Przebudzenie Ferrari powstrzymane

Interesująca rywalizacja na torze imienia Gilles’a Villeneuve’a została przysłonięta przez kontrowersyjną decyzję sędziów, która doprowadziła do kolejnego zwycięstwa Lewisa Hamiltona. Spory, jakie rozgorzały na tle wątpliwego werdyktu, prawdopodobnie sprawią, że wyścig ten zapisze się w historii, ale raczej negatywnie. Sytuacja w tabeli po tej rundzie nie nastraja pozytywnie, jeśli chodzi o dalszą walkę o tytuł mistrzowski – przewaga Brytyjczyka zaczyna być niebezpiecznie duża.

Sędziowie wybrali zwycięzcę?

 

Już kolejny raz w tym sezonie Ferrari nie wygrywa wyścigu, choć powinno. Dzięki bardzo dobremu okrążeniu w kwalifikacjach, zminimalizowaniu straty do Lewisa Hamiltona w krętych sekcjach toru i zyskaniu przewagi na prostych, Sebastian Vettel rozpoczynał z pole position. Obaj kierowcy utrzymali swoje pozycje po starcie i większość dystansu jechali w niewielkiej odległości od siebie. Na 28. okrążeniu na zmianę opon ściągnięto Vettela. Przez chwilę obawiałem się, że Ferrari znów popełniło błąd strategiczny, ale dobre tempo Sebastiana i zużyte ogumienie w samochodzie Lewisa pozwoliły pozostać na czele temu pierwszemu. Przewaga na prostych uniemożliwiała wyprzedzenie czerwonego bolidu, mimo iż Hamilton w pewnym momencie zaczął regularnie korzystać z DRS.

Do ogromnej kontrowersji doszło na 48. okrążeniu, kiedy Sebastian Vettel wyjechał na trawę w zakręcie nr 3 i powrócił na tor, zajeżdżając drogę Hamiltonowi. Sędziowie długo podejmowali decyzję i ostatecznie przyznali Niemcowi 5 sekund kary. Moim zdaniem to była kolejna sytuacja, w której lider Ferrari nie poradził sobie z presją, jaką tym razem wywierał mocno naciskający Lewis. Vettel przegrał przez swój błąd, ale mimo to werdykt sędziów uważam za krzywdzący i szkodliwy. W czasie wyścigów Formuły 1 zachowania kierowców wielokrotnie są nieprzewidywalne, a inni muszą odpowiednio reagować. Sebastian ratował się przed uderzeniem w ścianę, a jednocześnie bronił swojej pozycji. Chciałbym, aby następnym razem w toku podejmowania decyzji sędziowie wzięli pod rozwagę, jakie będą dalsze reperkusje. Wiele mówi się o tym, by po prostu pozwolić na ściganie (let them race), jednak podjęte rozstrzygnięcie zupełnie nie koresponduje z tą ideą. Arbitrzy wymagają od kierowców iście laboratoryjnej precyzji. Formuła 1 tylko na tym traci. Nie podobał mi się także zbyt długi czas podejmowania decyzji o karze. Sędziowie zastanawiali się aż 10 okrążeń, co zmniejszyło szanse Vettela na zbudowanie sobie odpowiedniej przewagi. Z drugiej strony byłoby to i tak bardzo trudne, ponieważ Sebastian musiał oszczędzać paliwo, a wskutek zdenerwowania nie jechał optymalnym tempem.

Równie dużo kontrowersji wzbudziło zachowanie Vettela po wyścigu, które może było nieco dziecinne, ale stanowiło też autentyczny obraz kierujących nim emocji. Takich kierowców chcą oglądać kibice – szczerych, a nie serwujących PR-owy bełkot.

