Deszcz nie był potrzebny

Tegoroczny wyścig na kultowym obiekcie w Silverstone dostarczył niesamowitego widowiska. Nie przeszkodził w tym następny dublet Mercedesa. Nie był potrzebny deszcz. Nie brakowało walki koło w koło, a wyjazd samochodu bezpieczeństwa na 20. okrążeniu doprowadził do strategicznej zawieruchy i sporych przetasowań w stawce. Spektakularna rywalizacja Charles’a Leclerca i Maxa Verstappena stanowiła przedsmak tego, co prawdopodobnie będziemy oglądać na torach Formuły 1 przez najbliższą dekadę.

Pech Bottasa

 

Valtteri Bottas o włos wygrał w kwalifikacjach z Lewisem Hamiltonem. Brytyjczyk popełnił duży błąd na swoim pierwszym przejeździe, a drugi także nie był optymalny. Tym razem warunki atmosferyczne sprzyjały Mercedesowi i niewielka przewaga w czasówce istotnie wzrosła w wyścigu. Obaj kierowcy jechali we własnej lidze, tocząc niesamowity pojedynek na pierwszych kółkach.

Prowadzącego Bottasa na przegranej pozycji ustawił wcześniejszy zjazd do boksów – nastąpił już na 16. okrążeniu, mimo rozpoczęcia wyścigu na średnich oponach. Co jeszcze ważniejsze, do jego bolidu ponownie założono średnią mieszankę. Przesądzało to o konieczności wykonania drugiego pit stopu. Moje zdziwienie budzi fakt, że zmiany nie wykonano w czasie neutralizacji. Inaczej wyglądała strategia Lewisa Hamiltona, który również ruszał na średniej mieszance. Gdy na 20. okrążeniu na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, jasne stało się, że pięciokrotny mistrz świata zjedzie po nowe opony i pozostanie na pozycji lidera.

Nie mogę jednak nie zaznaczyć, iż moim zdaniem Brytyjczyk wygrałby ten wyścig także bez pomocy samochodu bezpieczeństwa, ale za to z pomocą zespołu – jestem prawie pewien, że niezależnie od okoliczności pojechałby na jeden pit stop, zyskując tym samym istotną przewagę nad fińskim kolegą. Mercedes ma szczęście, bowiem neutralizacja pomogła im przykryć tego typu manipulacje przed szeroką publicznością. Z pewnością zespołowi zależało, by Hamilton wygrał w swoim domowym wyścigu. Słaba strategia dla Valtteriego Bottasa mogła pozbawić go 2. miejsca, ale dobre tempo Fina i duże zamieszanie za jego plecami pozwoliły tę pozycję utrzymać.

Zacięta rywalizacja o najniższy stopień podium

 

Faworyt do trzeciej lokaty wielokrotnie zmieniał się w trakcie wyścigu. Po starcie utrzymał ją Charles Leclerc, ale nieustannie podgryzał go Max Verstappen. Młodzi zawodnicy toczyli walkę, jaką kibice Formuły 1 chcieliby oglądać w czasie każdego GP. Wspaniale, że w kalendarzu pozostały jeszcze tory, które to umożliwiają.

Kierowca Ferrari startował na miękkich oponach, a reprezentant Red Bulla na średnich. Mimo to obaj boksy odwiedzili dość szybko, bo na 13. okrążeniu. Pojedynek mechaników przegrali ci w czerwonych strojach – Max wyjechał równolegle z Charles’em, ale jednak to nos bolidu Red Bulla znajdował się około metr z przodu. Co z tego, skoro na torze Monakijczyk wykorzystał zbyt szeroki wyjazd Holendra tuż po opuszczeniu alei serwisowej i przywrócił poprzednią kolejność.

Stratedzy Ferrari nie byliby sobą, gdyby czegoś nie zepsuli – gdy na 20. okrążeniu wyjechał samochód bezpieczeństwa, po nowy komplet opon wezwali tylko Sebastiana Vettela, który jeszcze nie wizytował boksów, natomiast o Leclercu zapomnieli. Wezwano go okrążenie później i stracił przez to dwie pozycje na rzecz zawodników Red Bulla.

