Valtteri Bottas

Podsumowanie GP Monako – te ulice rządzą się swoimi prawami

Nie jestem zwolennikiem toru w Monako, jednak tegoroczny wyścig pozytywnie mnie zaskoczył. Dostarczył zarówno argumentów za, jak i przeciwko utrzymywaniu tego obiektu w kalendarzu Formuły 1. Manewrów wyprzedzania było jak zwykle mało, ale dużych emocji dostarczyła rozgrywka strategiczna, zwłaszcza w momencie wyjazdu samochodu bezpieczeństwa, który mocno zaszkodził jednym kierowcom, a pomógł drugim. Nareszcie doszło do przełamania pozytywnej passy dubletów Mercedesa i negatywnej Williamsa.

Hamilton nie powinien był wygrać tego wyścigu

 

Tytuł tej sekcji może brzmieć kontrowersyjnie, jednak tegoroczne zwycięstwo Lewisa Hamiltona uważam za koronny argument przeciwko obecności toru w Monako w kalendarzu. Brytyjczyk pojechał dobre kwalifikacje i pokonał dysponującego wcześniej lepszym tempem Valtteriego Bottasa w walce o pole position. Kierowcy utrzymali swoje pozycje po starcie – trzeba pochwalić Fina za dobry początek i pozostanie na drugim miejscu, co często jest bardzo trudne ze względu na położenie tego pola poza linią wyścigową. Na 11. okrążeniu obaj zawodnicy zjechali po nowe ogumienie na skutek pojawienia się na torze samochodu bezpieczeństwa.

Valtteri przez chwilę spowalniał jadących za nim kierowców, by ułatwić mechanikom Mercedesa podwójną zmianę opon, ale mimo to czas pit stopu Bottasa był wolniejszy o te kilka dziesiątych, przez które wyjechał centymetry za Verstappenem. Kolizja z Holendrem w alei serwisowej spowodowała, że Fin zameldował się w boksach jeszcze raz i założono mu twardą mieszankę. W przypadku Hamiltona Mercedes chyba pierwszy raz w tym sezonie popełnił błąd strategiczny – wytrzymałość średnich opon okazała się zbyt mała, a Brytyjczyk musiał dojechać do nich do mety, jeśli myślał o zwycięstwie. Dbał o nie tak intensywnie, że podróżował prawdopodobnie o 2-4 s wolniej, niż mógłby na twardej mieszance. Brak możliwości wyprzedzenia tak powolnego lidera moim zdaniem bardzo wyraźnie wskazuje, iż tor w Monako nie jest zbyt dobry dla współczesnych bolidów Formuły 1 (podobnie zresztą było w 2018 roku).

Nie mogę się przy tym oprzeć stwierdzeniu, że dramatyczne komunikaty Lewisa o jeszcze bardziej dramatycznym stanie opon służą bardziej budowaniu własnej legendy, niż rzeczowej komunikacji z inżynierem wyścigowym. Niemniej należy powiedzieć o jeździe Brytyjczyka, że była bardzo dobra i bezbłędna, jak na taki stan ogumienia. Linia przejazdu, którą obierał, uniemożliwiała podjęcie próby wyprzedzania. Ostatecznie Hamilton wygrał, a Bottas osiągnął najniższy stopień podium dzięki karze dla Verstappena. Jest to najlepszy rezultat Fina w Monako, jednak z pewnością może czuć się rozczarowany, tym bardziej że, jak sam mówił, było pole do poprawy w kwalifikacjach – mógł rozpocząć ten wyścig przed Lewisem.

Ferrari podczas weekendu w Monako uczyniło to, do czego już nas przyzwyczaiło – popełniło fatalny błąd, przez który Charles Leclerc swoją przygodę z kwalifikacjami zakończył już w Q1. Sebastian Vettel wykonał okrążenie na miarę 4. pola startowego, ale niewykluczone, że mógł się poprawić. Przeszkodziła mu w tym banda, o którą zahaczył, psując ostatnie kółko kwalifikacyjne. Sam wyścig Niemca musiał być bardzo nudny. Po perypetiach Bottasa w alei serwisowej jechał cały czas na 3. miejscu, a dzięki karze dla Verstappena zakończył rywalizację na drugim stopniu podium. Dużo pecha podczas swojego domowego GP miał Leclerc. Na starcie zyskał jedną pozycję, a na 2. okrążeniu wyprzedził Lando Norrisa w słynnym nawrocie pod Grand Hotel. Niedługo później popisał się efektownym manewrem na Grosjeanie w zakręcie La Rascasse. Ta sama sztuczka nie podziałała już jednak przeciwko Nico Hulkenbergowi.