Bez historii rywalizacja w Montrealu minęła Charles’owi Leclercowi. Monakijczyk dużo stracił do czołowej dwójki w kwalifikacjach, co usprawiedliwiał nietrafionymi ustawieniami bolidu. Na starcie utrzymał 3. pozycję i na niej ostatecznie osiągnął metę. Wydaje mi się jednak, że Ferrari nie zmaksymalizowało wyniku swojego zawodnika – trochę zbyt późno zawołano go do boksu po nowe opony, a przez chwilę istniała szansa wyjechania tuż obok Lewisa. Warto odnotować, iż Charles nie otrzymał od swojego inżyniera informacji o karze dla Sebastiana Vettela. Gdyby nie to, byłby w stanie skraść koledze 2. miejsce. Myślę, że wiązało się to z chęcią ochrony i tak mocno nadwyrężonej w tym wyścigu psychiki Niemca, więc nie mam żalu do Ferrari. Ogólnie w ten weekend Leclerc był po prostu wolniejszy od starszego kolegi i jeśli marzy o jego pokonaniu, musi dołożyć więcej starań.

Gdzie podział się Bottas 2.0?

 

Jak najszybciej o rywalizacji w Kanadzie będzie chciał zapomnieć Valtteri Bottas. Fin dobrze prezentował się aż do Q3, kiedy podczas swojego pierwszego przejazdu stracił panowanie nad samochodem na wyjściu z zakrętu nr 2. Miał dużo szczęścia, że nie uderzył w ścianę, ale ta sytuacja musiała podkopać jego pewność siebie. Kolejna próba kwalifikacyjna była zbyt agresywna i pozwoliła Bottasowi na start dopiero z 6. pola.

Na 1. okrążeniu Valtteri stracił pozycję na rzecz Nico Hulkenberga, a później dysponował przeciętnym tempem. Poprawa przyszła dopiero po zmianie średnich opon na twarde – po wyprzedzeniu Daniela Ricciardo Fin dojechał do mety na 4. miejscu. Na lepsze nie mógł liczyć w tym wyścigu po nieudanych kwalifikacjach, jednak spadek formy Valtteriego Bottasa niepokoi mnie w kontekście dalszej walki o tytuł mistrzowski. Przewaga Mercedesa nad innymi zespołami jest tak duża, że nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek inny był w stanie zagrozić Lewisowi Hamiltonowi. Tymczasem różnica między obydwoma zawodnikami wynosi już 29 punktów na korzyść Brytyjczyka.

Red Bull kontra Renault

 

Dla zespołu Renault GP Kanady mogło być tym przełomowym. W zeszłym roku Cyril Abiteboul odgrażał się, że Red Bull będzie żałować rezygnacji z silników produkowanych przez francuską firmę. Początek tego sezonu z pewnością budził uśmiech politowania na twarzach Christiana Hornera i Helmuta Marko, kiedy przypominali sobie te słowa, jednak na torze w Montrealu silnik Renault w bolidach tej ekipy i McLarena pokazał moc – tylko Ferrari i Racing Point rozwijały większe prędkości maksymalne.

Daniel Ricciardo zachwycił kibiców świetnym okrążeniem w Q3 – pozwoliło sięgnąć mu po 4. pole startowe. Wygląda na to, że Australijczyk wraca do najlepszej formy, a samochód już go tak nie ogranicza. Przychodzi czas weryfikacji dla Nico Hulkenberga, który na porównaniach ze swoim zespołowym partnerem może wiele stracić, ale także jeszcze więcej zyskać. Tym razem jego czas w kwalifikacjach był o 0,253 s słabszy, co dało mu 7. lokatę.

W wyścigu zespół z Enstone miał dużą przewagę nad pozostałymi rywalami z tzw. Formuły 1.5. Po starcie Ricciardo utrzymał się na czwartym miejscu, a Hulkenberg wyprzedził Bottasa. Daniel wcześnie odwiedził boksy i jechał na tyle dobre tempem, że Valtteri po swojej zmianie opon powrócił za nim. Australijczyk toczył piękną walkę z zawodnikiem Mercedesa, jednak ostatecznie musiał ulec. Z kolei Nico wykonał długi i szybki stint na miękkiej mieszance, jakby wbrew zapowiedziom Pirelli na temat ich słabej żywotności. Powrócił za Finem, ale jego twarde ogumienie długo pozostało w dobrej kondycji. Chciał wyprzedzić zespołowego kolegę, czemu zapobiegli szefowie Renault. Postanowili zminimalizować ryzyko i nakazali kierowcom dowieźć do mety miejsca 6. i 7. To najlepszy wynik jakiejkolwiek ekipy ze środka stawki w tym sezonie, a na kolejne GP Renault przywiezie poprawki do bolidu. Jeśli dadzą pożądany efekt, zespół powinien stać się niekwestionowanym numerem 4.

