O niezbyt udanych testach Alfy Romeo, pozornie opóźnionych przygotowaniach Premy i wieku. Iwona Hołod porozmawiała z Robertem Kubicą na kilka dni przed startem jego sezonu. Zapraszam do przeczytania ich rozmowy!
Iwona Hołod: Jak Twoje samopoczucie w tym trudnym czasie? Nie wiem, na ile odczuwacie to we Włoszech.
Robert Kubica: Myślę, że w tym momencie już cały świat to odczuwa. Ja także. Moja praca i napięty grafik ostatnich dni i tygodni trochę “pomagają” mi w cudzysłowie w tej sytuacji – bo sytuacja nadal jest ciężka i delikatnie mówiąc, nieprzyjemna.
IH: Jak Twoje przygotowania do sezonu? Czy różnią się od zeszłorocznych?
RK: Raczej nie, bo z jednej strony debiutowałem w endurance, więc teoretycznie ten rok powinien być łatwiejszy pod względem przygotowań. Pomaga też fakt, że sporo wiecej dzisiaj wiem. Z drugiej strony będę startował z debiutującym zespołem, Prema Orlen Team. Kiedy wchodzisz do nowej serii z teamem, który debiutuje, to masz automatycznie dużo więcej pracy i więcej rzeczy, nad którymi musisz popracować i nad którymi musisz się skoncentrować, niż z zespołem, który dokładnie wie, o co chodzi. Jest to duże wyzwanie w moich stratach w endurance.
Jeśli chodzi o F1, to moje przygotowania są trochę większe. W ubiegłym tygodniu miałem testy. Niestety, na tych testach za dużo nie pojeździłem i jest to wielka szkoda, tym bardziej, że mamy nowy regulamin i dla mnie było bardzo ważne, by zbudować sobie przez te pół dnia jazd bazę informacji na temat nowego regulaminu i nowych aut. Po to, żeby w razie czego, jeśli miałbym wskoczyć do auta, jak to miało miejsce w tamtym roku – żebym wtedy nie wskakiwał do niego nie wiedząc w ogóle, jak to wszystko wygląda. Dlatego ta połowa dnia była tak ważna dla mnie. I mogę powiedzieć szczerze, że bardzo czekałem na tę możliwość jazdy, bo w ubiegłym roku jej nie miałem podczas testów zimowych. Wtedy ten brak pojeżdżenia ciągnął się za mną przez cały rok. Kiedy wskakiwałem do bolidu na treningi lub też kiedy zastępowałem Kimiego, brakowało mi pewnych informacji, świadomości pewnych rzeczy. No ale niestety, los chciał, abym spędził 90% swego czasu w garażu i wiem tyle samo, co przed testami, czyli NIC. Cóż, taki jest już los motorsportu. Teraz koncentruję się na pierwszym starcie WEC na Sebring, bo Sebring będzie ogromnym wyzwaniem.
IH: Dokładnie tak jak mówisz. Po tych 9 “okrążeniach” wiesz niewiele lub nic, ale czy miałeś chociaż trochę fanu z tego, że siedziałeś w aucie “nowej generacji” choćby przez chwilę?
RK: Myślę sobie, że na tablicy faktycznie widnieje 9 okrążeń, ale błędem jest myślenie, że je przejechałem, bo były to tylko okrążenia instalacyjne, i ciągle skupialiśmy się na sprawdzaniu pewnych elementów i jakby rozwiązywaniu problemów. Tych okrążeń nie poświęciliśmy w ogóle na to, bym nabrał wyczucia lub cokolwiek podobnego. Tak naprawdę nie przejechałem żadnego okrążenia, które dawałoby mi jakiekolwiek informacje, a wręcz przeciwnie. Kiedy jeździsz w wolnym tempie, odczucia nie są prawidłowe. Opony w F1 nie są stworzone do tego, aby jechać na nich wolno, dlatego też można nabrać wtedy złych odczuć i trzeba je zignorować.
Z kolei, jeśli chodzi o moje prywatne wrażenia i przeżycia i to, że jestem w uprzywilejowanej sytuacji, że mogę siedzieć za kierownicą bolidu F1, to tak, każdorazowo jest to dla mnie coś wyjątkowego. Mimo, że mam sporo lat i wiele razy siedziałem w bolidzie F1, to zawsze jest to dla mnie emocjonalny moment. Mimo że, w pozytywnym znaczeniu, Formuła 1 stała się dla mnie rzeczą normalną i codziennością, to zawsze jak wsiadam do bolidu, czy to do nowego, czy po dłuższej przerwie – łapię się na tym, iż towarzyszą mi pozytywne i fajne emocje, które przypominają mi, że jestem w wyjątkowym miejscu, że jestem szczęściarzem, że jestem i mogę być w tym miejscu.
IH: Nie podkreślaj proszę tak tego wieku, bo ja przecież jestem w tym samym i czuję się staro (śmiech).
RK: Coraz częściej, kiedy się budzę, to myślę sobie, że kiedy ludzie którzy z Tobą pracują, są młodsi od Ciebie, to nie jest to dobry znak… (śmiech). Ja zawsze trochę przekornie mówię o moim wieku, bo z jednej strony chciałbym być dużo młodszy, ale z drugiej strony nie chciałbym być dużo młodszy. Jest sporo plusów posiadania doświadczenia i posiadania bagażu życiowego, i na torze, i poza torem.
IH: Wiesz, kiedy teraz znowu wsiądziesz do bolidu F1?
