Drugi trening nie należał do przyjemnych sesji za sprawą dwóch wypadków. Szczególnie ten Carlosa Sainza wyglądał nieprzyjemnie.
Sainz uderzył z dużą siłą w bandę po tym, jak stracił przyczepność w szybkim zakręcie nr 3. Carlos mówi, że czuje się dobrze mimo że był to całkiem spory wypadek”.
“Koniec końców te samochody są bardzo bezpieczne i można wyjść z takich sytuacji prawie nietkniętym. Tak jest w tym wypadku, choć jestem nieco obolały” – mówi Sainz.
Jednocześnie zwraca on uwagę na to, że był pasażerem praktycznie od początku tej sytuacji.
“Nie mogłem kontrolować samochodu. Po prostu obróciło mnie i to jeden z tych momentów, w których czujesz się pasażerem. Dobrze byłoby mieć w takich sytuacjach więcej do powiedzenia” – dodał kierowca Ferrari.
Problemy miało dziś wielu kierowców, choć w nieco innym miejscu co Sainz.
“Z jakiegoś powodu tor zmienił się w porównaniu z poprzednimi latami. Są dwa wyboje – jeden na wyjściu z zakrętu drugiego, a drugi na wejściu w zakręt numer 3. Dla tych aut to duży minus” – mówi Sainz.
Zarówno Sainz, jak i jego partner z pierwszego treningu, Robert Shwartzman mieli w tym samym miejscu problemy już w pierwszym treningu.
Według Hiszpana jest to wina nowej generacji samochodów. Gdy pojawia się wybój w szybkim zakręcie, potrafią one stracić przyczepność generowaną przez podłogę.
Daniel Ricciardo ma podobne wnioski co Sainz.
“Wyglądało to jakby Ferrari było za nisko ustawione ponieważ uderzało tam podłogą. Tak zdarzyło się z Lando w poprzednim wyścigu. To dziwne bo zakręty drugi i trzeci powinny być do przejechanie z zamkniętymi oczami. Są to szybkie zakręty, przejeżdżane z łatwością na pełnym gazie” – mówi Ricciardo.
“Tak to jest z tymi samochodami, muszą być nisko ustawione z tyłu żeby generować siłę docisku i bywa to zdradliwe, zwłaszcza przy tych prędkościach. Mamy więc takie wypadki jak te, które nie są przyjemne i nie da się nic zrobić, nie da się zareagować. Carlos skręcił i nagle stał się panem pasażerem. Dobrze, że nic mu nie jest” – dodaje kierowca AlphaTauri.
Źródło: racefans.net
fot. Scuderia Ferrari Press Office


