Oliver Bearman przyznaje, że po przyjściu do Haasa, musiał zredukować nieco swoje ambicje w poszczególnych wyścigach. Jego głównym celem pozostaje jazda dla Ferrari w Formule 1.
Oliver Bearman to jeden z sześciu tegorocznych debiutantów w Formule 1. Kierowca Haasa nie błyszczy, ale nie można też powiedzieć, że zawodzi.
W obszernej rozmowie z Roberto Chinchero z Autosportu, kierowca opowiada o swoich niełatwych początkach w motorsporcie.
“Mój tata się ścigał, a przed nim mój dziadek. To był zwykły klub wyścigowy, dla zabawy. Nie mieli budżetu – albo talentu – na więcej” – mówi żartobliwie Ollie Bearman.
“Pamiętam, jak oglądałem wyścig mojego taty w Porsche kiedy miałem 5 czy 6 lat. Absolutnie mnie to zachwyciło – dźwięk, zapach, całość. Wtedy pokochałem wyścigi” – dodaje kierowca.
Ale w domu nadal było za mało środków na ogromną karierę. Przejście do wyścigów samochodowych Olliego musiało wiązać się z poświęceniami.
“Pamiętam, że kiedy przeniosłem się z kartingu do F4. Mój tata powiedział mi jasno: Nie stać nas na 2 czy 3 sezony. To zbyt drogie. Musieliśmy ograniczać testy” – wspomina Bearman.
Trzeba powiedzieć, że Ollie wziął sobie słowa ojca do serca. Przejście z F4 do debiutu w Formule 1 zajęło mu 4 sezony. W ubiegłym roku zadebiutował w GP Arabii Saudyjskiej, zastępując Carlosa Sainza, u którego stwierdzono zapalenie wyrostka robaczkowego.
“Dowiedziałem się dosłownie na kilka godzin przed. Ale to była największa okazja w moim życiu. W F2 mi wtedy nie szło i nagle dostałem szansę pojechania wyścigu F1 w Ferrari. To było prawdziwe szczęście. Miałem na koncie tylko dwa dni testów w F1 więc byłem bardzo ostrożny, nie chciałem nic zepsuć. To mnie mocno powstrzymywało. Pokazałem 50% tego, na co mnie stać. Nie wiem, gdzie bym teraz był, gdyby wyścig w Dżuddzie się nie przydarzył” – przyznaje Bearman.
Teraz Bearman jeździ w Haasie i przyznaje, że był to dla niego swego rodzaju zimny prysznic po jeździe bolidem Ferrari w ubiegłym roku.
“Różnice są bardzo małe, ale nie jesteśmy w stanie walczyć o punkty w każdy weekend. Musiałem zresetować moje oczekiwania by się nie frustrować. Były wyścigi, w których jechałem dobrze, byłem dumny ze swoich osiągów, ale nie można być usatysfakcjonowanym z 12. czy 15. miejsca” – mówi Bearman.
Jego głównym celem w Formule 1 jest nadal jazda dla Ferrari.
“Po tym jak wygrałem tytuł Włoskiej F4, Akademia Ferrari zaprosiła mnie na test do Fiorano. Pamiętam, jak wszedłem do biura Laurenta Mekiesa – kogoś, kogo wcześniej widziałem tylko w telewizji. Musiałem go przekonać, że jestem wart inwestycji. Mylę, że mocno trzęsły mi się ręce” – wspomina Oliver.
“Dobrze pamiętam też moment, gdy wyjeżdżałem z garażu na Fiorano. Miałem w głowie Alonso, Schumachera, Vettela i Leclercka wyjeżdżających w ten sam sposób. To był tylko bolid F4, ale to już było coś szczególnego. Dwa lata później przejechałem mój pierwszy test bolidem F1 i tego dnia nigdy nie zapomnę, gdy wkładałem czerwony kombinezon. Byłem bardzo dumny i niesamowicie zmotywowany żeby założyć go ponownie” – dodaje Bearman.
Bearman czuje wsparcie zespołu Formuły 1 w swojej karierze.
“Jestem pewien, że Ferrari wierzy we mnie. Pomagali mi dotychczas i dali szansę, którą mam teraz. To moja codzienna motywacja. Chcę ścigać się w czerwonym bolidzie, chcę żeby on wygrywał” – dodaje Ollie.
Na podstawie: Autosport.com


