Zaledwie 114 kilometrów liczył dziesiąty odcinek specjalny Rajdu Dakar – z Haradh do Shaybah. Po jego przejechaniu zawodnicy mają chwilę wytchnienia przed drugim etapem maratońskim.
Po raz kolejny w czołówce zameldował się Kuba Przygoński. Pilotowany przez Armanda Monleona kierowca ORLEN Teamu na mecie zjawił się jako szósty, dzięki czemu zanotował awans w klasyfikacji generalnej. To ósmy kolejny dzień, w którym doświadczony zawodnik poprawił swoją pozycję.
– To był krótki odcinek, ale trudny fizycznie. Trasa wiodła przez Empty Quarter, czyli największą na świecie piaszczystą pustynię – same wydmy i miękki piasek. Ciężko było się rozpędzić, było bardzo dużo zmian biegów i wyhamowywania. Samochód przez to osiągał wysokie temperatury, ale jesteśmy zadowoleni ze swojego tempa. Armand przyznaje, że dziś był bardziej pasażerem niż pilotem, bo nie było zbyt wiele do nawigowania – mówił Przygoński.
Drugi z zawodników ORLEN Teamu, Martin Prokop, zakończył etap na trzynastej pozycji. Taki rezultat sprawił, że już po raz trzeci z rzędu czeski kierowca, wraz z pilotującym go Viktorem Chytką, zamyka dzień na siódmym miejscu w klasyfikacji generalnej.
– To był jednocześnie trudny i piękny dzień. Jesteśmy zadowoleni z wyniku – możemy powiedzieć, że jest perfekcyjny. Mieliśmy problem z bardzo wysoką temperaturą w samochodzie. Zepsuła się nam klimatyzacja i musieliśmy ją wyłączyć. W kabinie było naprawdę gorąco, więc jesteśmy kompletnie wycieńczeni. Cieszymy się z wyniku, ale musimy odpocząć, bo czeka nas kolejny odcinek maratoński. Będzie trudno, bo znów czekają nas wydmy, ale lubimy taką jazdę – ocenił Prokop.
W środę z kolejnego sukcesu cieszył się Sebastien Loeb, dla którego było to trzecie z rzędu etapowe zwycięstwo. Francuz utrzymuje się na podium w klasyfikacji generalnej. Na czele bez zmian – wciąż prowadzi Nasser Al-Attiyah, który pewnie zmierza po swój piąty triumf w Dakarze. Z rajdu wycofał się dotychczasowy lider w rywalizacji ciężarówek, Ales Loprais.
W kategorii SSV Energylandia Rally Team ma za sobą kolejny udany dzień. Marek Goczał z Maciejem Martonem uplasowali się dzisiaj na drugiej pozycji, niecałą minutę za zwycięzcami próby. Eryk Goczał z Oriolem Meną byli na trzecim miejscu. Eryk zakończył dziesiąty etap rajdu ze stratą zaledwie 13 sekund do swojego taty. Na jedenastej pozycji próbę ukończyli Michał Goczał z Szymonem Gospodarczykiem.
Eryk Goczał z Oriolem Meną utrzymali drugą pozycję w klasyfikacji generalnej kategorii SSV. Najlepsza z załóg Energylandia Rally Team na tegorocznym Dakarze traci do liderów już zaledwie 3 minuty i 40 sekund. Czwartą pozycję zajmują Marek Goczał z Maciejem Martonem, zaś do pierwszej dziesiątki rajdu awansowali dzisiaj Michał Goczał z Szymonem Gospodarczykiem.
– Cieszę się, bo w końcu mamy taki prawdziwy Dakar, a nie same proste z gazem wciśniętym w podłogę. W końcu zaczęły się bezkresne wydmy – jest trudno, technicznie – to najbardziej mi się podoba, tutaj można pokazać umiejętności. Nic nam dzisiaj nie przeszkadzało, jechało nam się świetnie. Po drodze wyprzedziliśmy kilka Mavericków, więc tempo było dobre. Walczymy dalej! – mówił na mecie Marek Goczał, drugi kierowca dziesiątego etapu rajdu.
– Wspaniały etap, w końcu zaczął się prawdziwy Dakar. Dojechaliśmy do takiej trochę „większej piaskownicy” – w „Pustej Ćwiartce” nie ma nic oprócz piachu! Świetnie się czuję w tym terenie, tak samo nasz Maverick. Nie trzeba tutaj aż tak uważać na samochód – mogę po prostu słuchać pilota i jechać najszybciej jak się da. Dzisiaj czułem, jakby nasz Can-Am nic nie ważył. Świetna jazda, mnóstwo skoków, niesamowita frajda i wynik też jest bardzo dobry – podsumował zadowolony z dziesiątego etapu Eryk Goczał.
W czwartek kierowców czeka pierwsza część odcinka maratońskiego. W jego trakcie zespoły nie obozują w biwaku – zawodnicy śpią w namiotach, a na prace serwisowe zespoły mają tylko dwie godziny.
Źródło: Informacja prasowa


