Maciek Giemza prolog zdjęcie nr 2

Poważny wypadek Giemzy na 9. etapie Dakaru



Tym razem zawodnicy mieli do przejechania pętlę wokół miasta Neom nad Morzem Czerwonym. Etap był krótki, lecz niezwykle wymagający. Trasa liczyła 579 kilometrów, z czego 465 kilometrów stanowił trudny odcinek specjalny. Mimo gorszej dyspozycji i problemów z przebitymi oponami, jadący w barwach ORLEN Team duet Jakub Przygoński i Timo Gottschalk, utrzymał 4. pozycję w klasyfikacji generalnej. Po wypadku na początkowych kilometrach etapu z rywalizacji wycofał się Maciej Giemza.

Dzisiejszy dzień okazał się wyjątkowo pechowy dla Macieja Giemzy. Pochodzący z Kielc motocyklista ORLEN Team już na 22. kilometrze uległ poważnemu wypadkowi.

– Na początku etapu jechałem pod słońce, w mocnym kurzu. Przy prędkości około 110 km/h uderzyłem w kamień, którego nie zauważyłem. Kilkukrotnie „rolowałem” razem z motocyklem. Próbowałem jechać dalej, ale niestety nie dałem rady. Zerwane więzadła w lewym barku i dwa złamania wykluczyły mnie z dalszej rywalizacji. Teraz będę robił wszystko, żeby jak najszybciej wrócić na motocykl – mówi Giemza.
Wśród motocyklistów najlepszy okazał się dziś Argentyńczyk Kevin Benavides. W klasyfikacji generalnej na prowadzeniu umocnił się zaś Chilijczyk Jose Ignacio Cornejo Florimo. Drugi, ze stratą 11 minut i 24 sekund do lidera, jest Benavides, a trzeci – Brytyjczyk Sam Sunderland (do Florimo traci już 14 minut i 34 sekundy).



Kamil Wiśniewski uplasował się dzisiaj na dobrej 7. pozycji. Zawodnik Orlen Team awansował na 6. lokatę w klasyfikacji generalnej quadów.

– Początek dzisiejszego etapu był bardzo wymagający. Pierwsze 200 kilometrów to była jazda w kurzu, wąwozami, po kamienistych drogach. Wczorajsze awarie sprawiły, że dzisiaj zaczynałem trochę później. Wolniejsi motocykliści startowali tuż przede mną. Ciężko było ich wyprzedzić, jechałem we mgle, która bardzo ograniczała widoczność. Nawigacyjnie ten dzień był także dużym wyzwaniem. Dobrze, że jestem już na mecie – mówi Wiśniewski. Jedyny quadowiec w składzie ORLEN Team powrócił w tej edycji Dakaru do 4-napędowej konstrukcji swojego pojazdu, zmodyfikowanego także pod względem zawieszenia, opon i felg.
Dziewiąty etap wygrał Chilijczyk Giovanni Enrico. W klasyfikacji generalnej wciąż prowadzi Argentyńczyk Manuela Andujar, który ma 19 minut i 28 sekund przewagi nad Francuzem Alexandrem Giroud oraz 24 minuty i 15 sekund przewagi nad Enrico.

Przygoński wraz z Timo Gottschalkiem mieli bardzo poważne problemy z przebitymi oponami, w efekcie dojeżdżając do mety na 24. pozycji. Wciąż jednak utrzymują 4. lokatę w klasyfikacji generalnej. W pewnym momencie musieli skorzystać z pomocy innego zawodnika – Shameera Variawy.