Jej skutki okazały się opłakane, bowiem młody Monakijczyk musiał przejechać całe okrążenie z przebitą oponą, czego skutkiem była zdewastowana podłoga w jego samochodzie i konieczność wycofania z rywalizacji. Pozostawione na torze części bolidu Ferrari spowodowały neutralizację. Moim zdaniem ten wyścig pokazał, że Leclercowi wciąż brakuje nieco doświadczenia. Choć tak naprawdę z drugiej strony nie miał nic do stracenia i musiał naciskać, jeśli marzył o zdobyczy punktowej. W osobnym artykule, który ukaże się na dniach, opowiem nieco więcej, co myślę o obecności Charles’a w Ferrari.

Wielu liczyło na to, że Max Verstappen w kwalifikacjach rzuci rękawicę Mercedesowi, ale ostatecznie musiał się zadowolić 3. polem startowym. Pierre Gasly tradycyjnie odstawał i nie wykorzystał okazji do wyprzedzenia Vettela w Q3. Ponadto w fatalny sposób przyblokował Grosjeana, za co został karnie przesunięty na starcie, rozpoczynał więc z 8. miejsca. Verstappen dobrze zaczął wyścig i zachował się bardzo przytomnie, odpuszczając w pierwszym zakręcie. Utrzymywał swoją pozycję, jednak kiedy wraz z całą czołówką zjechał po nowe opony wskutek pojawienia się na torze samochodu bezpieczeństwa, doszło do bardzo interesującej sytuacji. Max został wypuszczony ze stanowiska serwisowego koło w koło z Bottasem i w tym momencie wypaczył wyniki wyścigu, pozbawiając Mercedesa kolejnego dubletu. Mechanicy Red Bulla znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, gdyby bowiem nie wypuścili Holendra, to straciłby on miejsce na rzecz Vettela.

Nie usprawiedliwia to jego zachowania – skręcenia w Valtteriego i zepchnięcia go na bandę. W alei serwisowej było wystarczająco dużo przestrzeni dla obu kierowców. Z komunikatu sędziów wynika, że właśnie za to przewinienie, a nie za przedwczesne wypuszczenie ze stanowiska serwisowego, Verstappen dostał 5 s kary, która spowodowała zakończenie rywalizacji na 4. miejscu. Nie poprawiło to jednak sytuacji Bottasa – przez wspomniany incydent musiał wykonać dodatkowy postój. Holender miał szansę, by całkowicie zneutralizować wpływ kary na swój rezultat, jeśli tylko potrafiłby wyprzedzić Lewisa Hamiltona, korzystając z źle dobranych opon w bolidzie Mercedesa. Próbę podjął dopiero na 76. okrążeniu, ale uważam, że była ona głupia i niepotrzebna, ponieważ prawdopodobnie Max i tak nie zdążyłby już zbudować ponad 5-sekundowej przewagi. Doszło do kontaktu, który mógłby mieć opłakane skutki, gdyby kierowcy mieli więcej pecha. Moim zdaniem nie był to najlepszy wyścig Verstappena.

Do tego momentu sezonu Max nie wzbudzał wątpliwości, że nauczył się jeździć z chłodną głową. Mam nadzieję, że miał miejsce tylko wypadek przy pracy. Przechodząc do Pierre’a Gasly’ego – Francuz dobrze wystartował i wyprzedził Daniiła Kwiata, a następnie zyskał pozycję na zjeździe dwóch kierowców przed nim po nowe opony w czasie neutralizacji. W dalszej części wyścigu prezentował mocno przeciętne tempo i zbliżał się do czołówki bardzo powoli, mimo że Lewis Hamilton wstrzymywał stawkę. Bezpieczna przewaga nad następnym zawodnikiem pozwoliła mu na drugą wizytę w alei serwisowej i zdobycie dodatkowego punktu za najszybsze okrążenie.