RK: Nie wiem tego. Trzeba popatrzeć na sytuację realistycznie i nie należy się łudzić. szczególnie wtedy, kiedy jest dużo rzeczy do poznania i przetestowania. Wtedy najważniejszym priorytetem są kierowcy wyścigowi, a szczególnie Valtteri, który także nie miał dużo okazji do przejechania się. Sezon zaczyna się już za kilka tygodni. Są oczywiście wcześniej testy w Bahrajnie, na których od razu powiem, że mnie nie będzie, a gdybym był, to i tak bym nie jeździł. Musimy, realistycznie patrząc, poczekać jeszcze kilka tygodni lub nawet miesięcy, abym mógł ponownie zasiąść za kierownicą. Mam nadzieję, że taka okazja trafi się jak najszybciej. Zasiadanie za kierownicą samochodu F1 w trakcie sezonu, kiedy wcześniej nigdy nie jeździłeś tym bolidem, nie jest łatwe. Nie jest to może też niekomfortowe, ale takie nagłe wskakiwanie do bolidów, tak jak ja to robię przez ostatnie lata, jest trudne.
To moje doświadczenie życiowe i ten mój bagaż życiowy, dają mi zdrowy rozsądek i świadomość tego, że podejście jest tylko jedno. Dlatego też, coż, testy miały być, ale to co się wydarzyło, już się nie odwróci, dlatego będę starał się wykonywać w przyszłości moją pracę jak najlepiej. Ale jeszcze raz podkreślę, mimo że to łatwe nie jest, cieszę się, że mogę to robić.
IH: Mówiłeś jakiś czas temu, że w Premie było trochę opóźnień, bo Prema startuje w innych seriach i mają tam dużo obowiązków, też dosyć długo wybierali kierowców. Jest to zespół debiutujący w endurance, nie znający jeszcze tej specyfiki. Czy te opóźnienia nadal występują, czy jest już trochę więcej spokoju?
RK: Różne opóźnienia były i napięcie, ale moim zdaniem dziwne, gdyby ich nie było. Jeśli chodzi o nasz główny harmonogram, to opóźnień nie mieliśmy. Oczywiście są zawsze po drodze jakieś potknięcia, i nie zawsze wynikające z winy zespołu. Ogólnie ważne jest to, że zrobiliśmy testy, które mieliśmy zrobić. Są duże zmiany regulaminowe, rola i odczucia kierowcy. Zmieniła się konfiguracja aerodynamiczna, jest jeszcze mniej docisku, niż było wcześniej, a to wszystko znacznie wpłynie na jazdę, na ustawienia i na podejście, szczególnie w tych dłuższych wyścigach. Tak, jest sporo nowości.
Oczywiście doświadczenie z ubiegłego roku i mnie i Louisowi pomoże, a z drugiej strony mamy nowy zespół, który tak jak mówiłaś, nie ma doświadczenia w endurance – a takie wyścigi bardzo się różnią od wyścigów sprinterskich. Miejmy mimo wszystko nadzieję, że początek sezonu będzie gładki, ale na pewno czeka nas sporo pracy, zresztą, jak zawsze – przed każdym sezonem i w trakcie sezonu. Jednak warto podkreślić, że tej pracy zawsze jest trochę więcej dla nowego projektu, dla nowego zespołu. Ten czas jest bardzo napięty i bardzo wymagający, i taki będzie dla nas cały sezon.
IH: No właśnie, a jakie masz wrażenia z tych ostatnich testów z Premą?
RK: Wrażenia mam różne. Po raz pierwszy jeździliśmy w warunkach, które były bardziej reprezentatywne. Było też trochę aut na torze, aczkolwiek też nie jakoś bardzo dużo. Pierwszy dzień jeździliśmy pod mistrzostwa ELMS, a drugi pod WEC, a ja oczywiście bardziej koncentrowałem się na WEC, ponieważ jest to jest główny program. Był to test, który dużo dał i sporo pokazał i na jego bazie będziemy musieli budować swoją strukturę, swoją bazę danych oraz swoją wiedzę. Jednak też, sytuacja w Sebring będzie jeszcze zupełnie inna, bo jest to jedno z najbardziej wymagających wydarzeń, jeśli chodzi o zespół – no, może poza Le Mans. Szczególnie wymagający weekend dla zespołu europejskiego, bo logistycznie nie jest to także łatwe wyzwanie – pierwszy wyścig dla zespołu w Ameryce, pierwszy wyścig w mistrzostwach. Przed nami trudne zadanie. Ale jest to też weekend i format, który daje pewien komfort, bo mamy prolog, testy, wiec więcej czasu na przygotowanie. Weekendy mistrzostw świata są bardzo specyficzne i krótkie, i dają mało czasu na reakcje.
Trzeba podejść do nich bardzo sprytnie. To właśnie było naszym dużym plusem w Orlen Team WRT – nie tylko w ELMS, ale też w WEC. Mieliśmy bardzo zdrowe podejście do wyścigów długodystansowych i podchodziliśmy do nich z dużym szacunkiem. Dlatego mieliśmy tak dobre wyniki. Nigdy nie byliśmy najszybszym autem, jeśli chodzi o tempo jednego okrążenia, bo to też nie o to chodzi w endurance i to jest właśnie największa różnica pomiędzy wyścigami sprinterskimi juniorskich formuł, a wyścigami, gdzie masz trzech kierowców, dużo tłoku i gdzie jedziesz przez 8, 10, 12 czy 24 godziny. Podejście musi być inne, zarówno podejście na torze, ale także to, jak przygotowujesz się do tych weekendów, jakie podejmujesz decyzje jeśli chodzi o sprawy techniczne.
Iwona Hołod