Weekend wyścigowy w Kanadzie dobitnie potwierdził różnicę jakościową między kierowcami Red Bulla. Max Verstappen próbował dostać się do Q3 na średniej mieszance, a pech sprawił, że nie było go tam w ogóle. Pierre Gasly w Q2 jeździł od razu na miękkiej, a w Q3 pomimo aż trzech prób wykręcił gorszy czas od Daniela Ricciardo, plasując się na 5. polu.

Dzięki karom dla innych zawodników Verstappen rozpoczął z 9. pozycji startowej. Założono mu twarde opony i ta strategia okazała się trafna – mimo iż po zjeździe na 48. okrążeniu Holender dalej był za kierowcami Renault, to świeży komplet średniego ogumienia dał mu dużą przewagę i umożliwił łatwe wyprzedzanie. Wyścig zakończył na 5. miejsciu, co jest dobrym wynikiem, jako że bolid Red Bulla na torze w Kanadzie wyraźnie odstawał od dwóch czołowych ekip.

Po starcie Pierre Gasly utrzymał pozycję, ale nie był w stanie wyprzedzić Daniela Ricciardo. Red Bull próbował pomóc mu strategią i ściągnął po nowe opony już na 7. okrążeniu. Renault nie dało się zaskoczyć i swojego kierowcę do boksu wezwało jedno kółko później. W dalszej części wyścigu obaj zawodnicy wyprzedzili kilku wolniejszych rywali, ale Gasly utknął za Lancem Strollem, z którym gładko uporał się Ricciardo. Kosztowało go to pozycję na rzecz Hulkenberga. Francuz kolejny raz pojechał słabo, kończąc na 8. miejscu, a ja kolejny raz podkreślę – jeśli nie poprawi formy, to Helmut Marko straci cierpliwość.

Ciasno w walce o małe punkty

 

Bardzo rozczarowany weekendem w Montrealu może być McLaren. Obaj kierowcy weszli do Q3, gdzie Lando Norris zapewnił sobie 8. pole. Carlos Sainz nie mógł nawiązać walki, bowiem zniszczył swój ostatni komplet miękkich opon. Otrzymał karę za zablokowanie Alexandra Albona w Q1 w postaci przesunięcia na 11. pozycję startową. Rezultaty te pozostawiły pewien niedosyt wobec potencjału, jaki zawodnicy McLarena pokazali w treningach.

Gorzej dla ekipy z Woking ułożył się wyścig. Norris utrzymał 8. miejsce, ale po ośmiu okrążeniach stanął na poboczu. Najmłodszy kierowca w stawce przegrzewał hamulce w swoim bolidzie, czego rezultatem było poważne uszkodzenie prawego tylnego zawieszenia, uniemożliwiające dalszą jazdę. Trochę nie rozumiem tej sytuacji, ponieważ na pewno otrzymywał od inżyniera polecenia, że musi schłodzić hamulce. W samochodzie Carlosa Sainza jeden z wlotów chłodzących został zatkany, co wymusiło przedwczesną zmianę opon już na 3. okrążeniu. Hiszpan wyprzedził kilku zawodników na torze, ale pod koniec wyścigu twarda mieszanka przestała działać. Kilka kółek przed metą utracił 9. pozycję i wypadł poza punkty.