McLaren powyżej oczekiwań, Toro Rosso nareszcie na ich miarę

 

Bolid McLarena nie miał w ten weekend najlepszego tempa – i to wcale nie poprawiło się w wyścigu. Jednak znakomitą pracę wykonał Carlos Sainz, zdobywając 9. pole, z którego świetnie wystartował i efektownie wyprzedził Daniiła Kwiata w zakręcie Massenet. Nieco gorzej wiodło się rozpoczynającemu z 12. miejsca Lando Norrisowi – na początku minęli go Romain Grosjean i Charles Leclerc. Brytyjczyk dysponował bardzo słabą szybkością na średnich oponach. Nie zmienił ich, gdy na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa, i spowalniał jadących za nim kierowców. McLaren świetnie wykorzystał to strategicznie – kiedy wezwano Sainza na wymianę ogumienia, wyjechał on przed swoim zespołowym kolegą, tym samym zyskując dwie pozycje kosztem Ricciardo i Magnussena, którzy po nowe ogumienie udali się wcześniej. Hiszpan na świeżej średniej mieszance mocno przyspieszył, dzięki czemu nie został podcięty przez zawodników Toro Rosso.

W dalszej części wyścigu był od nich wolniejszy, ale natura toru pozwoliła mu dowieźć znakomite 6. miejsce do mety. Rozczarowany zakończeniem rywalizacji na 11. pozycji na pewno jest Lando Norris. Zyskał nieco na strategii, bo jego tempo okazało się niezadowalające. Gwiazda najmłodszego kierowcy w stawce nieco przygasła – to było drugie GP z rzędu, kiedy Brytyjczyk pojechał dużo słabiej od bardziej doświadczonego hiszpańskiego kolegi. Tymczasem Carlos Sainz wysunął się na najwyższą lokatę w tzw. Formule 1.5, mimo że fatalnie zakończył pierwsze trzy GP w sezonie. Będę pozytywnie zaskoczony, jeśli tak dobrą formę utrzyma aż do końca.

W czasie weekendowego wyścigu w Monako prawie nic nie zawiodło w zespole Toro Rosso. Obaj kierowcy pojechali na miarę możliwości samochodu, który w tym roku pozytywnie zaskakuje swoimi osiągami. Zastanawiałem się, w czym tkwi sekret ekipy z Faenzy, skoro ich koncepcja aerodynamiczna jest zbliżona do tej z Ferrari i Alfy Romeo, obecnie raczej uznawanej za mniej wydajną. Przypuszczam, że może to zasługa dobrego zawieszenia – tylne zapożyczyli z bolidu Red Bulla, natomiast przednie bardzo podobne do rozwiązań tego zespołu. Daniił Kwiat trzeci raz z rzędu znalazł się w Q3, a po karze dla Gasly’ego wystartował z 7. pola. Z kolei Alexander Albon w Q3 był najwolniejszy. Kwiat zaliczył niezbyt dobre pierwsze okrążenie, które jest kluczowe na torze w Monako. Dał się bowiem wyprzedzić Pierre’owi Gasly’emu i Carlosowi Sainzowi. Z kolei dwie pozycje zyskał dzięki pit stopom Ricciardo i Magnussena. Na postojach tych dwóch kierowców zyskał także Albon. Nie powiodła się próba podcięcia wcześniej wspomnianego Hiszpana – Daniiłowi zabrakło może sekundy. Ostatecznie obaj zawodnicy dowieźli do mety solidne punkty, zajmując odpowiednio 7. i 8. miejsce. Mimo to trzeba powiedzieć, że nie zmaksymalizowali wyniku – Daniił Kwiat może czuć się zawiedziony słabym startem, ponieważ istniała szansa dojechania nawet na 5. pozycji. Na pochwałę zasługują stratedzy Toro Rosso – nie ściągając swoich kierowców do boksów w czasie neutralizacji, uchronili ich przed powolną jazdą za Lando Norrisem.

Z pewnością rozczarowany wynikami GP Monako może być zespół Renault. Daniel Ricciardo, znany ze świetnej jazdy po tym ulicznym obiekcie, zajął w kwalifikacjach wysokie 7. miejsce. Rozpoczął wyżej ze względu na karę dla Gasly’ego, a na starcie wyprzedził Kevina Magnussena. Bardzo niepokoiło mnie jednak tempo Australijczyka po tym manewrze – tracił średnio aż 3 s na okrążenie do jadącego na 4. pozycji Sebastiana Vettela! Trudno powiedzieć, z czego to wynikało, być może z oszczędzania opon w związku z planem jazdy na jeden pit stop, ale wyglądało niepokojąco. Gdy na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, stratedzy zespołu z Enstone podjęli decyzję, która okazała się niefortunna. Ricciardo wylądował w boksach w celu założenia nowych średnich opon i stracił na tym, że wielu kierowców jadących za nim, tego nie uczyniło. Utknął więc w korku najpierw za Lando Norrisem, a później za Kimim Raikkonenem.

