Gdzie Ferrari nie może, tam Verstappen pomoże

Tegoroczny wyścig na Red Bull Ringu obfitował w zwroty akcji i zakończył się zaskakująco. Dopiero w dziewiątej rundzie sezonu 2019 wygrał ktoś inny niż kierowca Mercedesa. Niemal niezawodną machinę Toto Wolffa miało zatrzymać Ferrari, ale na ostatnich okrążeniach zwycięstwo Charles’owi Leclercowi w imponującym stylu skradł Max Verstappen. To niesamowity wyczyn przy uwzględnieniu fatalnego startu 21-letniego Holendra, słabszego silnika w jego bolidzie czy ekstremalnych warunków termicznych.

Upał zaszkodził Mercedesowi

 

Specyfika toru w Spielbergu oraz wysokie temperatury, sięgające 35 stopni Celsjusza, spowodowały, że po piątkowych treningach rolę faworyta pełniło Ferrari. Samochód tej legendarnej ekipy sporo zyskiwał na prostych, a w zakrętach, z racji ich małej liczby, tracił mniej niż w poprzednich wyścigach. Nikt jednak nie spodziewał się włączenia do walki Red Bulla, a dokładniej Maxa Verstappena, który uwolnił potencjał dopiero w kwalifikacjach.

Kolejny raz w osiągnięciu znakomitego rezultatu zespołowi Ferrari przeszkodziły problemy techniczne. Charles Leclerc zdobył swoje drugie pole position, ale Sebastian Vettel w Q3 w ogóle nie wyjechał z garażu. Uniemożliwił to spadek ciśnienia powietrza dochodzącego do silnika w jego bolidzie. Mechanicy nie zdołali uporać się z tą usterką, co oznaczało dla Niemca start dopiero z 9. pola i poważne utrudnienie dla współpracy strategicznej między obydwoma kierowcami.

Mercedes był na przegranej pozycji w kwalifikacjach, ale mimo to Lewis Hamilton wywalczył pierwszy rząd. Musiał jednak zapłacić za błąd z Q1, który polegał na przeszkodzeniu Kimiemu Raikkonenowi – ukarano go przesunięciem na 4. pole. Skorzystali na tym Max Verstappen i Valtteri Bottas – przypadły im odpowiednio 2. i 3. pola startowe.

Pewien niepokój wzbudzał fakt, że Ferrari zdecydowało się rozpoczęcie wyścigu na miękkich oponach, gdy kierowcy Mercedesa i Verstappen dysponowali średnimi. Obaj zawodnicy stajni z Maranello ruszyli jednak znakomicie – Leclerc utrzymał prowadzenie, a Vettel przebił się na 6. miejsce. Nieco gorzej poszło Lewisowi Hamiltonowi, który był bliski utraty pozycji na rzecz Lando Norrisa. Fatalnie wystartował lider Red Bulla, spadając na dopiero 8. lokatę. Prawdopodobną przyczynę stanowiły problemy ze sprzęgłem. Wydawało się wtedy, że Max stracił wszystko, co wypracował w kwalifikacjach, i nie będzie w stanie wrócić nawet na podium. Ku zaskoczeniu obserwatorów, Verstappen dokonał niemożliwego.

Holender, dysponując dobrym tempem na przedłużonym pierwszym stincie, odrobił kilka pozycji. Gdy do jego bolidu założono twarde opony, stał się najszybszym kierowcą na torze. Szybko dogonił Sebastiana Vettela i wyprzedził na 50. okrążeniu. Na 56. z łatwością minął Bottasa i rozpoczął pościg za Leclerciem. Monakijczyk umiejętnie się bronił, ale różnica tempa była na tyle duża, że musiał ulec.

