Piękne zwycięstwo dla czerwonych fanów

Charles Leclerc wygrał drugie GP z rzędu – na „Świątyni prędkości”, w domu Ferrari. Uczynił to w znakomitym stylu, broniąc się do końca przed mającymi przewagę w tempie wyścigowym kierowcami Mercedesa. Przy okazji doszło do przekazania pałeczki lidera włoskiego zespołu – Vettel oddał ją sam, popełniając swój sztandarowy błąd. Niedzielna rywalizacja dostarczyła kibicom masę emocji oraz nietypowe rozstrzygnięcia.

Leclerc dowiódł swojej wartości

 

To był bardzo trudny wyścig dla Charles’a Leclerca. Nie miał wsparcia partnera zespołowego, który już na 6. okrążeniu sam siebie wyeliminował z walki w czołówce, a przez niemal cały dystans naciskali na niego kierowcy Mercedesa. Monakijczyk pokazał, że jest zawodnikiem twardym i odpornym na presję. Nie przypuszczam, by podobnemu wyzwaniu był w stanie podołać Sebastian Vettel.
Niemałe zasługi dla zwycięstwa położył zespół – stratedzy spisali się wyśmienicie. Nie pozwolili na podcięcie, jakie potencjalnie mógł wykonać Lewis Hamilton, zjeżdżając po średnie opony na 19. okrążeniu. Co niesamowicie istotne, do bolidu Charles’a założono twardą mieszankę. Ferrari zdawało sobie sprawę, że ich samochód mocniej zużywa ogumienie i postanowili kosztem nieco gorszego tempa nabyć pewność osiągnięcia mety przy pomocy strategii jednego pit stopu.

Hamilton naciskał bardzo mocno i na 23. okrążeniu przed Variante della Roggia wyprowadził atak, jednak Charles bronił się agresywnie – częściowo wypychając rywala poza tor, za co otrzymał ostrzeżenie w postaci biało-czarnej flagi, która ostatnio w Formule 1 wróciła do łask.

Ten epizod nie sprawił, że pięciokrotny mistrz świata przestał poszukiwać zwycięstwa. Na 36. okrążeniu wymusił błąd na Monakijczyku w postaci przecięcia pierwszej szykany. Szczęśliwie dla niego sędziowie nie doszukali się tam zyskania nieuczciwej przewagi.
Niedługo potem w samochodzie Lewisa duży stopień zużycia średnich opon spowodował znaczny spadek tempa, a na 42. okrążeniu popełnił błąd na dohamowaniu do pierwszego zakrętu. Paradoksalnie było to o tyle korzystne dla Mercedesa, że na 2. miejsce wskoczył Valtteri Bottas, jadący na oponach w dużo lepszej kondycji.

Wtedy jednak zobaczyliśmy, dlaczego Fin w tym roku nie okazał się realnym zagrożeniem w walce o mistrzostwo dla Hamiltona. Zwyczajnie nie potrafił tak mocno naciskać na Leclerca, jak jego zespołowy partner. Ilekroć poważniej zagrażał zawodnikowi Ferrari, popełniał błędy i ostatecznie nie był w stanie zaatakować. Mimo to Bottasowi należy się pochwała za dobre tempo oraz ukończenie wyścigu na 2. miejscu, przed Lewisem.

Na wyczyny Sebastiana Vettela we Włoszech chciałoby się spuścić zasłonę milczenia, jednak nie sposób ich nie skomentować o tyle, że mogą mieć fundamentalny wpływ na układ sił w Ferrari. Jeszcze w czerwcu w artykule „Czy kierowcy Ferrari są zdolni do zadań specjalnych?” sugerowałem, iż zwycięstwo Leclerca w wewnątrzzespołowej rywalizacji będzie dla mnie zaskoczeniem. W tym momencie nie wyobrażam sobie innego scenariusza.

Na 6. okrążeniu wyścigu o GP Włoch Sebastian stracił panowanie nad bolidem w Variante Ascari. Ten błąd nie byłby aż tak wielkim problemem, gdyby nie bardzo niebezpieczny powrót na tor, który mógł wręcz zakończyć się jakąś tragedią. Szczęśliwie skończyło się na tym, że Vettel uszkodził przednie skrzydło, psując wyścig Lance’owi Strollowi. Otrzymał także najsurowszą karę w postaci przejazdu aleją serwisową wraz z 10-sekundowym postojem, co pozbawiło go szans na punkty.

Osobiście w najbliższych dniach spodziewam się kolejnych plotek o rzekomym przedwczesnym zakończeniu kariery przez Vettela. Nie sądzę, by to nastąpiło, ale trzeba podkreślić, że sytuacja Niemca w Ferrari będzie teraz bardzo trudna. Sebastian nigdy nie musiał godzić się z rolą kierowcy nr 2. Jeżeli potrafiłby przełamać ten wielki impas w swojej karierze, udowodniłby, że jest wielkim sportowcem.