Kiedy znów miał przed sobą czysty tor, prezentował dobre tempo i zbliżał się do grupki, która podążała za Carlosem Sainzem. Dzięki temu zyskał jedną pozycję kosztem ukaranego Romaina Grosjeana i ostatecznie zajął 9. miejsce i należy uznać to za rozczarowanie. Warto odnotować fakt, że Daniel Ricciardo przejechał na średniej mieszance tyle samo okrążeń, co Lewis Hamilton, przez długi czas jadąc za innymi kierowcami. Nie sprzyjało to oszczędzaniu ogumienia, a i tak później był w stanie przemieszczać się w lepszym tempie niż lider wyścigu. Moim zdaniem wyraźnie świadczy to o tym, że zwycięzca GP Monako wcale nie wykonał tak dobrej pracy, jak przedstawiał to on sam i wielu komentatorów. Równie dużo pecha miał Nico Hulkenberg. Rywalizację rozpoczął z 11. pola i na tej pozycji został po starcie. Wskutek optymistycznego ataku Charles’a Leclerca zjechał do boksu już na 9. okrążeniu po twarde opony, na czym stracił bardzo dużo, ponieważ po chwili na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa.

W tym momencie Niemiec miał już w zasadzie po wyścigu. W dalszej fazie rywalizacji prezentował dobrą prędkość, w zasadzie porównywalną do swojego kolegi z ekipy i ostatecznie zajął 13. miejsce. Renault w tym sezonie zawodzi, a przecież ten zespół powinien walczyć o wyższe cele niż tylko przewodzenie w środku stawki. Obecnie nawet tego nie udaje im się osiągnąć, miejmy jednak nadzieję, że pomogą zapowiedziane na GP Francji duże poprawki.

Bardziej rozczarowany od Renault może być chyba tylko Haas. Obaj kierowcy tej ekipy mieli dobre tempo w treningach. Kevin Magnussen przełożył je na świetny wynik w kwalifikacjach, a kara dla Gasly’ego pozwoliła mu wystartować z 5. pola. Więcej pecha miał przyblokowany przez Francuza w Q2 Romain Grosjean. Gdyby nie to, prawdopodobnie zagościłby w Q3, a tak to musiał zadowolić się 13. polem startowym. W pierwszym zakręcie Magnussen został wyprzedzony przez Ricciardo, a później padł ofiarą takiej samej strategii. Nie radził sobie tak dobrze jak Australijczyk i w przeciwieństwie do niego utknął za Lando Norrisem po pit stopie Brytyjczyka. Pod koniec wyścigu, broniąc się przed Sergio Perezem, ściął szykanę i został ukarany doliczeniem 5 s do ostatecznego rezultatu, co spowodowało spadek na 14. miejsce.

Duńczyk może być rozczarowany, że nie wziął przykładu z Daniela Ricciardo i nie dały rady w żadnym stopniu odratować wyścigu. Bardzo dobrze w Monako pojechał Romain Grosjean, jednak przez głupi błąd nie zmaksymalizował swojej zdobyczy punktowej. Na początku wyprzedził Norrisa, ale później dał się zaskoczyć Leclercowi. Wykonał imponująco długi przejazd na miękkich oponach, i to dobrym tempem. Po nowe ogumienie zjechał dopiero na 50. okrążeniu. Przy opuszczaniu alei serwisowej popełnił głupi błąd, przekraczając linię, za co otrzymał karę 5 s. Jazda w korku za Carlosem Sainzem uniemożliwiła mu ucieczkę przed Ricciardo, zajął więc 10. miejsce.

Czy Racing Point i Alfa Romeo wypadły już ze środka stawki?

 

Drugi z rzędu rozczarowujący wyścig ma za sobą ekipa Racing Point. Wygląda na to, że nie pomogły poprawki, w tym nowe przednie zawieszenie, z którego inżynierowie zespołu zrezygnowali po czwartkowych treningach. Pamiętajmy natomiast o specyfice obiektu w Monako, który był kolejnym niezbyt dobrze pasującym do charakterystyki różowego bolidu i niewykluczone, że w Kanadzie pokażą lepsze tempo. Na torze w Monte Carlo ani Sergio Perez, ani Lance Stroll nie przebrnęli przez Q1. Kanadyjczyk rozpoczynał za Meksykaninem, ale wyprzedził go na starcie. Obaj kierowcy znaleźli się także przed Kimim Raikkonenem. Zespół postanowił rozdzielić strategie i w czasie neutralizacji tylko Perez zmienił opony. Stroll stracił na pozostaniu na torze, dostał także 5 s kary za ścięcie szykany i dojechał na 16. miejscu. Jego zespołowy kolega był 12. dzięki karze dla Magnussena.

