2019 French Grand Prix, Sunday - LAT Images

Sterylny wyścig na sterylnym torze

Tegoroczny wyścig o GP Francji nie dostarczył nam zbyt dużych emocji. Szósty raz wygrał Lewis Hamilton, zwiększając przewagę nad wiceliderem w klasyfikacji generalnej do 36 punktów. Nieco zaskoczył mnie fakt, że aż ośmiu kierowców z pierwszej dziesiątki rozpoczęło niedzielną rywalizację na średnich oponach. Nie przypominam sobie GP, w której aż tylu zawodników przebrnęło przez Q2 na innym ogumieniu niż najmiększe dostępne. Podobnie jak rok temu, Paul Ricard był bezlitosny dla jadących u siebie Francuzów.

Mercedes wciąż bezkonkurencyjny

 

Weekend we Francji upłynął pod znakiem dominacji Mercedesa. Strata Ferrari była ogromna, a Red Bulla jeszcze większa. Kolejny raz w tym sezonie to Valtteri Bottas radzi sobie lepiej przez cały weekend, a Lewis Hamilton pokonuje go dopiero w Q3 i w wyścigu. Pięciokrotny mistrz świata jest tylko odrobinę szybszy w kwalifikacjach, natomiast jego przewaga w tempie wyścigowym wygląda dość okazale. Wiele wskazuje na to, że Valtteri potrzebuje po starcie znaleźć się przed Lewisem, aby mieć szanse na wygraną.

Z Le Castellet Mercedes wyjeżdża z szóstym dubletem. Pesymistycznie oceniam kwestię dalszej walki o mistrzostwo – Srebrne Strzały są niekwestionowanym numerem jeden, a i Valtteri Bottas nie potrafi dotrzymać kroku zespołowemu koledze. W przyszłym tygodniu odbędzie się GP Austrii na torze w Spielbergu, a to obiekt, na którym Fin zawsze jeździł świetnie. Niestety, takich jasnych punktów w kalendarzu, mogących podtrzymywać nadzieje, jest niewiele.

Z trzeciego miejsca wystartował i na nim dojechał Charles Leclerc. Strata do pole position w kwalifikacjach wyniosła 0,646 sekundy, a mogłaby być większa, gdyż Hamilton nie złożył idealnego okrążenia w Q3. Przez większą część wyścigu Monakijczyk podróżował sam, musiał się tylko bronić przed Verstappenem zaraz po starcie. Prezentował solidne tempo, a na koniec podgryzał Bottasa. Pozwolił mu na to wirtualny samochód bezpieczeństwa, ponieważ Fin schłodził opony i stracił kilka sekund.

Także Max Verstappen pozostawał na czwartej pozycji od startu do mety. Nie mógł dogonić Leclerca, a zagrożenia nie stanowił dla niego Sebastian Vettel. Niemiec miał problemy z samochodem w trzecim segmencie kwalifikacji, a jego jedyny przejazd nie był najlepszy. Dało mu to dopiero 7. pole startowe. Do mety dojechał na 5. miejscu, ale uważam, że dysponował bolidem wystarczająco szybkim, by ukończyć wyścig przed kierowcą z Holandii. Ferrari kombinowało ze strategią (nareszcie nie popełniają błędów w tym aspekcie), jednak tempo Sebastiana nie było najlepsze. Przewaga nad kolejnym zawodnikiem pozwoliła na dodatkową zmianę opon na miękkie i zdobycie dodatkowego punktu za najszybsze okrążenie – rzutem na taśmę, bowiem czas Vettela okazał się zaledwie o 0,024 sekundy lepszy od wyniku Lewisa Hamiltona, osiągniętego przecież na zużytym twardym ogumieniu.

McLaren i Renault odjeżdżają innym zespołom

 

Wygląda na to, że w tzw. Formule 1.5 obydwa zespoły z silnikiem Renault odskoczyły pozostałym rywalom i między sobą stoczą walkę o 4. miejsce w klasyfikacji konstruktorów. We Francji znakomicie spisał się McLaren, natomiast fabryczny zespół Renault nieco rozczarował, biorąc pod uwagę wprowadzenie dużych poprawek do bolidu.

Kierowcy zespołu z Woking wykonali świetną pracę w kwalifikacjach. Obaj dostali się do Q3 na średnich oponach, a Lando Norrisowi zabrakło tylko 0,009 sekundy do 4. pola. Byłby to rezultat bardziej sensacyjny niż wynik Daniela Ricciardo z Kanady, bowiem pokonany zostałby Red Bull Verstappena, a nie Pierre’a Gasly’ego. Wolniejsze okrążenie przejechał Carlos Sainz, jednak odgryzł się w wyścigu, gdy na starcie wyprzedził młodszego kolegę. Niewiele zabrakło, a poradziłby sobie również z Maxem. Zaryzykuję stwierdzenie, że Holender mógłby mieć wtedy spore problemy z minięciem bolidu McLarena, ponieważ różnica w prędkości na prostych była spora.
Niedługo po rozpoczęciu Norrisa i Sainza wyprzedził startujący za nimi Sebastian Vettel. Nie było szans na walkę z Ferrari, a Hiszpan do mety dowiózł najlepszy możliwy wynik, czyli 6. lokatę. Mniej szczęścia miał Norris, który przez prawie cały wyścig podążał za zespołowym kolegą i nawet chwilę narzekał, że jedzie on zbyt wolno. Na 43. okrążeniu otrzymał od swojego inżyniera informację, żeby nie korzystał z systemu DRS. Niedługo później dołączyły problemy ze zmianą biegów i wspomaganiem kierownicy. Oznaczało to awarię układu hydraulicznego i dobrze się złożyło, że Brytyjczyk w ogóle dojechał do mety, zajmując 9. miejsce.

