Dokładnie 24 miesiące temu, 28 lipca 2019 roku, Robert Kubica zdobył swój ostatni (fraza “jak dotąd” dla chętnych) punkt w F1. Ale ciekawsze wydaje się to, że od tego czasu jeden z najbardziej utytułowanych zespołów F1 nie zdołał zameldować się w pierwszej 10-tce.
Przedziwny wyścig
To miało być wyjątkowe grand prix dla Mercedesa, który świętował 125-lecie w motorsporcie i z tego powodu przygotował wyjątkowe malowanie bolidu i okolicznościowe stroje. I stało się – Mercedes sprawił, że ten wyścig był dla nich niezapomniany. Przede wszystkim ze względu na komiczny pit-stop Lewisa Hamiltona po jego wypadnięciu w końcówce okrążenia.
Emocje przed wyścigiem rosły, gdyż widoczność była bardzo słaba po mocnych opadach deszczu, które towarzyszyły również w trakcie jazdy. Ze względu na nie kolejni kierowcy tracili szanse na wysokie miejsca czy nawet zwycięstwa. Bardzo dotkliwie odczuł to m.in. Nico Hulkenberg, który był już na 2. miejscu i jechał po swoje pierwsze podium w F1, ale też wypadł.
Rekord
Tym, który błędu w Grand Prix Niemiec nie popełnił był Robert Kubica. To był bardzo trudny weekend dla Williamsa. Do przedostatniego kierowcy tracili w poszczególnych sesjach nawet 2-3 sekundy. W kwalifikacjach Russell stracił do Albona będącego przed nim aż 1,3 sekundy. Kubica miał 118 tysięcznych gorszy czas od swojego partnera z zespołu.
Start był bardzo spokojny – przy niestabilnym FW42 to całkowicie uzasadnione podejście. Kubica i Russell jechali spokojnie, mijając kolejnych rywali w bandach. Po ostatnim wznowieniu wyżej jechał Anglik, ale popełnił błąd, który kosztował go bardzo dużo.
Kubica przejechał obok Russella i finiszował jako 12. Od razu po wyścigu pojawiły się doniesienia, że kierowcy Alfy Romeo mogą mieć problemy za niedozwoloną pomoc podczas startu. Potwierdziły się i zarówno Antonio Giovinazzi jak i Kimi Raikkonen, którzy ukończyli wyścig w punktach, dostali po 30 sekund kary.

Tym samym Kubica przesunął się na 10. miejsce i zdobył pierwszy punkt od 8 lat, 8 miesięcy i 14 dni. Robert został rekordzistą Formuły 1 pod względem przerwy w zdobywaniu punktów. W przypadku Polaka wyniosła ona dokładnie 8 lat, 8 miesięcy i 14 dni. Drugi na tej liście jest Lucien Bianchi, którego przerwa wyniosła 7 lat i 11 miesięcy. W tym czasie odbyło się aż 168 wyścigów.

Williams
I to byłoby na tyle. I mowa nie tylko o Robercie, ale też o Williamsie. Od tamtego czasu rozegranych zostało 37 wyścigów i żadnemu z kierowców ekipy nie udało się zdobyć choć jednego punktu. A przecież byliśmy świadkami szalonych rund jak w Austrii, na Monzy, Mugello czy Imoli. I w przynajmniej dwóch z nich była szansa na zdobycie punktów przy bezbłędnej jeździe.
Trzeba też zauważyć, że Williams z 2020, a jeszcze bardziej z 2021, to nie jest Williams z 2019. Dzisiejsza sytuacja ekipy w niczym nie przypomina tej sprzed 2 lat. Chaos w zarządzaniu, brak kluczowych osób w obszarze technicznym, brak części i niepewność. To codzienność ekipy, która nie zdążyła przygotować bolidu na testy, która wycofywała kierowców z obawy o części i nie potrafiła przestawić kilku przycisków na kierownicy swojemu podstawowemu zawodnikowi. A to przecież tylko niektóre z wielu win ekipy z Grove w sezonie 2019.
Robert Kubica miał szalonego pecha, że trafił właśnie na taki sezon Williamsa. Rok wcześniej (a przecież był już po uściśnięciu dłoni…) lub rok później i odbiór tego powrotu przez kibiców i cały świat F1 byłby zupełnie inny. Sam Kubica zresztą powiedział, że gdyby dostał taki bolid jak Alfy, pewnie nadal byłby w F1.
W Williamsie dziś są w stanie wprowadzać bolid do Q3 i walczyć o punkty w wyścigu, w którym do mety dojeżdża 17-18 zawodników. Nikt nie mówi o braku części, nie ma chaosu w zarządzaniu, wreszcie można nazwać to zespołem F1.
A piszę to by z jednej strony pochwalić nowych właścicieli ekipy, a z drugiej podkreślić, jak potrzebne były zmiany na szczycie i że dały one bardzo szybki efekt. Punktów nadal nie ma, ale przyjdą – może już w ten weekend?
Myślę, że jest też jeszcze jedna różnica pomiędzy sezonami 2019 i 2020-2021. W tych drugich nikt nie pyta o to, czemu drugi kierowca traci tak dużo do pierwszego. Ba, sam kierowca nie ma nic do swojego tempa. Bo zarówno Latifi jak i my wiemy, dlaczego jest w F1 i nie mamy wobec niego żadnych oczekiwań.


