Za nami najdłuższy odcinek specjalny tegorocznego Dakaru. Zawodnicy skierowali się dzisiaj na południe kraju, w kierunku stolicy Arabii Saudyjskiej – Rijadu. Mieli do przejechania aż 465 kilometrów odcinka specjalnego.
Orlen Team podsumowuje
Bardzo dobry dzień zanotował dzisiaj Kuba Przygoński. Kierowca ORLEN Teamu dojechał do mety na 8. pozycji i awansował na siódme miejsce klasyfikacji generalnej rajdu.
Zawodnicy ORLEN Teamu rywalizują w Rajdzie Dakar po raz 23. W tym roku to jadący w klasie samochodów Kuba Przygoński oraz Martin Prokop, quadowiec Kamil Wiśniewski i motocyklista Maciej Giemza. Arabia Saudyjska – gdzie Dakar rozgrywany jest w tym roku trzeci raz z rzędu – jest 30. krajem w historii, który gości zmagania uczestników rajdu.
Motocykliści opuścili biwak już o godz. 3 w nocy czasu polskiego, a dwie godziny później zaczęli prawdziwą rywalizację. Maciej Giemza ukończył dzisiejszy etap na 39. miejscu. W klasyfikacji generalnej zajmuje 33. lokatę. Giemza na biwaku nie krył, że nie był to jego najlepszy dzień. Środowy etap wygrał Hiszpan Joan Barreda Bort przed Pablo Quintanillą z Chile i Portugalczykiem Rui Goncalvesem. Na 30. miejscu dojechał do mety Konrad Dąbrowski, który w generalce jest 36. Prowadzenie w rajdzie utrzymał Brytyjczyk Sam Sunderland.
To był dobry dzień w wykonaniu Kuby Przygońskiego. Najstarszy stażem zawodnik ORLEN Teamu zajął dzisiaj 8. miejsce, co pozwoliło mu awansować na 7. lokatę w klasyfikacji generalnej. – Meta najdłuższego odcinka za nami. To był miks wszystkiego – wydmy, długie proste, kamienie, przejazdy przez rzeki, dużo błota. Działo się. Nawigacja nie była łatwa, Timo podawał komendy przez całe 450 km, więc głowy nam pękają. Mimo to jesteśmy bardzo zadowoleni, to był odcinek, w którym wreszcie wróciliśmy do gry – wskazywał Przygoński, który w Dakarze debiutował w 2009 roku.
Środowy etap na 24. miejscu zakończyli Martin Prokop i Viktor Chytka. Czeski duet w klasyfikacji generalnej zamyka pierwszą dziesiątkę.
– To był najdłuższy odcinek rajdu. Mieliśmy dobre tempo, staraliśmy się utrzymać wysoką średnią prędkość, więc czas który straciliśmy nie miał aż takiego znaczenia. Były co prawda pewne problemy z nawigacją, ale szybko się z tym uporaliśmy. Samochód dobrze radził sobie w trudnych odcinkach, zobaczymy jak będzie w kolejnych dniach. Jesteśmy zadowoleni z naszych postępów, nie tracimy wiele do czołówki – zaznaczał Prokop.
W klasie samochodów triumfował Katarczyk Nasser Al-Attiyah przed Sebastienem Loebem. Czołowa dwójka klasyfikacji generalnej prezentuje się identycznie. Najdłuższy odcinek specjalny rajdu okazał się pechowy dla ubiegłorocznego zwycięzcy – w pojeździe prowadzonym przez Stephane Peterhansela doszło do poważnego uszkodzenia konstrukcji zawieszenia. Dla 14-krotnego zwycięzcy Rajdu Dakar unieruchomienie na czwartym etapie oznacza pogrzebanie szans na powtórzenie zeszłorocznego sukcesu.
W rywalizacji quadów etap na 8. pozycji ukończył Kamil Wiśniewski. Polak zajmuje 7. lokatę w klasyfikacje generalnej. Zwycięzcą został Argentyńczyk Manuel Andujar, zaś na czele ogólnej klasyfikacji znajduje się Pablo Copetti ze Stanów Zjednoczonych.
