Po ostatnich kontrowersjach związanych z protestami składanymi przez Red Bulla, FIA zastanawia się nad podwyższeniem opłat za protesty.
Temat zbyt łatwego i taniego składania protestów był poruszany podczas posiedzenia Światowej Rady Sportów Motorowych z inicjatywy Toto Wolffa. Szef Mercedesa wzywał do tego po tym jak na przestrzeni czterech grand prix Formuły 1 Red Bull trzykrotnie próbował sprowadzić kary dla George Russella.
Najpierw miało to miejsce podczas GP Miami, gdy Red Bull twierdził, że Russell nie zwolnił przy żółtych flagach. Następnie ekipa dwukrotnie próbowała doszukać się przewinienia u Anglika podczas GP Kanady – najpierw za zostawienie więcej niż 10 długości bolidu za samochodem bezpieczeństwa, a potem za nadmierne hamowanie podczas neutralizacji.
We wszystkich trzech przypadkach protesty były nieskuteczne, a działania Red Bulla nie spodobały się Toto Wolffowi.
“Powinno się dawać za to kary. Przynajmniej kiedy przegrasz, będziesz ci wstyd, że straciłeś też pieniądze i następnym razem pomyślisz dwa razy zanim złożysz protest” – mówi Austriak.
Obecnie przy składaniu protestu zespoły muszą złożyć depozyt wynoszący €2000 i jeżeli protest okaże się nieskuteczny, depozyt przepada. Wygląda jednak na to, że wprowadzona może zostać dodatkowa sankcja.
Po posiedzeniu Komisji Sportów Motorowych, poinformowano, że możliwe są zmiany w tym zakresie.
“Uzgodniono, że opłaty za protesty, apelacje i wnioski o ponowne rozpatrzenie sprawy powinny być ponownie przeanalizowane i dostosowane” – czytamy w komunikacie.
“Dyskutowano również nad wprowadzeniem grzywien” – dowiadujemy się z pisma.