Renault jako trzecia siła?

 

Tegoroczne GP Włoch było wyjątkowe także dla zespołu Renault, choć nie sądzę, by przełomowe. Już w Kanadzie wielu uznawało, że francuska ekipa osiąga poziom, którego wymagaliśmy od niej od samego początku sezonu. Z perspektywy czasu nietrudno ocenić, iż tamten wzrost formy źródło miał w specyfice toru. Nie inaczej stało się na Monzy.

Bolid Renault ma słaby docisk, ale na szybkich obiektach rekompensują to niewielki opór aerodynamiczny oraz całkiem mocny silnik. Daniel Ricciardo i Nico Hulkenberg nareszcie mogli uwolnić się od trawiącej ich frustracji i przejechać nudny wyścig bez walki z innymi zespołami.

Znów swoją wyższość nad partnerem z ekipy zademonstrował Australijczyk – mimo przegranego startu był w stanie wyprzedzić go na już na 5. okrążeniu. Dzięki wpadce Vettela ostatecznie do mety Ricciardo dojechał na 4. miejscu, a na 5. Hulkenberg.
Długie proste nie sprzyjały dwóm innym zespołom, które słyną raczej z dobrych prędkości w zakrętach – Red Bullowi i McLarenowi.
Startujący z końca stawki za wymianę elementów jednostki napędowej Max Verstappen znów popełnił błąd na samym początku. Tym razem bardzo ostrożnie podjeżdżał do pierwszego zakrętu, ale zagapił się i nie zauważył, iż bolidy jadące przed nim znacząco zwolniły. Próbując wykonać unik, zahaczył o tył samochodu Sergio Pereza – i stracił przednie skrzydło. Konieczność jego wymiany już na 1. okrążeniu spowodowała, że pogoń Holendra nie była tak spektakularna, a 8. lokata na mecie raczej nie dała satysfakcji.
Także Alexander Albon ma za sobą trudny wyścig. Szans na prześcignięcie zawodników Renault pozbawiły go incydent z Carlosem Sainzem z 3. okrążenia oraz nieszczęśliwy moment wizyty u mechaników – tuż przed podwójnym wirtualnym samochodem bezpieczeństwa.

Prowodyrem pierwszego z nich był właśnie Hiszpan, który rywalizację zakończył na 28. okrążeniu przez nieudany pit stop, kiedy to nie udało się prawidłowo dokręcić prawego przedniego koła.

Straty McLarena minimalnie zniwelował Lando Norris swoim 10. miejscem. Trzeba jednak podkreślić, że w warunkach wyścigowych bolidy z Woking prezentowały się naprawdę dobrze zarówno w Belgii, jak i we Włoszech. Mimo ostatnich niepowodzeń 4. lokata w klasyfikacji konstruktorów dla McLarena jest niezagrożona – kolejne GP powinny im sprzyjać.

Niewykorzystany potencjał

 

Z bardzo dobrych osiągów na prostych w sezonie 2019 znane są bolidy Racing Point i Alfy Romeo. Niestety, z różnych względów na Monzy nie udało się ich wykorzystać.

Solidnie zapunktował startujący z końca stawki po wymianie zepsutego silnika Sergio Perez. Meksykanin systematycznie piął się w górę klasyfikacji, a dokonanie zmiany opon w czasie wirtualnego samochodu bezpieczeństwa pozwoliło zaoszczędzić sporo czasu. Skuteczna obrona przed Maxem Verstappenem w końcowej fazie wyścigu dała dobre 7. miejsce.

Mniej szczęścia miał Lance Stroll, który po raz pierwszy od roku awansował do Q3. Kanadyjczyk jak zwykle świetnie wystartował, ale później padł ofiarą fatalnego błędu Sebastiana Vettela. Powracający na tor Niemiec trącił jego samochód, a następnie sam Lance w niebezpieczny sposób powrócił do rywalizacji, za co został ukarany karą przejazdu przez aleję serwisową. Młody zawodnik jeszcze na początku wyścigu miał szansę na duże punkty, a musiał się zadowolić dopiero 12. pozycją na mecie.

Bardzo nieudany weekend zaliczył Kimi Raikkonen. Dwukrotnie wypadał z toru w zakręcie Parabolica i za drugim razem uszkodził silnik. Start z alei serwisowej spowodowany koniecznością jego wymiany zmniejszył szansę na punkty, ale całkiem zniknęła dopiero po decyzji sędziów o nałożeniu kary przejazdu przez aleję serwisową. Winę ponosi zespół – Finowi na start założono nieodpowiedni komplet opon, choć jako uczestnik Q3 miał obowiązek rozpocząć wyścig na tych używanych w Q2.