W kwalifikacjach zawiódł zespół Racing Point. Dobra prędkość na prostych miała pomóc ich kierowcom przebrnąć chociaż przez Q1. Tak się jednak nie stało. Lance Stroll musiał korzystać ze starego silnika, po tym jak w trzecim treningu awarii uległa nowa jednostka, co z pewnością utrudniło mu zadanie. Sergio Perez siódmy raz z rzędu był szybszy od swojego młodszego kolegi.

Tempo wyścigowe Racing Point okazało się daleko lepsze od kwalifikacyjnego. Obaj kierowcy zyskali po kilka pozycji na starcie, ale strategia wybrana dla Strolla dała lepsze efekty. Twarda mieszanka pozwoliła przejechać 45 okrążeń, i to tempem zbliżonym do Renault. Po zmianie opon Lance był dziesiąty, a tuż przed końcem wyprzedził jeszcze Sainza. To prawdopodobnie jeden z lepszych wyścigów w karierze Kanadyjczyka. Jeśli utrzymałby taką dyspozycję oraz poprawił się w kwalifikacjach, wstrzymałoby to krytyków. Niestety, w tym sezonie forma Lance’a ulega dużym wahaniom. Nieco mniej szczęścia w Montrealu miał Perez, który tracił czas za wolniejszymi kierowcami po pit stopie na 11. okrążeniu. Zaliczył kilka ładnych manewrów wyprzedzania, a na mecie zameldował się na 12. pozycji. To był niezły wyścig Meksykanina, miał mniej szczęścia i gorszą strategię niż młodszy kolega.

W walce o małe punkty liczyło się jeszcze Toro Rosso. Tempo w kwalifikacjach było przeciętne, co pokazuje, że silnik Hondy jest obecnie najsłabszy pod kątem mocy. Obaj kierowcy odpadli w Q2, ale kary dla szybszych zawodników umożliwiły Daniiłowi start z 10., a Alexandrowi z 13. pola.

Po rozpoczęciu rywalizacji o punkty walczyć mógł tylko Kwiat, ponieważ Albon stracił przednie skrzydło na skutek kontaktu z Antonio Giovinazzim na dojeździe do zakrętu nr 1. Pozostaje stwierdzić, że był to po prostu incydent wyścigowy, jednak Taj już wtedy stracił szanse na dobry rezultat. Nie miał najlepszego tempa wskutek uszkodzeń, więc z dalszej jazdy zrezygnowano na 59. okrążeniu. Daniił Kwiat utrzymał pozycję po starcie i prezentował się solidnie. Strategia nie była optymalna, przez co spadł za Strolla, ale po zmianie opon wyprzedził kilku kierowców, a tuż przed końcem wyścigu w znakomitym stylu znalazł się przed Carlosem Sainzem na dojeździe do pierwszego zakrętu. Pozwoliło to ukończyć na 10. miejscu

Rozczarowania weekendu

 

Niewiele zostało z formy, którą Alfa Romeo prezentowała w pierwszych GP tego sezonu. Wydawało się, że ich pakiet aerodynamiczny charakteryzuje się niskim oporem, jednak tak istotne na torze w Kanadzie prędkości na prostych nie były imponujące. Kimi Raikkonen odpadł już w Q1 i przyszło mu startować z 16. pola. Lepszy okazał się Antonio Giovinazzi – zagwarantował sobie 12. pole.

Raikkonen zaliczył na tyle słaby start, że musiał ominąć go znajdujący się za nim Russell. Był zmuszony zjechać na wczesny pit stop, a założone wtedy twarde opony nie chciały wytrzymać do końca. Zaszła konieczność wykonania dodatkowego zjazdu i zaowocowało to dopiero 15. miejscem na mecie. Kolejny raz nie zachwycił Giovinazzi – na początku został wyprzedzony przez Pereza, a na 27. okrążeniu popełnił fatalny błąd, obracając się w zakręcie nr 1, na czym stracił około 10 sekund i pozycję. Włoch, podobnie jak Lance Stroll, wyścig rozpoczął na twardych oponach. Gdyby nie przeciętna jazda, mógłby znaleźć się blisko punktów, a tak skończył na 13. miejscu. Przed zespołowym partnerem dojechał tylko dlatego, że ten musiał drugi raz odwiedzić boksy. Antonio jest chyba najbardziej rozczarowującym kierowcą w tym sezonie. Wcześniej o to miano konkurował ze wspomnianym wyżej Kanadyjczykiem, jednak Stroll, w przeciwieństwie do Włocha, miewa przebłyski wysokiej formy. Jeżeli Giovinazzi nie poprawi się przy okazji kolejnych występów, jego przyszłość w Formule 1 widzę w ponurych barwach.