Na tym etapie wyścigu wydawało się, że w grze o podium pozostali Sebastian Vettel, który bardzo zyskał na opóźnieniu pit stopu, oraz, przepuszczony przez zespołowego kolegę Pierre’a Gasly’ego, Max Verstappen.

Gdy na 37. okrążeniu młody Holender wyprzedził Sebastiana, doszło do małej katastrofy. Próbując się odegrać, Niemiec zblokował wszystkie koła i wjechał w tył bolidu Red Bulla. Obaj kierowcy wylądowali w żwirze, ale jakimś cudem w nim nie pozostali i mogli kontynuować jazdę. Czterokrotny mistrz świata popełnił duży błąd, który nie powinien był przydarzyć się tak utytułowanemu zawodnikowi. Dodatkowy pech polegał na tym, że do zderzenia doszło tuż za zjazdem do alei serwisowej – Vettel musiał przejechać całe okrążenie powoli ze względu na mocno pokiereszowane przednie skrzydło. Wraz z 10-sekundową karą pozbawiło go to szans na punkty w GP Wielkiej Brytanii. Gdyby nie ta poważna wpadka, wyścig Sebastiana można by określić jako niezły – dysponował naprawdę przyzwoitym tempem. Powinien jednak popracować nad swoją formą. To było trzecie GP z rzędu, kiedy zauważalnie lepiej od niego prezentował się Charles’a Leclerca.

Wypadek Verstappena spowodował, że na 3. miejsce wrócił Leclerc, który wcześniej efektownie wyprzedził Pierre’a Gasly’ego. Skoro o Francuzie mowa, trzeba podkreślić – był to jego najlepszy weekend w tym sezonie. Sekret skoku jego osiągów stanowi decyzja szefostwa Red Bulla o takim samym ustawieniu bolidu Pierre’a, jak samochodu Maxa Versappena. Okazało się, iż 23-latek ma w sobie dużo prędkości – wyścig zakończył na 4. miejscu, po raz pierwszy przed holenderskim kolegą. Miejmy nadzieję, że to nie był tylko pozytywny wypadek przy pracy. Po ostatnich poprawkach bolid Red Bulla zdaje się mieć przewagę nad Ferrari, zwłaszcza w tempie wyścigowym. Solidne punkty przywożone przez obu kierowców mogą dać tej ekipie szanse na walkę o 2. miejsce w klasyfikacji konstruktorów.
Max Verstappen ukończył na 5. pozycji, którą należy traktować jako duże osiągnięcie. Mocne uderzenia w tył bolidu często skutkują uszkodzeniem zawieszenia i koniecznością rezygnacji z dalszej jazdy. Tym razem jednak Holender miał szczęście i mimo zdezelowanego dyfuzora oraz poluzowanego fotela był w stanie dojechać do mety.

Zamieszanie w środku stawki

 

W trakcie weekendu w Wielkiej Brytanii to Renault dysponowało lepszym tempem od McLarena. Daniel Ricciardo zajął 7. miejsce w kwalifikacjach, a Nico Hulkenberg 10. Lando Norris zagwarantował sobie 8. pole, a Carlos Sainz dopiero 13. Hiszpan, podobnie jak wielu innych kierowców, padł ofiarą pogarszających się warunków na torze Silverstone w postaci spadającej temperatury i coraz silniejszego wiatru.

W zupełnie odmiennej kolejności wszyscy ci zawodnicy dojechali do mety. Na wyjeździe samochodu bezpieczeństwa najbardziej skorzystał Carlos Sainz, kiedy to wykonał swój jedyny pit stop. Zyskał na tym aż 4 pozycje kosztem Ricciardo, Norrisa, Hulkenberga i Albona, którzy wcześniej odwiedzili mechaników. Założone twarde opony pozwoliły mu osiągnąć metę na znakomitym 6. miejscu. Tuż za nim dojechał Daniel Ricciardo. Australijczyk przez wiele okrążeń siedział na ogonie kierowcy McLarena, nie będąc w stanie go wyprzedzić.

Carlos Sainz jeździ w tym sezonie znakomicie. W kwalifikacjach przegrywa z Lando Norrisem, ale wszystko z nawiązką nadrabia w wyścigach. Hiszpan przeniósł się do McLarena tylko dlatego, że podziękowało mu Renault. Tymczasem wygląda to na strzał w dziesiątkę – ma do dyspozycji lepszy bolid, a obecnie już także kontrakt na 2020 rok.