Po długim okresie niemocy nareszcie drugi raz w tym sezonie punkty zdobył Antonio Giovinazzi. Trzeba jednak powiedzieć, że jedno 9. miejsce wiosny nie czyni i naprawdę niezrozumiała będzie dla mnie decyzja o pozostaniu Włocha w Alfie Romeo na 2020 rok.

Pech i niespodzianka

 

Kolejnym pechowcem tegorocznego GP Włoch został Daniił Kwiat. Rosjanin jechał na wysokiej pozycji i prezentował bardzo dobre tempo. Skorzystał także na obecności wirtualnego samochodu bezpieczeństwa, zmieniając wtedy opony. Niestety, chwilę później wyciek oleju w jego bolidzie spowodował ponowną wirtualną neutralizację i tym samym Daniił stracił szansę na być może nawet 6. miejsce w wyścigu.
Dość niewidoczny na Monzy był Pierre Gasly. Z pewnością nie pomogła mu konieczność ucieczki w pułapkę żwirową przed niebezpiecznym manewrem Lance’a Strolla na 6. okrążeniu. Trzeba oddać, że 11. pozycja na mecie nie oddaje tempa, jakim dysponował Francuz.

Jak zwykle wolno w wyścigu jechały bolidy Haasa. Co prawda całkiem niezłym tempem w pierwszej fazie dysponował Kevin Magnussen, jednak popełnił błąd, który wymusił drugą zmianę opon, a na 43. okrążeniu w jego samochodzie doszło do awarii hydrauliki.

Jeszcze gorzej poszło Romainowi Grosjeanowi. Na 7. okrążeniu francuski kierowca stracił panowanie nad bolidem, ale jakimś cudem się nie rozbił. Od tamtego momentu był skazany na jazdę na dwa pit stopy i dopiero 16. miejsce na mecie.

Zgodnie z deklaracjami w czasie następnych GP zespół ma powrócić do testów porównawczych najnowszej konfiguracji samochodu i tej z Australii (nie było to możliwe w Belgii i Włoszech w związku z brakiem pakietu ze zmniejszonym oporem aerodynamicznym). Będą one szczególnie istotne z perspektywy sezonu 2020, by nie powielić popełnionych błędów.

Monza przez długie proste miała być najgorszym torem w kalendarzu dla Williamsa, którego bolid stawia duży opór aerodynamiczny. Końcowe rezultaty wskazują, że katastrofy nie było.

Co prawda Robert Kubica znów na metę przybył jako ostatni, ale nareszcie miał szansę poczuć się jak prawdziwy kierowca wyścigowy – świetnie wystartował oraz dość skutecznie i zadziwiająco długo bronił się przed innymi zawodnikami. Szczególnie zaciętą walkę stoczył w końcówce z Grosjeanem, jednak dziwne zachowanie układu hamulcowego doprowadziło do zblokowania kół, które poskutkowało dodatkową wizytą u mechaników.

Dość wysokie 14. miejsce zajął George Russell. Brytyjczyk w samej końcówce rywalizował z Sebastianem Vettelem – przegrał w samej końcówce, a moje szczególne zdziwienie wzbudziła naprawdę ogromna różnica w prędkości na prostej między bolidami obydwu zawodników.

Lepsze czasy dla Williamsa powinny przyjść na bardziej krętych torach, jak choćby ten w Singapurze. Mimo to nie liczyłbym na żadne punkty, tym bardziej że ekipa zaniechała już dalszego rozwoju samochodu.

Jaromir Wojakowicz

Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Archiwum

Najnowsze wpisy

Tego dnia w F1 - 16 września

Urodził się Karl Kling (11 startów, 2 podia, 1 najszybsze okrążenie).

Alberto Ascari wygrywa swój drugi wyścig w F1. Po raz pierwszy na podium staje Felice Bonetto, a 5. i ostatni najszybszy czas okrążenia wykręca w F1 Giuseppe Farina.

Graham Hill triumfuje w GP Włoch.

Juan Pablo Montoya wygrywa swoje pierwsze GP w F1, triumfując w GP Włoch.

Robert Kubica zajmuje 9. miejsce w GP Belgii. Wyścig wygrywa Kimi Raikkonen, a drugie miejsce zajmuje Felipe Massa. To sprawia, że Ferrari zapewnia sobie tytuł mistrzowski w tym sezonie. 100. start w F1 zalicza Mark Webber, a 50. start ekipa Red Bulla.

Pojawia się pierwsze, nie robione z ukrycia zdjęcie Roberta Kubicy.

Lewis Hamilton wygrywa Grand Prix Singapuru. Pierwsze najszybsze okrążenie w wyścigu wykręca Kevin Magnussen (jednocześnie pierwsze dla Haasa), a 150. start w F1 zalicza Nico Hulkenberg.