W 10-tą rocznicę wypadku Roberta Kubicy w Ronde di Andora, media przypominają tamte wydarzenia. W dwóch z nich pojawiły się ciekawe rozmowy z Jakubem Gerberem, który był pilotem Roberta Kubicy w tamtym rajdzie.
W radiu
Rozmowy z Gerberem mogliśmy wysłuchać w Radiu Poznań. Pilot mówił w niej, na czym polega wyjątkowość Roberta Kubicy jako kierowcy.
“W co nie wsiadł, to był szybki. Niektórzy mają taki dar. Robert ma wspaniały dar czucia tego, co dzieje się z samochodem i wyczucia przyczepności przez dłonie. Potrafił wyczuć kilka rodzajów asfaltu na odcinku specjalnym. Miał też manierę delikatnego ruszania kierownicą żeby rozpoznać przyczepność np. podczas hamowania” – mówi Gerber.
Gerber tak opisuje pierwsze chwile po wypadku i obrażenia Roberta, a także mówi, czego nauczył się od Kubicy.
“Konsekwencje były prawie najcięższe z możliwych. Okazało się, że Robert krwawi do fotela więc nie było wiadomo, co dokładnie się dzieje”.
Kilka dni temu spotkaliśmy się i pogadaliśmy z Jakubem Gerberem – pilotem rajdowym 🚗 Jutro mija dokładnie 10 lat od fatalnego wypadku podczas Ronde di Andore. Robert Kubica ledwo uszedł z życiem. W foteli pilota siedział wtedy Kuba. #kubica #gerber #f1 #rajdy #rondediandora pic.twitter.com/ocDb6ZuXI6
— MotoSygnały (@MotoSygnaly) February 5, 2021
Całej rozmowy wysłuchacie tutaj.
W prasie
Bardzo ciekawa rozmowa z Gerberem ukazała się na łamach portalu onet.pl. Gerber mówi w niej, dlaczego według niego Robert Kubica zdecydował się na start w małym włoskim rajdzie:
“Robert mi kiedyś powiedział: “Wiesz, jestem z siebie zadowolony, bo piąty weekend z rzędu jestem w sportowym aucie, startuję, rozwijam się. A inni nie mają takiej możliwości”. Mówił mi o tym, jak poprawia się jego wyczucie, jak mimo tego, że wydawało się, że jest u szczytu formy, on cały czas się rozwijał. Gdy w 2010 r. wybuchł wulkan na Islandii, mieliśmy startować w Mille Miglia, to jeden z tych klasyków asfaltowych, w których zawsze chciałem pojechać. Robert był wtedy na GP Chin i kombinowaliśmy SMS-owo jak to zrobić, żebym ja się dostał z Poznania do Brescii, a on żeby mógł dotrzeć do Włoch albo gdzieś blisko, bo we wtorek zaczynało się zapoznanie. Gdy w poniedziałek wyjeżdżałem z Poznania, nie byłem pewny, czy on doleci. Udało się. Spóźniliśmy się chwilę na zapoznanie, ale wystartowaliśmy. To pokazuje jego charakter” – mówił dla onet.pl.
Robert Kubica powiedział kiedyś, że miał to być jego ostatni rajd przed dłuższą przerwą, jednak z słów Gerbera wynika, że Polak miał kolejne plany rajdowe.
“Ronde di Andora było pierwszym startem w aucie S2000. To był następny krok w rajdach – zostawić już Clio i przejść do aut z napędem na cztery koła, co otwierałoby kolejne możliwości, też na luźnej nawierzchni. A Robert chciał startować na szutrze, wiedząc, że nie uniknie tego, jeśli będzie chciał jeździć w mistrzostwach świata. Udało się wynająć auto od DP Autosport i pojechaliśmy” – mówi Gerber w rozmowie z Aldoną Marciniak.
Czy Gerber pamięta ten dzień?
“Wszystko pamiętam. Przez chwilę nie patrzyłem na drogę, zasłoniłem się zeszytem, jak to piloci mają czasami w nawyku. Potem wszystko potoczyło się szybko. Pamiętam, dziwne myśli o rzeczach, które mnie zaskoczyły. Zapach płynu chłodniczego. Przecież samochód się “uślizgnął”, mieliśmy uderzyć tyłem, a czuję, że jest rozbita chłodnica… A wiem, że w aucie S2000, w którym jest mocno cofnięta, to naprawdę o to trudno. Potem były trudności z wyjściem z samochodu. Bariera była zagięta, więc nie mogłem otworzyć drzwi, musiałem wypchnąć szybę poliwęglanową. Patrzyłem na Roberta, on nieprzytomny. Jakieś ustrojstwo między mną a nim. Nie życzę nikomu, żeby się znalazł w takiej sytuacji. Nie tyle sportowo, co życiowo” – mówi pilot.
Czy od razu wiedział, że stan Roberta Kubicy jest bardzo poważny?
“To docierało do mnie stopniowo. Najpierw widzisz, że jest nieprzytomny i myślisz, że może mieć jakieś obrażenia. Ale dopiero jak wyszedłem z auta, pewne obrazy zaczęły do mnie docierać. Znając konstrukcję samochodu, wiesz, co powinno w nim zawsze być. A tych rzeczy nie było. Cały ten trójkąt mocujący kolumnę kierownicy został wyrwany i wyleciał przez tylną klapę. Robert mimo pół-zamkniętego kasku miał obitą twarz, bo został tą kierownicą uderzony. Patrzysz i zastanawiasz się, gdzie te części są. Klatka bezpieczeństwa, krzyżak, który jest za fotelami, został zwyczajnie przecięty, a najdziwniejsze było to, że nie było klapy bagażnika. Koło zapasowe, wszystko co było po drodze, zostało wyrwane. Zostały takie małe blaszki. W Skodzie S2000 pod nogami kierowcy jest sterownik komputerowy, cała wiązka wyleciała do tyłu. Więc wyobraź sobie… Jak to weszło przez ścianę grodziową, tam gdzie są pedały, zabrało ze sobą tyle elementów, ale skręciło tak, że poszło między fotelami” – dodaje.
Całą, bardzo ciekawą rozmowę, przeczytacie tutaj.
W telewizji
Ciekawej rzeczy dowiadujemy się też z tekstu wspominającego 6 lutego 2011, zamieszczonego na stronie TVP Sport. Robert Kubica zaprosił dr Igora Rossello, który uratował jego rękę, na przedsezonowe testy F1 w Barcelonie w minionym roku.
“Na własne oczy widziałem jego umiejętności. To było niesamowite. Towarzyszyło mi uczucie satysfakcji. Widziałem, jak uzyskuje swoją Alfą Romeo najlepszy czas okrążenia w sesji testowej. Spędziliśmy ze sobą trochę czasu” = mówi Rossello.
Ten tekst również warto przeczytać tutaj.