W SSV nadal mocno, ale…
Kapitalne trzecie miejsce zajęli dziś Michał Goczał i Szymon Gospodarczyk. Nie uniknęli oni przygód – już na samym początku próby przebili oponę. Później natomiast skutecznie odrabiali straty i wbili się na odcinkowe podium, tracąc do zwycięzców zaledwie 49 sekund. To oznacza dla nich również doskonałe trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej klasy SSV po czterech etapach.
Przez większość etapu znakomicie radzili sobie Marek Goczał i Łukasz Łaskawiec. Załoga
Cobant Energylandia Rally Team dyktowała tempo i przez kilkaset kilometrów prowadziła, ale później straciła kilka minut po przygodach w głębokiej rzece. Oni ostatecznie zajęli czwarte miejsce, chociaż na sześciu z dwunastu punktów kontrolnych byli liderami. Dla przypomnienia, czwarty etap Rajdu Dakar prowadził z miejscowości Al Qaisumah do Rijadu. Na zawodników czekał odcinek specjalny o długości aż 465 kilometrów.
– To był jeden z tych odcinków, których nie lubię. Praktycznie przez cały czas jechaliśmy z gazem wciśniętym w podłogę, mało było technicznych sekcji. Przez dużą część próby prowadziliśmy, ale na sam koniec w rzece wpadliśmy w bardzo głęboką wodę. Ona na moment nas zalała, ograniczyła nasze pole widzenia, było rozwidlenie, mieliśmy jechać w lewo, pojechaliśmy w prawo i niestety trochę zabłądziliśmy – mówił na mecie Marek Goczał.
– Łukasz spisał się na medal i odnaleźliśmy dobrą drogą. Naprawdę duży szacunek dla niego, bo to był trudny etap pod kątem nawigacyjnym. Ja popełniłem błąd i straciliśmy kilka minut – mówi się trudno. Jutro wracamy na trasę i walczymy dalej! – zakończył starszy z braci Goczał.
– Na samym początku niestety złapaliśmy kapcia, przez co straciliśmy sporo czasu. Później weszliśmy w dobry rytm i zaczęliśmy odrabiać straty. Jechało mi się naprawdę bardzo dobrze, wyprzedzaliśmy rywali – mógłbym przejechać jeszcze z 200, 300 kilometrów – tłumaczył na mecie Michał Goczał.
– Czułem dobry feeling. Gdyby nie ten kapeć, to wynik byłby o wiele lepszy. To był jeden z takich dni, w których po prostu trzeba się pilnować i dojechać do mety w jednym kawałku. Jesteśmy na mecie, to jest najważniejsze – jutro walczymy dalej – podsumował etap kierowca Can-Ama z numerem 403.
– To był trudny i wymagający etap. Dużo się działo, na samym początku było sporo kamieni i niestety złapaliśmy kapcia. Szkoda, bo później złapaliśmy dobre czucie i wyprzedziliśmy wszystkie te auta, które wcześniej nas wyprzedziły – mówił Szymon Gospodarczyk.
– W końcówce jechaliśmy rzeką, jesteśmy teraz cali z błota. To był spory problem, bo to błoto leciało też na mój tablet i przyrządy nawigacyjne. Musiałem na bieżąco wszystko przecierać, aby móc dalej nawigować Michała. Dojechaliśmy do mety, udało nam się odrobić te straty. Przetrwaliśmy i to jest najważniejsze – zakończył pilot Michała Goczała.
Niestety, pecha miał Aron Domżała, który na 300. kilometrze miał awarię i nie dotarł jeszcze do mety.
W klasyfikacji ciężarówek na 4. miejsce awansowała załoga Petronas Team de Rooy Iveco z Darkiem Rodewaldem w składzie. Bartłomiej Boba w barwach Fesh Fesh Team jest 24.
Jutro zawodnicy zmierzą się na etapie rozpoczynającym się i kończącym w Rijadzie. Długość odcinka specjalnego wynosiła będzie 346 kilometrów. Pierwsza część poprowadzi po kamienistym podłożu, następnie nadejdzie pora na długą sekcję pełną wydm.


