Czy pierwsze rundy sezonu 2022 dały Ferrari złudny spokój, który może ich sporo kosztować? Ekipa z Maranello nie wygrała jeszcze żadnego wyścigu, w którym Max Verstappen dojechał do mety i choć nadal są bardzo mocni, to w Miami Red Bull pokazał, że jest mocniejszy.
Na szczycie
Cały czas powtarzam, że ważniejsze od sympatii dla jednego lub drugiego zespołu jest dla mnie byśmy oglądali ciekawy sezon z walką o mistrzostwo świata do końca. I póki co na to się zapowiada. Ferrari i Red Bull dają nam świetny show mimo torów na których przychodzi im się ścigać a ich dominacja jest ogromna.
W Miami lepszy był Verstappen. Przed wyścigiem pisałem, że kluczowy będzie start. Jeżeli Maxowi uda się przedzielić bolidy Ferrari, będzie “w domu”, biorąc pod uwagę prędkości maksymalne jego bolidu. Max kontrolował wyścig i według Ferrari, był o 0,2 sekundy szybszy na okrążeniu.
Wiadomo, że “gdyby babcia…” ale nie da się zignorować przypuszczenia, że bez awarii, Max Verstappen miałby obecnie 19 punktów przewagi nad Charlesem Leclerciem, a Red Bull byłby na kilkudziesięciopunktowym prowadzeniu. Ferrari wie, że musi wprowadzić mocno działające poprawki i pełen ich pakiet przywiezie w Barcelonie.
W Miami mieli już skrzydło z niższym dociskiem, które rozwiązałoby ich problem z prędkościami na prostych, ale zagrali bezpiecznie i nie użyli go. Na Barcelonę zmian ma być sporo i Mattia Binotto liczy na to, że dadzą one spory zysk. Szef Ferrari mówił też wczoraj, że w Maranello liczą na to iż rywale drobnymi poprawkami i ciągłym szukaniem zmian szybko dojdą do granicy limitu budżetowego, a wówczas Ferrari im odjedzie. Szczerze mówiąc, uważam to za bardzo ryzykowny plan, który może sprawić, że w Maranello obudzą się z ręką w nocniku.
Red Bull nabiera pewności siebie, a Mercedes w ubiegłym roku przekonał się, jak są wtedy groźni. Muszą sobie jednak poradzić z problemami z niezawodnością, a te nadal są bardzo duże.
Na ziemi niczyjej
Właśnie tam jest teraz Mercedes. Kilka dziesiątych straty do Red Bulla i Ferrari i minimalna przewaga nad Alfą, która w połączeniu z doświadczeniem, wiedzą i lepszymi kierowcami daje wyraźne prowadzenie w klasyfikacji “best of the rest”.
W piątek mieliśmy pierwszy przebłysk Mercedesa i przekonaliśmy się, że w ich samochodzie jest spory potencjał. Ale potem problemy wróciły, a z balansem trudno było sobie poradzić. Problem miał zwłaszcza Russell. Bardzo ciekawe były jego słowa – drugiego kierowcy zespołu – o tym jak to w trakcie nocy coś się w aucie zmieniło. Wydaje mi się, że gdzieś to już słyszałem i też występował tam George.
W Mercedesie powoli zaczynają mieć problem. Kierowcy niby się wspierają, niby chwalą, ale w komunikatach radiowych słychać irytację, zwłaszcza tego, który jest ostatnio z tyłu. Hamilton będzie coraz mniej cierpliwy i będzie coraz bardziej zazdrosnym okiem spoglądał w kierunku dorobku punktowego Russella.
Spór w Mercedesie dla tej ekipy byłby czymś mocno niepożądanym więc spodziewam się, że Toto Wolff zrobi wszystko by udobruchać Lewisa. Tak czy inaczej, nie widzę powrotu Mercedesa do wygrywania w tym sezonie.
A dalej…
Entuzjazm dotyczący występów Alfy Romeo w tym sezonie, spowodowany ogromnym skokiem ich formy trwa. Oczywiście Alfa już w ubiegłym roku miała znacznie lepszy bolid, ale nie miała nikogo, kto byłby w stanie wykorzystać jego potencjał. W tym sezonie jest Bottas i świetnie, że po 5 rundach Alfa ma już 26 punktów.
Uważam jednak, że muszą robić wszystko, by tę dobrą formę przekuć na jak najlepsze wyniki i nie osiadać na laurach. Wczoraj zaliczyli kolejną awarię, nie zastosowali dobrej strategii dla Zhou (jasne, nie ukończył, ale powinien był wystartować na twardych), a pit-stop był przeciętny. Do tego Bottas popełnił dwa bardzo kosztowne błędy. Jechał świetnie, ale jednak to trzeba mu wytknąć. Alfa wczoraj powinna być bez problemu piąta, choć szczęście w tym nie pomogło.
Patrząc na układ na mecie, można powiedzieć, że na kolejnym miejscu było Alpine, jednak uważam, że bardzo podobne tempo miał Haas. Wyłączając Ocona, pozostali kierowcy obu tych ekip popełnili bardzo duże błędy, które kosztowały ich punkty. Alonso przyznał, że był zbyt agresywny. Łącznie doprowadził do 2 kolizji oraz raz zyskał przewagę poza torem. Dostał 2 kary i nie zgarnął punktów. Magnussen przypomniał sobie o swoich starych nawykach – walczył zbyt mocno i po pechowych kwalifikacjach zmarnował szanse na punkty.
Najbardziej pluć sobie w brodę może Schumacher. Jechał po pierwsze punkty w karierze i to wysokie. Mógł ten wyścig skończyć nawet na 8. miejscu. Zderzył się jednak z tym, którego tak podziwia czyli Sebastianem Vettelem. Nie ukarałbym za ten wypadek żadnego z kierowców choć według mnie minimalnie większą winę ponosi starszy z Niemców. Tak czy inaczej, Mick pojechał dobre zawody choć w kilku momentach mógł zachować się lepiej.
Zaskoczył Stroll bo jednak zdobył punkt i pokazał, że Aston Martin nie jest takim szrotem jak myśleliśmy. Vettel natomiast mocno zawiódł – kolejny raz.
Po zwyżce formy, kolejny słaby wyścig McLarena i nawet gdyby Norris się nie rozbił, trudno byłoby o punkty. Widać, że jeżeli znajdą się w środku stawki, jest im trudno. McLaren wydaje się chimerycznym autem i wiele będzie zależało od toru, na którym toczy się rywalizacja.
Zawiodło AlphaTauri, które nie miało tempa, a to zaowocowało kolejnymi niepotrzebnymi pojedynkami.
Bić brawo trzeba natomiast po raz kolejny Alexowi Albonowi. Jechał on na standardowej strategii, a tempo miał słabe, a i tak zajął 9. miejsce i przegonił w generalce Alonso. Kluczem było tu nie wikłanie się w niepotrzebne pojedynki przez kierowcę Williamsa. Jechał słabym, ale stałym tempem podczas gdy Vettel, Magnussen, Ricciardo, Alonso, Gasly, Norris czy Stroll wikłali się w pojedynki na których w wyniku kolizji czy kar tracili wiele sekund. To klasyczny przykład gdy żółw pokonał zająca.


