Podczas czwartkowego etapu zawodnicy mieli do pokonania 346 kilometrów odcinka specjalnego wokół stolicy Arabii Saudyjskiej – Rijadu. Dobrze spisali się Polacy, a na trasę w SSV wrócił Aron Domżała.
Orlen Team podsumowuje
Bardzo dobrze na dzisiejszym odcinku spisali się Kuba Przygoński jego pilot Timo Gottschalk. Załoga ORLEN Team zajęła 5. miejsce i awansowała o jedną pozycję w klasyfikacji generalnej, zbliżając się do upragnionego podium.
– Dzisiejszy odcinek zaliczamy do udanych, choć nawigacja była bardzo trudna. Wyjątkowo nie startowały przed nami motocykle, więc to samochody musiały całkowicie nawigować i robić pierwszy ślad. Trochę wolniej przez to jechaliśmy, ale z Timo nie popełniliśmy błędów. Samochód spisuje się naprawdę dobrze. Wreszcie na nasze twarze wróciły uśmiechy. Czekamy na kolejny etap – mówił Przygoński, który w całym rajdzie do podium traci w tej chwili niespełna 20 minut.
Czwartkowy etap wygrał Henk Lategan. Dla reprezentanta Republiki Południowej Afryki to premierowe zwycięstwo w Dakarze. Prowadzenie w klasyfikacji generalnej pewnie utrzymuje Nasser Al-Attiyah, który w całym rajdzie triumfował do tej pory trzykrotnie. Poważne kłopoty techniczne miał dziś Carlos Sainz i do Lategana stracił ponad godzinę. Pomocy na trasie udzielał mu Stephane Peterhansel.
Martin Prokop i Viktor Chytka – po błędzie nawigacyjnym w końcówce etapu – dojechali do mety na 18. pozycji. W klasyfikacji generalnej wciąż utrzymują miejsce w czołówce. Do piątkowego etapu wystartują jako 9. załoga.
Ze względu na brak możliwości zapewnienia wystarczających środków zabezpieczenia medycznego organizatorzy Dakaru musieli w czwartek przerwać rywalizację motocyklistów i quadowców. O ile w tym momencie na mecie było aż 49 motocyklistów, to w klasie quadów udało się do niej dojechać jedynie Francuzowi Alexandrowi Giroud. Ostatecznie po zrewidowaniu wyników Kamil Wiśniewski zajął 2. miejsce. W klasyfikacji generalnej jest 5.
Swój najlepszy występ w tym roku zanotował Maciej Giemza. Motocyklista dojechał do mety na 14. pozycji. – Cieszę się, że udało mi się zrehabilitować po wczorajszym etapie. Dzisiejszy odcinek był zróżnicowany. Z jednej strony wyschnięte rzeki, z drugiej szybkie partie, a na koniec około 50 kilometrów po wydmach. Udało mi się uniknąć błędów nawigacyjnych, moje tempo też było całkiem dobre. Jutro szósty etap, a potem chwila na regenerację – wskazywał Giemza, który w klasyfikacji generalnej zajmuje 31. lokatę. 29 był dziś Konrad Dąbrowski, który w generalce jest 34.
Piąty etap wygrał Danilo Petrucci. Włoski motocyklista jest pierwszym zawodnikiem MotoGP w historii, który odniósł etapowe zwycięstwo na Dakarze. W klasyfikacji generalnej wciąż prowadzi Sam Sunderland przed Matthiasem Walknerem i Adrienem Van Beverenem.
W SSV
Tym razem w pojedynku braci Goczałów lepszym okazał się Marek. Starszy z braci wraz ze
swoim pilotem Łukaszem Łaskawcem uplasował się na znakomitej drugiej pozycji, chociaż do punktu kontrolnego na 121 kilometrze to on znów dyktował tempo całej klasie SSV. Ostatecznie ich strata do zwycięzców na mecie tego wyjątkowo trudnego etapu wyniosła zaledwie 2 minuty i 33 sekundy.
Problemy spotkały dziś niestety zwycięzców wczorajszego etapu. Michał Goczał i Szymon
Gospodarczyk aż dwa razy przebili oponę, dodatkowo mieli problemy nawigacyjne. Pocieszający jest fakt, że pomimo sporej straty czasowej duet Cobant Energylandia Rally Team utrzymał się na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej klasy SSV. Tym razem załogi mierzyły się na trasie ze startem i metą w Rijadzie. Odcinek specjalny miał długość 395 kilometrów, rozgrywany był głównie po kamieniach i wydmach.
– To był bardzo długi dzień. Odcinek specjalny mierzył niemal 400 kilometrów i był bardzo skomplikowany nawigacyjnie. W pierwszej sekcji mieliśmy ogromne kamienie, to była taka trialowa przeprawa. Później jechaliśmy korytami rzek i przez wydmy. Duża część odcinka to znowu pełny gaz, ale mieliśmy naprawdę ciekawe, interesujące, techniczne fragmenty – opisał na szybko charakterystykę odcinka Marek Goczał.
– Czułem się dobrze, mieliśmy dobry feeling. Dojeżdżamy do mety na drugim miejscu, co na pewno jest powodem do zadowolenia. Jechaliśmy tyle, ile się dało. Daliśmy z siebie wszystko i to jest najważniejsze – zakończył starszy z braci reprezentujących barwy Cobant Energylandia Rally Team.
– To był dla nas bez wątpienia najtrudniejszy i najgorszy odcinek tegorocznego Dakaru. Złapaliśmy dwa kapcie i kilka razy zabłądziliśmy. Musimy szybko poukładać sobie pewne rzeczy w głowie i wrócić do walki jeszcze bardziej skoncentrowani. Chcemy walczyć o podium w tej imprezie i nie możemy sobie już pozwolić na błędy – mówił Michał Goczał.
– Jutro wracamy do walki. Mam nadzieję, że pech nas opuści. Jest mi przykro, ale na pewno się pozbieramy i damy z siebie wszystko – zakończył młodszy z braci Goczałów.
– 400 kilometrów ciężkiej przeprawy za nami. To był bardzo trudny nawigacyjnie etap. Kilka razy musieliśmy zawracać, szukać waypointów, nie wszystko wyglądało tak, jak moglibyśmy sobie tego życzyć. Najważniejsze jest to, że jesteśmy na mecie. Teraz jedziemy na biwak i przygotowujemy się do dalszej walki – podsumował Szymon Gospodarczyk, pilot Michała Goczała.
Wczoraj duże problemy miał Aron Domżała, któremu ostatecznie udało się dotrzeć do mety. Dziś wrócił do rywalizacji i dotarł do mety na 15. miejscu. W klasyfikacji generalnej jest 28. w gronie 40 załóg.
Nadal na 4. miejscu w klasyfikacji ciężarówek jest zespół Petronas Team de Rooy Iveco, w której barwach jedzie Darek Rodewald. Na 26. miejscu plasuje się Fesh Fesh Team z Bartłomiejem Bobą na pokładzie.
Jutro zawodnicy zmierzą się na ostatnim odcinku specjalnym przed dniem przerwy. Etap
po raz kolejny rozpocznie i zakończy się w stolicy Arabii Saudyjskiej, Rijadzie. Zawodnicy klasy SSV powalczą na odcinku specjalnym o długości 348 kilometrów


