Nie milkną echa czerwonej flagi w kwalifikacjach do Grand Prix Monako po wypadku Charlesa Leclerca. Formuła 1 zastanawia się nad wprowadzeniem dość rygorystycznego rozwiązania.
Trudno podejrzewać, że rozbicie się Leclerca w ostatnich sekundach kwalifikacji było celowe, nie mniej uniemożliwiło kilku jego rywalom przejechanie jeszcze jednego szybkiego kółka. Ostatecznie Leclerc zapłacił bardzo wysoką cenę za swój błąd, ale F1 zaczęła się zastanawiać, czynie zastosować rozwiązania w stylu IndyCar.
W tej Amerykańskiej serii kierowca, który w kwalifikacjach spowoduje czerwoną flagę, a w niektórych przypadkach nawet żółtą, ma kasowane czasy okrążeń. Takie rozwiązanie znacznie ogranicza celowe przeszkadzanie rywalom w czasówce.
“Jak zawsze, gdy coś takiego się zdarza, FIA, Formuła 1 i zespoły przyjrzą się temu i rozważą sprawę. Znam zasadę w IndyCar, która jest również stosowana w wielu międzynarodowych seriach FIA i przyjrzymy się jej wspólnie, decydując czy jest odpowiednia czy nie” – mówił Masi po GP Monako.
Toto Wolff przyznał, że nie wiedział o stosowaniu tej zasady w IndyCar, ale według niego jest to “inteligentna” zasada, która pozwoli uniknąć różnych podejrzeń.
To nie pierwszy raz – zwłaszcza w Monako – gdy kilku kierowcom nie udaje się wykręcić finałowego czasu w kwalifikacjach po wypadku aktualnego lidera czasówki. Sztandarowymi przykładami są Michael Schumacher w 2006 roku oraz Nico Rosberg w 2014.
Co ciekawe, wprowadzenie rozwiązania o kasowaniu czasów, sugerował Robert Kubica w rozmowie z Eleven Sports.
Źródło: racefans.net