Muszę jednak podkreślić – pewien niesmak budzi we mnie styl, w jakim Verstappen wyprzedził swojego rówieśnika. Zrównał się z Charles’em w zakręcie nr 3, a następnie pojechał szeroko, wypychając go poza tor. Trudno mieć wątpliwości, że była to celowa zagrywka, a przy tym niezgodna z regulaminem, który nakazuje zostawić drugiemu kierowcy miejsce. Po wyścigu sytuację zbadali sędziowie, ale ich zdaniem nastąpił incydent wyścigowy. Nie miałbym do nich pretensji, gdyby w podobny sposób orzekali w poprzednich GP, tymczasem okazali się zwyczajnie niekonsekwentni. W związku z tym mam nadzieję, iż doszło do przełomu w sędziowaniu i w kolejnych wyścigach kary także nie będą przyznawane w podobnych przypadkach. Wielu powtarza, że Max jeździ bardzo dojrzale w 2019 roku. Ten manewr raczej nie potwierdził tego typu twierdzeń – pojechał zbyt ryzykownie, narażając się na karę.

Max Verstappen wygrał GP Austrii w znakomitym stylu. To wynik zaskakujący o tyle, że zamontowany w bolidzie Red Bulla silnik Hondy wciąż odstaje mocą od konkurencji, ale na torze w Spielbergu tej różnicy nie było widać. Należy odnotować, iż w końcowej fazie wyścigu Holender przełączył tryb pracy silnika na jeden z bardziej wydajnych. Tymczasem kierowcy Mercedesa przez cały dystans jechali ze skręconymi jednostkami napędowymi, które były bliskie przegrzania. Wygląda na to, że motor Hondy świetnie radził sobie przy gorącym i nieco rozrzedzonym na wysokości blisko 700 metrów n.p.m. powietrzu. Drugą składową zwycięstwa Verstappena było jego znakomite tempo na twardych oponach – jechał wyraźnie szybciej od zawodników Mercedesa i Ferrari, a nawet zdobył dodatkowy punkt za najszybsze okrążenie. Poprawki w aerodynamice bolidu Red Bulla najwyraźniej zrobiły różnicę.

Kolejny raz Ferrari powinno było wygrać wyścig, a tak się nie stało. Mieli potencjał na pierwszy rząd w kwalifikacjach i awarię w samochodzie Vettela traktuję jako jedną z przyczyn braku zwycięstwa kierowcy tej ekipy. Można mieć także pewne zastrzeżenia do strategii zespołu z Maranello. Byli tak skoncentrowani na pokonaniu Mercedesa, że zupełnie zapomnieli o zagrożeniu, jakie stanowił Verstappen. Charles został ściągnięty do boksu tuż po Bottasie, mimo wciąż dobrego tempa na miękkiej mieszance, a na twardych oponach Ferrari jechało wolniej niż Red Bull. Młody Monakijczyk będzie musiał jeszcze trochę poczekać na swoje pierwsze zwycięstwo.

Niezły wyścig przejechał Sebastian Vettel. Niestety, błąd w komunikacji między inżynierami a mechanikami spowodował, że ci drudzy zmienili opony w bolidzie Niemca zbyt wolno, co prawdopodobnie zabrało mu szanse na podium. Tempo Vettela na twardej mieszance wyraźnie pokazało, iż samochód Ferrari na torze w Austrii nie dogadywał się z nią zbyt dobrze. Dodatkowy zjazd po kolejny komplet miękkich opon dał Sebastianowi możliwość znacznie szybszej jazdy – Hamiltona wyprzedził na przedostatnim okrążeniu, a do Bottasa na mecie stracił mniej niż sekundę.

Tor w Austrii jako pierwszy w tym sezonie nie sprzyjał bolidowi Mercedesa. Valtteri Bottas zmniejszył stratę do prowadzącego w klasyfikacji generalnej Lewisa Hamiltona, ale to wciąż aż 31 punktów. Obecna forma Fina nie budzi jednak nadziei w kontekście walki o mistrzostwo, choć trzeba powiedzieć, że w ten weekend spisał się lepiej od utytułowanego kolegi zespołowego. Brytyjczyk jechał niemrawo i popełnił błąd, który spowodował uszkodzenie przedniego skrzydła. Konieczność jego wymiany kosztowała dużo czasu i w konsekwencji utratę paru punktów.