Bardzo dobrze w treningach prezentowali się zawodnicy Alfy Romeo. Słowa Antonio Giovinazziego, jakoby celem było Q3, nie sprawiały wrażenia rzuconych na wiatr. Rzeczywistość zweryfikowały kwalifikacje, w których kierowcy zespołu z Hinwil poprawili nieznacznie czasy z trzeciego treningu. Co prawda weszli do Q2, ale tam zajęli ostatnie miejsca. Giovinazzi został jeszcze przesunięty o trzy pozycje na starcie za zablokowanie Hulkenberga. Jeszcze bardziej bolesny dla Alfy Romeo okazał się wyścig, gdzie ich kierowcy byli najgorsi spośród wszystkich zespołów. Słabo rozpoczął Kimi Raikkonen, który stracił aż trzy lokaty i jeszcze uszkodził przednie skrzydło swojego bolidu wskutek kontaktu ze Strollem. Fin podróżował bardzo długo na miękkich oponach, jednak pod koniec jego tempo bardzo spadło. Zjechał po średnią mieszankę dopiero na 46. okrążeniu i przez resztę dystansu dysponował gorszym tempem niż jadący przed nim Russell i Stroll. Był to zdecydowanie nieudany jubileuszowy 300. wyścig Raikkonena, choć dla niego to tylko liczba. Chyba jeszcze gorzej radził sobie Antonio Giovinazzi. Włoch stracił jedną pozycję na starcie wskutek dziwnej niestabilności samochodu. Wyjątkowo głupie zachowanie na 15. okrążeniu w postaci próby wciśnięcia się przed Roberta Kubicę w zakręcie La Rascasse nie mogło mieć szczęśliwego zakończenia. Ten manewr nie miał najmniejszych szans powodzenia w tamtej sytuacji. Giovinazzi tylko zrujnował wyścig Polaka i swój. Otrzymał także zasłużone 10 s kary, a do mety dojechał na ostatnim 19. miejscu. W odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule tej sekcji – moim zdaniem Racing Point i Alfa Romeo nie wypadły ze środka stawki. Prawdopodobnie charakterystyka bolidów tych ekip jest nieuniwersalna i nie sprawdza się na niektórych torach. Mam nadzieję, że będą w stanie powrócić do walki o punkty w kolejnych odsłonach tego sezonu.

Szokująco blisko Racing Point i Alfy Romeo w czasie wyścigu w Monako plasował się Williams. Nie sądzę jednak, by oznaczało to jakiś spektakularny wzrost formy brytyjskiej ekipy – bardziej oddają ją rezultaty z kwalifikacji, w których George Russel i Robert Kubica znaleźli się na dwóch ostatnich miejscach z wcale niemałą stratą, mimo że przejechali świetne okrążenia. Duże kontrowersje wzbudziła strategia Williamsa. Dobry obraz na to, ile mógł stracić przez nią Robert Kubica oddaje porównanie rezultatów Sergio Pereza i Lance’a Strolla, bowiem także w Racing Point w czasie neutralizacji do boksu ściągnięto kierowcę jadącego na odleglejszej pozycji. Ze stenogramów Mateusza dowiecie się m.in. że George Russel wręcz wymusił pit stop na swojej ekipie. Moim zdaniem pokazuje to problem Williamsa z szybkim podejmowaniem decyzji strategicznych i jest to kolejny element, który źle funkcjonuje w tym zespole, tymczasem tak naprawdę powinni wykonać podwójną zmianę opon w tamtym momencie. Na koniec trzeba zaznaczyć – obaj zawodnicy Williamsa prezentowali znakomite tempo wyścigowe, jak na możliwości swoich bolidów. Szkoda, że tylko jeden otrzymał za to nagrodę w postaci dobrego miejsca na koniec – Russell dojechał na 15. lokacie, zaś Kubica na 18.

Jaromir Wojakowicz

Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Archiwum

Najnowsze wpisy

Tego dnia w F1 - 14 lutego

Urodził się Ronnie Peterson, wicemistrz świata z sezonów 1971 i 1978 (123 starty, 10 zwycięstw, 14 pole positions, 26 podiów).