Bolidy zespołu Haas znów były szybkie w kwalifikacjach, choć pozycje startowe tego nie pokazują. Na ostatnim okrążeniu w Q2 koło Ściany Mistrzów przeszarżował Kevin Magnussen – zahaczył o nią i rozbił swój pojazd. Wywołana tym czerwona flaga nie pozwoliła na dokończenie jedynego szybkiego kółka Romainowi Grosjeanowi. Wściekły Francuz lamentował przez radio nad swoim niesamowitym pechem, nie pytając nawet o zdrowie zespołowego kolegi. Kolizja Magnussena była na tyle poważna, że mechanicy Haasa musieli odbudować samochód w oparciu o nowy monokok, co oznaczało start z alei serwisowej.

Rozpoczynający z 14. pola Grosjean słabo wystartował, ale konieczność wyrzucenia z kokpitu odłamków bolidu Toro Rosso spowodowała utratę kolejnych pozycji. Romain nie dysponował najlepszym tempem – chyba tylko pojazdy Alfy Romeo i Williamsa były od niego wolniejsze. Wygląda na to, iż po nieco lepszych weekendach w Barcelonie i Monako, wróciły problemy z zarządzaniem oponami w wyścigu. Bardzo słabo radził sobie Magnussen – przez radio stwierdził, że nigdy nie jechało mu się gorzej. Prawdopodobnie przyczyną był nieoptymalnie złożony bolid po sobotniej kraksie, jednak Duńczyk może winić wyłącznie siebie – to on popełnił skutkujący wypadkiem błąd. Zakończył dopiero na 17. miejscu.

GP Kanady zweryfikowało rzekomo poprawiającą się formę Williamsa. Tym razem specyfika toru nie dawała możliwości utrzymywania rywali za sobą. Strata w kwalifikacjach była ogromna, choć za reprezentatywny uznaję tylko czas osiągnięty przez George’a Russella, ponieważ Robert Kubica zmagał się z nierówno hamującym bolidem. Trochę to dziwne, że problem nie występował w Monako, natomiast znów powrócił w Montrealu. Po szerszą analizę oczywiście odsyłam do artykułów Mateusza.

Jaromir Wojakowicz

Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Archiwum

Najnowsze wpisy

Tego dnia w F1 - 23 września

Peter Revson wygrywa GP Kanady. To jego 2. i ostatnie zwycięstwo w karierze. Po raz 2. i ostatni na podium staje Jackie Oliver. Revson zalicza również ostatnie z 8. podiów, a Emerson Fittipaldi staje na podium po raz 20. Ostatni raz w F1 startują Francois Cevert oraz Jackie Stewart. Było to 50. GP dla zespołu March.

Urodził się RObert Doornbos (11 startów).

Nigel Mansell triumfuje w GP Portugalii.

Potwierdzają się informacje, że Robert Kubica miał umowę z Ferrari na starty w 2012 roku. Robert kontynuuje ciężką pracę, ćwicząc 2-3 razy dziennie.

Sebastian Vettel wygrywa w GP Singapuru. Pierwszy raz najszybsze okrążenie wyścigu wykręca Nico Hulkenberg. Było to 50. grand prix zespołu HRT.

„Kimi nie był Robertem Kubicą, a Robert nie był Fernando Alonso czy Lewisem Hamiltonem, ale istnieją dobrzy kierowcy na rynku” – mówi Gerard Lopez, współwłaściciel Lotus Renault.