McLaren szybki i stabilny (w przeciwieństwie do konkurencji)

 

GP Austrii to kolejny świetny wyścig w wykonaniu kierowców McLarena. Lando Norris dobrze poradził sobie w kwalifikacjach – 5. pole było jednak nie do utrzymania. Na mecie zameldował się na 6. miejscu. Jeszcze bardziej spektakularnie pojechał Carlos Sainz. W związku z wymianą elementów jednostki napędowej startował z ostatniego rzędu, a ukończył na znakomitej 8. lokacie. Dysponował znakomitym tempem, ale pod koniec wyścigu uszkodził przednie skrzydło w swoim samochodzie. Gdyby nie to, miałby szansę wyprzedzić Pierre’a Gasly’ego, nad którym miał przewagę świeższych opon. Niestety, nie przypominam sobie, by realizator pokazał telewidzom choć jeden manewr wyprzedzania w wykonaniu Hiszpana, choć było ich dużo. Być może to element promocji F1 TV Pro.

McLaren w tym sezonie jeździ bardzo równo i umacnia się na 4. miejscu w klasyfikacji konstruktorów. Niektórzy uważają, że ich samochód doskonale współpracuje z oponami przy wysokich temperaturach, a weryfikacja przyjdzie, gdy będzie nieco chłodniej. Te wątpliwości nie zmieniają jednak tego, iż obecnie zespół z Woking wykonuje świetną pracę i ośmiesza swojego dostawcę silników.
Bardzo rozczarowująca była forma Renault, które przez cały weekend nie potrafiło znaleźć dobrego tempa. Obaj kierowcy odpadli w Q2, choć tym razem to Nico Hulkenberg okazał się szybszy od Daniela Ricciardo. Egzaminu nie zdały kombinacje strategiczne, w tym bardzo długi pierwszy stint Australijczyka na oponach średnich i drugi na miękkiej mieszance. Miejsca 12. i 13. na mecie należy uznać za nędzny rezultat w przypadku ekipy, która celuje w 4. lokatę w klasyfikacji. Jeśli nie nastąpi przełom w osiągach Renault, to przegrana z McLarenem jest niemal pewna.

Tradycyjnie rozczarował Pierre Gasly. To coś szokującego, że Francuz został zdublowany przez swojego zwycięskiego kolegę z zespołu. Jechał naprawdę słabo, a manewry wyprzedzania na wolniejszych bolidach określiłbym jako niezdarne. Jego 7. miejsce uratowało uszkodzenie w pojeździe Sainza. Być może to z samochodem jest coś nie tak? Jednak sam Pierre mówi o dopasowaniu swojego stylu jazdy. To trwa już zbyt długo i szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać, aż ktoś zastąpi Pierre’a w drugim bolidzie Red Bulla.
Przypuszczałem, że z racji dobrych osiągów na prostych powalczyć na Red Bull Ringu może Racing Point, tymczasem obaj kierowcy odpadli już w Q1. Lepsze było tempo wyścigowe – Sergio Perez metę osiągnął na 11. miejscu, czyli przed zawodnikami Renault. Lance Stroll dojechał na 14. lokacie. Przykład tego zespołu pokazuje, jak trudno jest nadrobić zaległości w projektowaniu bolidu. Problemy finansowe i zawierucha w procesie przejęcia spowodowały duże opóźnienia, które ekipa Lawrence’a Strolla próbuje nadrobić, wypuszczając kolejne pakiety poprawek. Poprawy osiągów samochodu jednak nie widać i można wątpić, czy nastąpi ona wraz z przywiezieniem kolejnych udoskonaleń, zapowiedzianych na następne wyścigi.

Znakomite tempo kwalifikacyjne zaprezentowała Alfa Romeo. Czas Kimiego Raikkonena z Q2 zapewniłby mu 5. pole startowe, jednak w Q3 poszło mu nieco gorzej i musiało zadowolić go 6. miejsce po karze dla Magnussena. Tuż za nim uplasował się Antonio Giovinazzi. Tempo wyścigowe bolidów ekipy z Hinwil nie było już tak dobre i choć fiński kierowca na początku jechał na wysokiej pozycji, to nie mógł wytrzymać zbyt długo. Do mety dowiózł 9. lokatę, a jak cień podążał za nim młodszy kolega. Włoch zdobył pierwszy punkt, więc cyfrę „0” przy swoich nazwiskach w klasyfikacji generalnej mają już tylko zawodnicy Williamsa. Zdziwiłbym się jednak, jeśli oznaczałoby to odblokowanie Giovinazziego, tym bardziej że znów przegrał z doświadczonym Raikkonenem. Mam nadzieję, że Antonio jeszcze pozytywnie nas zaskoczy.

