Szef Formuły 1, Stefano Domenicali nie jest przekonany, czy F1 potrzebuje nowych zespołów w stawce. Według władz serii, ważniejsza od liczby jest jakość.
W obecnej stawce zespołów Formuły 1 mamy 10 ekip i aż do 2025 roku mogą być one pewne swojej przyszłości na mocy tzw. porozumienia Concorde. Zapewniły one sobie w nim dogodne warunki do swojego funkcjonowania, a co więcej ustaliły w tym dokumencie barierę wejścia nowych ekip do Formuły 1, wynoszącą $200 mln (po $20 dla każdej z ekip) jako rekompensaty technologicznej.
Również z tego względu zainteresowanie wejściem do F1 nie jest ogromne, ale są tacy, którzy przy odrobinie dobrej woli FIA, F1 i zespołów mogłyby wejść do serii. Jednym z kandydatów jest Michael Andretti, który od dawna próbuje kupić jeden z zespołów F1 – póki co bezskutecznie. Amerykanin jest też gotów założyć własną ekipę i złożył już zapytanie o możliwość dołączenia do F1 od 2024 roku. Z jego słów wynika jednak, że po drugiej stronie nie ma zbytniego zainteresowania jego wnioskiem.
Potwierdzać mogą to najnowsze słowa szefa F1, Stefano Domenicaliego, z którym rozmawiał Martin Brundle ze Sky Sports F1.
“To nie tylko Michael Andretti. Być może o nim jest najgłośniej, ale mamy ponad 4 czy 5 zapytań dotyczących dodatkowych zespołów w Formule 1. Muszę być jednak bardzo szczery – przy obecnych 10 zespołach, konkurencja na torze jest bardzo, bardzo solidna” – mówi Domenicali.
Jest pewna złożoność, która musi być wzięta pod uwagę jeżeli jakiś zespół miałby dołączyć do stawki i nie sądzę, że obecnie dla F1 najważniejszy jest wzrost liczby zespołów. Koniec końców, dwaj kierowcy i dwa zespoły walczyły w 2021 roku o mistrzostwa i zainteresowanie F1 było szczytowe. Jeżeli w tym roku dołączą do nich kolejni – a na to liczymy – to będzie to więcej niż wystarczająco” – dodaje Włoch.
Wygląda zatem na to, że nowych ekip oraz producentów silników (Audi i Porsche) możemy spodziewać się w F1 dopiero od 2026 roku.


