ładowana długim zwiększaniem obrotów. Zezwolenie na użycie baterii od razu bardzo by pomogło w szybszym starcie i oszczędziło czasu na przygotowania. Dałoby to pewniejsze starty i pozwoliło znacznie zmniejszyć ryzyko wejścia bolidu w tryb anti-stall.
Trudne porozumienie
Zmiany wprowadzane na 3 tygodnie przed startem sezonu wymagałyby jednak jednomyślnej zgody wszystkich ekip. A takiej nie ma – za sprawą Ferrari.
Jeszcze w ubiegłym roku zespoły zgłosiły potrzebę wprowadzenia zmian. Wówczas jednak zaprotestowało Ferrari, które powiedziało, że problem jest znany od dawna i teraz, gdy koncepcja silnika jest już gotowa, a jednostki są w fazie produkcji, zmian nie powinno być. Jednocześnie problem turbo-lagu był znany od znacznie dłuższego czasu. Dlatego ekipa nie chciała zmian.
Ferrari nie chce ich również teraz bo wygląda na to, że przygotowali jednostkę, która bardzo dobrze radzi sobie z opóźnieniem turbiny i zmiany teraz zniwelowałyby ich potencjalną przewagę nad innymi.
Trudno jednak spodziewać się, by nie dokonano żadnych zmian ponieważ obecnie starty wyglądają absurdalnie i budzą spore wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa.