Na neutralizacji bardzo stracił Nico Hulkenberg, który nie zjechał do boksu, a następnie dwie pozycje stracił po restarcie na skutek incydentu z Sergio Perezem. Dysponował jednak twardymi oponami, więc mógł na nich dojechać do mety. Tak też uczynił, ale konieczność ich oszczędzania przyczyniła się do przeciętnego tempa. Po wyścigu Niemiec miał duże pretensje o strategię do swojego zespołu i nalegał, by następnym razem zaufać jego przeczuciu.

Nico nie ma kontraktu na sezon 2020, a krążą pogłoski, że szefostwo Renault chciałoby znaleźć kogoś lepszego na jego miejsce. Moim zdaniem Hulkenberg spisuje się całkiem nieźle – tylko trochę gorzej od zespołowego partnera, ma natomiast dużo pecha. Uważam też, że rozczarowujące (w odniesieniu do przedsezonowych oczekiwań i zapowiedzi) osiągi tegorocznego bolidu ekipy z Enstone nie są czynnikiem, który będzie zachęcać topowych zawodników do związania się z tym zespołem.

Przez neutralizację w wyścigu totalnie przepadł Lando Norris. Młody Brytyjczyk był siódmy po starcie, ale zmiana opon miękkich na średnie na 13. okrążeniu oznaczała konieczność jeszcze jednego zjazdu. Nie nastąpił on w czasie neutralizacji, tylko na 35. kółku. Wygląda na to, że zarówno McLaren, jak i Renault bały się podwójnego pit stopu. Rezultaty – 10. miejsce Hulkenberga i 11. Norrisa – wskazują, iż należało podjąć ryzyko.

Mimo przewagi tempa po stronie Renault to McLaren z Wielkiej Brytanii wywiózł więcej punktów. Forma bolidu zespołu z Woking jest wysoka i bardzo równa. Tymczasem Renault miewa przebłyski na niektórych torach. Strata francuskiej ekipy rośnie – to już 60 do 39 punktów w klasyfikacji konstruktorów na korzyść McLarena.

Gdyby na miejscu Antonio Giovinazziego jeździł kierowca reprezentujący zbliżony poziom do Kimiego Raikkonena, to Alfa Romeo mogłaby się włączyć do walki o 5. lokatę w klasyfikacji konstruktorów. Fiński weteran kolejny raz był niewidoczny w wyścigu. Stracił pozycję na starcie, a twarde opony do jego samochodu założono jeszcze przed neutralizacją. Potrafił jednak jechać dobrym tempem i wykorzystać błędy rywali. Dało mu to niezłe punkty za 8. miejsce na mecie.

Giovinazzi pokonał Kimiego w kwalifikacjach, ale niewiele mu to pomogło, gdyż od początku wyścigu tracił pozycje. Być może winna była usterka mechaniczna, która, zgodnie z oświadczeniem zespołu, doprowadziła do przedwczesnego zakończenia rywalizacji przez włoskiego kierowcę.

Całkiem niezłe osiągi na Silverstone prezentowało Toro Rosso. Daniił Kwiat rozczarował w kwalifikacjach, odpadając już w Q1, natomiast Alexander Albon przedarł się do Q3, gdzie zajął 9. miejsce.

Sytuacja uległa odwróceniu w wyścigu. Szanse na dobry wynik dla młodego Taja pogrzebała strategia. Mechaników odwiedził jeszcze przed neutralizacją, ale założono mu średnie opony. Nie zawołano go ponownie ani w jej trakcie, ani po niej, ponieważ w bolidzie doszło do awarii elektroniki. Istniało ryzyko porażenia prądem, dlatego Alexander był zmuszony przejechać wyścig strategią miękkie-średnie. Odbyło się to jednak dużym kosztem – tempo spadło tak bardzo, że w końcówce Albon spadł z 8. miejsca na dopiero 12.

