Zdaniem Christiana Hornera kara nałożona na Red Bulla pod koniec ubiegłego roku za przekroczenie limitów budżetowych już wpływa na rozwój tegorocznego bolidu.
Red Bull przekroczył limit w wysokości 145 milionów dolarów, za co zostali ukarani przez FIA grzywną w wysokości 7 milionów dolarów i zmniejszeniem liczby godzin na rozwój aerodynamiki o 10%.
Po ogłoszeniu tej decyzji Horner określił karę jako „drakońską” i mającą kosztować stratę 0,25 – 0,5 sekundy na okrążeniu.
Jednak niektórzy, tak jak np. dyrektor techniczny Mercedesa Andrew Shovlin, zbagatelizowali opinię Hornera, twierdząc, że w rzeczywistości strata ta jest porównywalna z ograniczeniem, którą by miał jego zespół, gdyby byli o jedną pozycję wyżej w mistrzostwach konstruktorów.
Dla przypomnienia przydział czasu na testy aerodynamiczne dla zespołów F1 jest określany raz na pół roku na zasadzie odwróconej klasyfikacji konstruktorów. Najgorsza ekipa dostaje go najwięcej, a najlepsza najmniej.
W związku z tytułem konstruktorów w sezonie 2022 już mieli przydzielone tylko 70% na testy w tunelu aerodynamicznym i CFD, ale z powodu kary wartość ta zmalała do 63%. Zdaniem Hornera kara jest odczuwalna.
„To znacznie ogranicza liczbę przejazdów, które możemy wykonać w naszym tunelu aerodynamicznym w ciągu każdego kwartału. Myślę, że zespół musi się do tego dostosować. A to oznacza, że trzeba być trochę bardziej skoncentrowanym i zdyscyplinowanym na tym, co poddajemy procesowi testowania w tunelu lub w naszych narzędziach symulacyjnych, więc to kolejne wyzwanie. Na pewno jest to utrudnienie, ale mamy bardzo zdolnych ludzi, którzy chcą wydobyć to, co najlepsze i zastosować to w najbardziej wydajny i skuteczny sposób” – powiedział Horner dla RACER.
Mimo to Horner pozostaje zwolennikiem tego systemu, ponieważ zmusił on zespoły do większej efektywności i wydajności.
„Myślę, że ta zasada jest świetna i napędza efektywność. Jeśli spojrzę na to, co było cztery lub pięć lat temu, to skończylibyśmy z dużą ilością części zamiennych, które byłyby fabrycznie nowe i nigdy nie zostałyby użyte, a potem stałyby się po prostu złomem. Teraz nie można sobie na to pozwolić. Trzeba być skutecznym i wydajnym. Myślę, że to zwiększa wydajność w biznesie. Pozbyto się tego marnotrawstwa, którego nikt wcześniej nie widział” – dodał Horner.
Szef Red Bulla uważa jednak, że koncepcja ta będzie wymagała jeszcze kilku poprawek, gdy FIA i F1 zastosują te same zasady limitów budżetowych do rozwoju silników.
„Przepisy wciąż ewoluują, a ponieważ są wprowadzane również do jednostek napędowych, co zasadniczo jest dobrą rzeczą dla Formuły 1, bo bardziej wyrównuje grę, myślę, że są pewne elementy, które wciąż muszą być dostosowane. W tej chwili widzimy rozbieżność między przepisami finansowymi dotyczącymi podwozia i dotyczącymi silnika. Są więc pewne rzeczy, które moim zdaniem wymagają zrównoważenia, żeby była spójność w tych limitach. Jednak myślę, że ogólnie jest to bardzo pozytywna rzecz”.
Horner podkreśla także, że przepisy muszą być skonstruowane w taki sposób, aby produkcja silników i bolidów była tańsza.
„Myślę, że zbyt wiele uwagi przywiązuje się do limitów, ponieważ wciąż projektujemy bardzo drogie silniki i bardzo drogie samochody przez to, jak skonstruowane są przepisy techniczne. Musimy bardziej przyjrzeć się przepisom technicznym i sportowym, szczególnie tym na 2026 rok i czynnikom napędzającym koszty, które z nich wynikają, co z kolei zmniejszyłoby presję na limity budżetowe”.
Źródło: f1i.com
Patryk Kucharski
fot. Red Bull Content Pool