Ogon stawki

 

Nie spodziewałem się tak kiepskich osiągów Toro Rosso, ponieważ po treningach zapewniali, że ten tor im odpowiada. Ich forma nie została zweryfikowana w czasie kwalifikacji, bowiem Alexander Albon do rywalizacji przystępował z karami za wymianę elementów jednostki napędowej, natomiast Daniił Kwiat nie wyszedł z Q1 po tym, jak został zablokowany przez George’a Russella. W wyścigu byli szybsi tylko od Haasa i Williamsa. Tajski kierowca do mety dojechał na 15. miejscu, a rosyjski na 17.

Tempo Haasa to zagadka, nad którą głowi się co najmniej cały padok. Kevin Magnussen przejechał świetne okrążenie w kwalifikacjach. Dałoby mu ono 5. pole startowe, gdyby nie kara za wymianę skrzyni biegów. Do Q3 blisko było także Romainowi Grosjeanowi. Niestety, dobre tempo kwalifikacyjne zupełnie nie licuje z wyścigowym. Duńczyk podróżował wolno, rywale z łatwością go wyprzedzali, a ponadto został ukarany przejazdem przez aleję serwisową za złe ustawienie na starcie. Dojechał dopiero na 19. miejscu. Jego francuski kolega spisał się tylko trochę lepiej – na mecie był 16.

Trudno znaleźć uzasadnienie, dlaczego istnieje tak duża dysproporcja między tempem kwalifikacyjnym i wyścigowym samochodu Haasa. Przeważnie łatwiej o odpowiednie dogrzanie opon, gdy wytwarzany jest duży docisk, ale tego Haasowi nie brakuje – świadczą o tym właśnie dobre osiągi w czasówce czy choćby przeciętne prędkości na prostych (niższe od innych bolidów z silnikami Ferrari). Największy problem stanowi fakt, że sam zespół nie wie, gdzie szukać poprawy i jeżeli na coś nie wpadną, trudno spodziewać się, by przyspieszyli i wrócili do walki o punkty.

Tylko trochę wolniejszy od Haasa był Williams, choć niestety wyłącznie w przypadku George’a Russella. Trudno nie zauważyć dużych różnic między jakością prowadzenia samochodu Brytyjczyka, a tego, którym dysponuje Robert Kubica. W wyścigu w Austrii mistrz Formuły 2 nie odstawał zbytnio od Toro Rosso i Haasa. Kwalifikacje pokazują jednak, że nie ma zbytnio mowy o tym, by bolid ekipy z Grove zbliżał się swoimi osiągami do konkurentów.

Jaromir Wojakowicz

Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Archiwum

Najnowsze wpisy

Tego dnia w F1 - 16 września

Urodził się Karl Kling (11 startów, 2 podia, 1 najszybsze okrążenie).

Alberto Ascari wygrywa swój drugi wyścig w F1. Po raz pierwszy na podium staje Felice Bonetto, a 5. i ostatni najszybszy czas okrążenia wykręca w F1 Giuseppe Farina.

Graham Hill triumfuje w GP Włoch.

Juan Pablo Montoya wygrywa swoje pierwsze GP w F1, triumfując w GP Włoch.

Robert Kubica zajmuje 9. miejsce w GP Belgii. Wyścig wygrywa Kimi Raikkonen, a drugie miejsce zajmuje Felipe Massa. To sprawia, że Ferrari zapewnia sobie tytuł mistrzowski w tym sezonie. 100. start w F1 zalicza Mark Webber, a 50. start ekipa Red Bulla.

Pojawia się pierwsze, nie robione z ukrycia zdjęcie Roberta Kubicy.

Lewis Hamilton wygrywa Grand Prix Singapuru. Pierwsze najszybsze okrążenie w wyścigu wykręca Kevin Magnussen (jednocześnie pierwsze dla Haasa), a 150. start w F1 zalicza Nico Hulkenberg.