Więcej szczęścia miał Daniił Kwiat, który swoich mechaników odwiedził zarówno przed neutralizacją, jak i w jej trakcie. Dzięki temu zyskał dwie pozycje, a sam dołożył znakomite tempo i wyprzedził dwóch zawodników, zasłużenie dojeżdżając do mety na wysokiej 9. lokacie.

Mimo kolejnych poprawek w miejscu stoi zespół Racing Point. Jeśli chodzi o tempo kwalifikacyjne, to znów byli przedostatni. Lance Stroll podtrzymał swoją fatalną passę czternastu z rzędu odpadnięć w Q1. Sergio Perez jakimś cudem awansował do Q2, okazał się tam jednak najwolniejszy.

Żaden z kierowców ekipy Lawrence’a Strolla nie miał dobrej strategii. Obydwaj zjechali do boksów jeszcze przed neutralizacją, ale żadnego nie wezwano w jej trakcie. Lance’owi założono opony twarde na 13. okrążeniu. Mimo to musiał wykonać dodatkowy postój w drugiej fazie wyścigu. Warto zaznaczyć, że niektórzy zawodnicy potrafili przejechać tak duży dystans na twardej mieszance – Pierre Gasly i Nico Hulkenberg podążali na niej do mety od 13. okrążenia.

Sergio Perez po restarcie miał problemy z kierownicą, przez co uszkodził przednie skrzydło na pojeździe Hulkenberga i musiał zjechać do alei serwisowej. W tym momencie miał już po wyścigu i do mety dojechał na ostatnim miejscu.

Katastrofa Haasa, postęp w Williamsie?

 

Haas tak intensywnie poszukuje rozwiązania problemów z tempem wyścigowym, że Romain Grosjean w Wielkiej Brytanii jeździł w bolidzie w specyfikacji rodem z Australii – i w kwalifikacjach był w nim szybszy od Kevina Magnussena.

Niestety, między kierowcami amerykańskiej ekipy doszło do kontaktu już na pierwszym okrążeniu. Musieli zjechać do boksów, a ich samochody zostały uszkodzone. Z wyścigów wycofali się niedługo później. Pozbawili tym samym zespół szansy na szerzej zakrojone testy porównawcze dwóch różnych specyfikacji bolidu.

Weekend w Wielkiej Brytanii pozytywnie wyglądał dla Williamsa. Czas Okrążenia kwalifikacyjnego George’a Russella wynosił 103% czasu pole position, podczas gdy w poprzednich wyścigach wartość ta osiągała prawie 105%. Trudno jednak przypuszczać, by tak duża poprawa wynikała jedynie z poprawek sekcji bocznych bolidu. Kierowcom Williamsa pomogły niska temperatura oraz pogarszające się w czasie kwalifikacji warunki na torze. Miejmy nadzieję, że część tego postępu pochodzi z ulepszeń samochodu i jest to pierwszy krok w gonitwie za środkiem stawki. W Niemczech i na Węgrzech powinny być kolejne.

Także tempo wyścigowe wyglądało lepiej. Zawodnicy Williamsa dojechali do mety na najwyższych pozycjach w tym sezonie. George Russel zajął 14. miejsce, a tuż za nim uplasował się Robert Kubica. Za pozytyw należy uznać, że Polak bardzo niewiele tracił do swojego młodszego kolegi. Oby był to stały trend i bolid pozwalał mu na dobrą jazdę.

Jaromir Wojakowicz

Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Archiwum

Najnowsze wpisy

Tego dnia w F1 - 6 kwietnia

Giancarlo Fisichella odnosi 1. zwycięstwo w F1, triumfując w GP Brazylii. Było to jego 10. podium w karierze. Zespół Jordan wystartował w F1 po raz 200.

Felipe Massa triumfuje w GP Bahrajnu, odnosząc 6. zwycięstwo w karierze. Po raz jedyny z pole position ruszał Robert Kubica, który zajął 3. miejsce. Po raz 50. na podium stanął Kimi Raikkonen. Drugie i ostatnie najszybsze okrążenie wyścigu w swojej karierze wykręcił Heikki Kovalainen.

Lewis Hamilton odnosi 24. zwycięstwo w karierze, wygrywając GP Bahrajnu. Po raz 150. w F1 startował Nico Rosberg, a po raz 250. Jenson Button.