Kimi Raikkonen, fiński kierowca, którego nikomu nie trzeba przedstawiać jak nie on postanowił się otworzyć i wylać nieco żali związanych z światem Formuły 1. Podejście Ice Mana do F1 w ostatnich latach było klarowne, wszystko poza minutami na torze było zniechęcające, irytujące i nieciekawe. Jak sam wspominał, napędza go tylko miłość do samej jazdy. Ale czy samą miłością do prowadzenia bolidu F1 można pomóc zespołowi w rozwoju? Niech każdy sam sobie na to pytanie odpowie.
„Jest tak wiele rzeczy, które nie mają sensu. Dobrze być poza tym, mentalnie dobrze być poza tym nonsensem. Jest (w F1) dużo więcej bzdur niż widzą ludzie z zewnątrz. Pieniądze – one przede wszystkich zmieniły ten sport jak żaden inny. Im więcej zainwestujesz pieniędzy tym więcej pojawia się polityki. Z pewnością pieniądze odgrywają wielką rolę i mają potężny wpływ. Myślę, że ludzie chcą mieć władzę nad tym, nad tamtym… Byłoby sporo dobrych polityków (pochodzących z F1).” – powiedział Kimi magazynowi Autosport.
Nie da się ukryć, że Kimi dotyka istotnego problemu współczesnej Formuły 1 gdzie determinującym aspektem wpływającym na formę konkretnych teamów są pieniądze i powiązania wewnętrzne z Liberty oraz FIA. Fakt, że dyrektorzy zespołów byli w stanie podczas kluczowych momentów wyścigów komunikować się z Masim i próbować wpływać na jego decyzję dowodzi racji Raikkonena. Oczywiście realizatorzy transmisji pozwalają nam kibicom słyszeć to co chcą byśmy słyszeli ale na dobrą sprawę, czy byliśmy świadkami rozmów choćby Franza Tosta, Josta Capito czy Gunthera Steinera z dyrekcją wyścigu? Rzecz jasna zdaję sobie sprawę z tego, że te komunikaty (jeśli w ogóle miały miejsce) zostały uznane za mało istotne ale coś mi jednak podpowiada, że w połączeniach przychodzących Michael Masi miał głównie dwa nazwiska.
„Ten trend utrzymuje się już od wielu, wielu lat. Możliwe, że dopiero teraz ludzie sobie zdają z tego sprawę. Ja się do tego nie mieszałem, wiem sporo na temat rzeczy, które się działy ale nie ingerowałem w to. Jeśli brniesz w to każdego dnia – to nie jest zdrowe.”
To, że Kimi nie ingerował w politykę nie powinno dziwić nawet w najmniejszym stopniu. I nawet nie przez fakt, że Fin polityką się brzydzi a bardziej z racji kompletnego braku chęci – byle zakończyć sesję i udać się do hotelu, reszta niech żyje własnym żywotem. Kimi Raikkonen z pewnością jest jednym z symboli Formuły 1 i zostanie zapamiętany jako ten pozbawiony uczuć, szczery, małomówny i introwertyczny facet, który po prostu kochał się ścigać. Nie można jednak uciec przed wrażeniem, że nawet wspomniana przez Kimiego miłość do jazdy nie nadrabiała braku chęci i zwyczajnie tempa na torze. Jasne, byliśmy świadkami genialnych manewrów, kilku świetnych startów ale na dobrą sprawę – czy kierowca Formuły 1, jeden z dwudziestu szczęśliwców w skali świata powinien być zadowolony z kilku fajnych akcji? W mojej opinii to zdecydowanie zbyt mało. Albo z każdej minuty na torze, na odprawie z inżynierami, w symulatorze chcesz wypracować maksimum dla siebie i zespołu, albo czas ustąpić miejsca kierowcom, którzy mają całą górę motywacji. Kimi zrobił to kilka lat za późno.
Autor: P.S.
Źródło: autosport.com