Nie do końca udane kwalifikacje zaliczył zespół Renault, bowiem tylko Daniel Ricciardo dostał się do Q3 na średnich oponach, gdzie uzyskał 8. pole startowe ze sporo gorszym czasem od kierowców McLarena. Australijczyk miał dobrą reakcję na światłach i prawie wyprzedził Vettela, jednak później nie mógł jechać optymalną nitką toru i spadł na 10. miejsce. Po wczesnym pit stopie wykonał kilka manewrów wyprzedzania i kontynuował jazdę na 8. pozycji. Na ostatnim okrążeniu doszło do dwóch kontrowersyjnych sytuacji. Najpierw Ricciardo nie zmieścił się w torze przy próbie wyprzedzania Norrisa, a chwilę później przekraczając białą linię wyprzedzał Kimiego Raikkonena. Za każdy z tych incydentów po wyścigu otrzymał po 5 sekund kary i wypadł poza punktowaną dziesiątkę. Nie mam wątpliwości co do słuszności takiego rozstrzygnięcia w drugim przypadku (choć z drugiej strony ten tor pozwala na takie rzeczy – na innych obiektach za białą linią jest tylko trawa i takie manewry są po prostu niemożliwe), jednak uważam, że w starciu z Norrisem Daniel niemal wszystko zrobił poprawnie. Trudno sobie wyobrazić, by mógł wrócić na tor w inny sposób, zaś ucieczka Lando, przez którą ten stracił aż trzy pozycje, wynikła raczej z problemów z samochodem, aniżeli z tego, że Ricciardo nie zostawił mu miejsca.

Bardzo dobry wyścig pojechali Nico Hulkenberg i Kimi Raikkonen. Obaj zawiedli w kwalifikacjach, przegrywając z zespołowymi partnerami i odpadając w Q2, ale start z odpowiednio 13. i 12. pola na twardym ogumieniu pozwolił im zdobyć solidne punkty. Cały czas Niemiec siedział Finowi na ogonie, nie będąc w stanie go wyprzedzić – skarżył się przez radio, że bolid Alfy Romeo jest zbyt szybki na prostych. Nie wyszło także podcięcie – w Renault powinni nieco popracować nad szybkością zmiany opon, ponieważ odstają od najlepszych w tym aspekcie. Na 7. miejscu na mecie zameldował się Kimi, a Nico tuż za nim. Przytłacza, iż Raikkonen wciąż pozostaje jedynym zawodnikiem, który w tym roku punktuje dla Alfy Romeo. Tym bardziej że ekipa z Hinwil jak na razie odbudowała swoją formę – poprawki przyniosły efekty.

O postępie w Alfie Romeo świadczyć może także dostanie się Antonio Giovinazziego do Q3. Niestety, koszt tego osiągnięcia był ogromny, bowiem konieczność rozpoczęcia wyścigu na miękkich oponach zdecydowanie nie stanowiła optymalnej sytuacji. Włoch zyskał jedną pozycję na starcie, ale niedługo później zaczął tracić. Po twarde ogumienie musiał zjechać już na 7. okrążeniu i prawdopodobnie miał na nim ukończyć wyścig. Nie udało się, a dodatkowy pit stop poskutkował dla Antonia dopiero 16. miejscem na mecie. Uważam, że walka o Q3 stanowiła błąd – Alfa Romeo nie była wystarczająco szybka, by w Q2 pojechać na średniej mieszance, a szybkość zużywania miękkiej utrudniała zastosowanie odpowiedniej strategii wyścigowej.

Mam negatywne odczucia, jeśli chodzi o różnice pomiędzy oponami Pirelli w tym sezonie. Na Paul Ricard miękkie ogumienie w ogóle nie nadawało się do jazdy w wyścigu, natomiast szybkość degradacji mieszanki średniej i twardej była na tyle niewielka, że nie sprawiały one kierowcom zbyt dużo problemów mimo wysokiej temperatury asfaltu. Podobne te kwestie wyglądały w Kanadzie, Azerbejdżanie i Chinach.