– Dzisiejszy odcinek był dla nas bardzo trudny. Na 200. kilometrze w jednym momencie przebiliśmy dwie opony, a chwilę później trzecią, przez co nie mieliśmy już w ogóle „zapasówek”. Zaczęliśmy jechać bardzo ostrożnie i nagle przebiła nam się kolejna opona. 100 kilometrów przed metą praktycznie nie mogliśmy ruszyć dalej. Próbowaliśmy ją naprawić, udało nam się przejechać kolejne 100 kilometrów. Wtedy już dosłownie stanęliśmy i musieliśmy poczekać na kolejnego zawodnika. Na szczęście, Shameer Variawa dał nam jedno koło i dzięki temu mogliśmy dotrzeć do mety. Ten ostatni odcinek to była prawdziwa walka o przetrwanie – mówi Przygoński, który przed rokiem już na pierwszym etapie, z powodu awarii skrzyni biegów, stracił do zwycięzcy niemal 6 godzin i wypadł z walki o wysokie lokaty.
Kolejny bardzo dobry start zanotowali dzisiaj Martin Prokop i Viktor Chytka. Czeski duet, jadący w barwach Benzina ORLEN Team, dojechał do mety w Neomie na 6. pozycji i awansował na 8. lokatę w klasyfikacji generalnej.

Milowy krok w kierunku zwycięstwa uczynił natomiast Francuz Stephane Peterhansel. „Monsieur Dakar” wyprzedził o 12 minut swojego największego rywala w walce o końcowy triumf – Nassera Al-Attiyaha, zwiększając przewagę w klasyfikacji generalnej nad Katarczykiem do 17 minut i 50 sekund. Trzeci wciąż jest Carlos Sainz. Hiszpan traci do Peterhansela ponad godzinę.

Po wtorkowym etapie z rywalizacji w Arabii Saudyjskiej wycofał się także Sebastian Loeb. Dziewięciokrotny mistrz świata WRC od samego początku tegorocznego Dakaru miał poważne problemy techniczne. W drugim dniu etapu maratońskiego oddał swoje zapasowe koło duetowi Nani Roma i Alexandre Winocq. Wiedząc, że na pewno nie nawiąże w tym roku do sukcesów z poprzednich lat, pomógł tym samym kolegom ze swojego zespołu. Po przebiciu opony na odcinku specjalnym Francuz, który w 2017 roku cieszył się z 2. miejsca w klasyfikacji generalnej, musiał ostatecznie zrezygnować z dalszej jazdy.



Wyniki Polaków na 9. etapie:

Motocykle:
33. Konrad Dąbrowski

Samochody:
24. Kuba Przygoński/Timo Gotschalk

Quady:
7. Kamil Wiśniewski

SSV:
3. Marek Goczał/Rafał Marton
7. Aron Domżała/Maciej Marton
8. Michał Goczał/Szymon Gospodarczyk

Miejsca Polaków w klasyfikacji generalnej:

Motocykle:
31. Konrad Dąbrowski

Samochody:
4. Kuba Przygoński/Timo Gotschalk

Quady:
6. Kamil Wiśniewski

SSV:
3. Aron Domżała/Maciej Marton
4. Michał Goczał/Szymon Gospodarczyk
9. Marek Goczał/Rafał Marton



Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Tego dnia w F1 - 19 stycznia

Stirling Moss wygrywa GP Argentyny, odnosząc 7. zwycięstwo w karierze. To jednocześnie pierwsza wygrana zespołu Cooper. Po raz 29 i ostatni z pole oosition startował Juan Manuel Fangio, zdobywając 23. i ostatni najlepszy czas okrążenia w karierze. Był to też jego 50. start w F1.

Urodził się Torso Marques (24 starty w latach 1996, 1997).

Urodził się Jenson Button, mistrz świata z 2009 roku. Zaliczył 306 startów w latach 2000 – 2017, wygrywając 15. wyścigów, zdobywając po 8 pole positions i najszybszych czasów okrążenia. 50 razy stawał na podium.

Urodził się Karun Chandhok (11 startów w latach 2010 – 2011).

Polak testuje samochód Eurocup Renault Megane Trophy na torze San Martino del Lago we Włoszech. „Wszyscy byliśmy pod wrażeniem tego co robił. Gnał jak szalony” – mówi po teście Jerry Canevisio.

W wieku 97 lat umiera Robert Manzon (28 startów w latach 1950 – 1956, 2 podia).

Archiwum