Plany dotyczące zorganizowaniu wyścigu ulicznego o GP Miami w czwartek zyskały duży impuls. Wszystko to dzięki burmistrzowi dzielnicy Miami Gardens – Rodneyowi Harrisowi, który co ciekawe wcześniej sprzeciwiał się temu projektowi.
W ciągu ostatnich dwóch lat próby dodania przez Liberty Media drugiego wyścigu na amerykańskiej ziemi za każdym razem kończyły się fiaskiem. Największym problemem na ten moment jeśli chodzi o zorganizowanie wyścig F1 w Miami jest układ toru. Planowany pierwszy projekt toru ulicznego wokół Biscayne Boulevard spotkał się ze sprzeciwem lokalnych mieszkańców. Tak samo jeśli chodzi o układ toru wokół stadionu Hard Rock. Mieszkańcy jak i przedstawiciele polityczni są przeciwni planom wyścigowym również i w tej lokalizacji. Swoje zdanie argumentują to, że ewentualny wyścig zakłóci życie mieszkańców osiedla Miami Gardens. Lokalni mieszkańcy zainicjowali nawet pozew zbiorowy przeciwko hrabstwu Miami-Dade.
Sytuacja uległa jednak zmianie w tej czwartek. Burmistrz osiedla Rodney Harris zaproponował wspólną rezolucję mającą na celu uspokojenie lokalnych aktywistów. Propozycja ta obejmuje pakiet gospodarczy o łącznej wartości pięciu milionów dolarów dla mieszkańców, firm i restauracji znajdujących się w dzielnicy Miami Gardens. Plan Rodneya Harrisa zakłada również zbudowanie w danych fragmentach przyszłego toru barier ograniczających hałas.
Rada Miasta ma głosować wobec wyżej wspomnianej rezolucji w przyszłą środę. Wynik tego głosowania może albo spełnić marzenia Harrisa na wyścig F1 w Miami, albo na trwale uniemożliwić organizację tego wydarzenia.
Źródło: f1i.com