Bardzo słabo w swoim domowym wyścigu spisał się Pierre Gasly. W kwalifikacjach zajął dopiero 9. miejsce, a do Q3 przebrnął na miękkiej mieszance, co rodziło problemy pod względem strategii. Podobno bolid Francuza był źle ustawiony – miał zbyt dużo docisku, więc tracił na prostych, jednak to nie usprawiedliwia Pierre’a. Drugi kierowca Red Bulla nieźle wystartował, ale dysponował gorszym tempem niż rywale z McLarena. Po zmianie opon na twarde dał się wyprzedzić Danielowi Ricciardo, a po pit stopach przed nim wyjechali także Hulkenberg i Raikkonen. W końcowej fazie wyścigu Gasly podróżował wolniej od wszystkich wspomnianych zawodników. Jeden punkt uratował wyłącznie dzięki karom dla Ricciardo. Występy Pierre’a są naprawdę rozczarowujące, a spekuluje się już nie o tym, czy, ale kiedy zastąpi go któryś z kierowców Toro Rosso.

Słabe Toro Rosso, jeszcze słabszy Haas

 

Ponownie zbyt szybki w kwalifikacjach nie był zespół Racing Point. Lance Stroll zwyczajowo odpadł w Q1, a Sergio Perezowi musiało wystarczyć 14. pole. Kanadyjczyk jak zwykle dobrze wystartował, natomiast Meksykanin za wyjazd poza tor otrzymał 5 sekund kary. W tej sytuacji pozbawione znaczenia było, że zastosował się do wytyczonej przez sędziów ścieżki powrotu, ponieważ zyskał dwie pozycje i ani myślał je oddać. Tempo obu kierowców wyglądało całkiem nieźle. W końcowej fazie wyścigu doganiali Pierre’a Gasly’ego, ale do punktów nieco zabrakło.

We Francji nie najlepiej prezentowało się Toro Rosso. Alexander Albon dysponował dobrą pozycją startową – 11. pole dawało możliwość walki o punkty, jednak wszystko zaprzepaścił na 1. okrążeniu, spadając na 16. lokatę. Skazany na start z ostatniego rzędu w związku z wymianą elementów jednostki napędowej był Daniił Kwiat. Mimo to do mety dojechał tuż przed zespołowym kolegą – na 14. miejscu. Tym razem tempo wyścigowe zespołu z Faenzy nie pozwoliło na odrobienie strat i zbliżenie się do pierwszej dziesiątki.

Bardzo źle we Francji wyglądały osiągi Haasa. Wydawało się, iż na torze mocno obciążającym opony, wzorem Barcelony, ich problemy nie będą widoczne. Tymczasem brakowało im zarówno tempa kwalifikacyjnego, jak i wyścigowego. Kevin Magnussen zajął ostatnie miejsce w Q2, a niedzielną rywalizację ukończył na 17. lokacie. Pecha w domowym GP miał Romain Grosjean. Zmagał się z problemami w treningach, w kwalifikacjach nie wyszedł z Q1, a w wyścigu, po raz czwarty w tym sezonie, nie dojechał do mety. Haas musi intensywnie popracować nad zrozumieniem opon. Inne zespoły jakoś sobie radzą z tym skomplikowanym aspektem, więc trudno usprawiedliwiać amerykańską ekipę. Obecnie wiele wskazuje na to, że wolniejszy od nich jest tylko Williams.

Zespół z Grove zwyczajowo dojechał na dwóch ostatnich miejscach. Po raz pierwszy w tym sezonie George Russell zapłacił za niewielkie błędy, jakie popełnił. Na 5. okrążeniu podjął optymistyczną próbę wyprzedzenia Roberta Kubicy w zakręcie nr 10, co skończyło się uderzeniem w styropianowy znacznik odległości do zakrętu. Nadwyrężenie konstrukcji przedniego skrzydła poskutkowało jego uszkodzeniem przy wyjeździe na wyboistą tarkę w dalszej części wyścigu i wymusiło dodatkową wizytę w boksach. Dzięki temu Robert na mecie był przed młodszym kolegą.

Jaromir Wojakowicz

Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Archiwum

Najnowsze wpisy

Tego dnia w F1 - 23 września

Peter Revson wygrywa GP Kanady. To jego 2. i ostatnie zwycięstwo w karierze. Po raz 2. i ostatni na podium staje Jackie Oliver. Revson zalicza również ostatnie z 8. podiów, a Emerson Fittipaldi staje na podium po raz 20. Ostatni raz w F1 startują Francois Cevert oraz Jackie Stewart. Było to 50. GP dla zespołu March.

Urodził się RObert Doornbos (11 startów).

Nigel Mansell triumfuje w GP Portugalii.

Potwierdzają się informacje, że Robert Kubica miał umowę z Ferrari na starty w 2012 roku. Robert kontynuuje ciężką pracę, ćwicząc 2-3 razy dziennie.

Sebastian Vettel wygrywa w GP Singapuru. Pierwszy raz najszybsze okrążenie wyścigu wykręca Nico Hulkenberg. Było to 50. grand prix zespołu HRT.

„Kimi nie był Robertem Kubicą, a Robert nie był Fernando Alonso czy Lewisem Hamiltonem, ale istnieją dobrzy kierowcy na rynku” – mówi Gerard Lopez, współwłaściciel Lotus Renault.