2019 Spanish Grand Prix, Sunday - LAT Images

Podsumowanie GP Hiszpanii – prawie wszystko po staremu

Wyścig na torze Barcelona-Catalunya był powtórką tego, co w tym sezonie już, częściej lub rzadziej, się zdarzało: piąty dublet Mercedesa, przegranie wyścigu przez kierowcę startującego z pole position tuż po starcie, komedia pomyłek strategicznych w wykonaniu Ferrari i ich wykorzystanie przez Maxa Verstappena.

W mojej pamięci w szczególności zapadł restart po zjeździe samochodu bezpieczeństwa na 52. okrążeniu. Mogliśmy wtedy obserwować sporo walki – zjawiska nietypowego na torze pod Barceloną. Uważam, że ten fragment wyścigu uwidocznił problemy współczesnej Formuły 1, kiedy bowiem bolidy stały się lżejsze dzięki mniejszej ilości paliwa, a kierowcy nie musieli tak dbać o zmienione w czasie neutralizacji opony, wyprzedanie stało się możliwe nawet na tak niesprzyjającym temu torze. Wyjazd samochodu bezpieczeństwa niestety zburzył nam interesującą rozgrywkę strategiczną między kierowcami jadącymi na dwa i na jeden pit stop, bowiem ci drudzy (z wyjątkiem Nico Hulkenberga) wykonali po dodatkowej zmianie opon.

Przewaga Mercedesa tylko rośnie

 

Valtteri Bottas trzeci raz z rzędu startował z pole position i trzeci raz taki start przegrał. Tym razem jednak długi dojazd do pierwszego zakrętu uniemożliwił mu utrzymanie pozycji i nie nastąpiła powtórka z GP Azerbejdżanu – to Lewis Hamilton prowadził od startu do mety. Po wyścigu Fin narzekał na zachowanie sprzęgła podczas startu, co przywodzi mi na myśl wydarzenia sprzed paru lat w zespole należącym do pewnego potentata na rynku napojów energetycznych, jednak powstrzymam się na tym etapie sezonu od kreślenia jakichś teorii spiskowych. Niewiele zabrakło, by Valtteri stracił miejsce także na rzecz Sebastiana Vettela, jednak błąd Niemca na dohamowaniu oraz doskonała kontrola nad niestabilnym samochodem w drugim zakręcie w wykonaniu Fina pozwoliły mu utrzymać się na drugiej pozycji. Sytuacja na starcie nie zmienia jednak tego, że na dystansie wyścigowym Bottas był po prostu wolniejszy od Hamiltona i ani razu nie zbliżył się na tyle, by móc spróbować ataku, co zastanawia o tyle, że przed wyścigiem to przecież Fin lepiej radził sobie na torze w Montmelo. Warto odnotować, że bliźniaczo podobnie te aspekty kształtowały się miesiąc temu w Szanghaju – najwyraźniej mocną stroną Lewisa Hamiltona jest to, że wykonuje duży postęp na przestrzeni weekendu wyścigowego. Srebrne Strzały dowiozły do mety piąty już dublet, a przewaga niemieckiego zespołu nad resztą stawki okazała się jeszcze większa niż w poprzednich wyścigach, co nie nastraja pozytywnie przed dalszą częścią sezonu. Mercedes, tak jak i w poprzednich latach, potrafi wykonać poprawki, które robią sporą różnicę.

Najgorsze przepowiednie się spełniły i nadzieje pokładane w przywiezionych przez Ferrari na GP Hiszpanii poprawkach zostały zawiedzione. Weekend pod Barceloną miał być przełamaniem dla włoskiej stajni i wielu ekspertów podkreślało, że jeśli teraz nie uda się pokonać Mercedesa, to Ferrari może powoli zapominać o walce o mistrzostwo. Moim zdaniem czerwony bolid jest po prostu zupełnie nieuniwersalny w porównaniu do konkurencyjnych konstrukcji. Przewaga na prostych jest z dużą nawiązką tracona na wolnych zakrętach – taka konfiguracja samochodu nie daje nadziei na liczne szanse na zwycięstwa w pozostałych wyścigach w sezonie. Niewykluczone, że Ferrari będzie musiało zmienić koncepcję aerodynamiczną, jeśli myślą o zbliżeniu się do Mercedesa. Ich kondycja finansowa na to pozwala i byłoby to pożądane także pod kątem sezonu 2020, o ile obecne rozwiązania rzeczywiście okazały się ślepą uliczką. Jednak wyścig w Barcelonie kolejny już raz przypomniał nam, że w Ferrari zawodzi nie tylko samochód, ale także strategia. Nieumiejętne nią zarządzanie spowodowało, że ani Sebastian Vettel, ani Charles Leclerc nie zameldowali się na podium. Przewaga Mercedesa w kwalifikacjach była druzgocąca, zwłaszcza w trzecim sektorze, charakteryzującym się licznymi wolnymi zakrętami, a młody Monakijczyk został w nich pokonany także przez Verstappena, prawdopodobnie w wyniku uszkodzenia podłogi w Q2. Na starcie nie popisał się Niemiec i zblokował prawe przednie koło do pierwszego zakrętu – możliwe, że mógł znaleźć się przed Valtterim Bottasem, a wylądował za Maxem Verstappenem, będąc zmuszonym kontynuować jazdę ze spłaszczoną oponą, co okazało się jeszcze bardziej kosztowne, ponieważ trzeba było przyspieszyć pit stop Sebastiana. Wykluczyło to możliwość zastosowania strategii jednego postoju. Tuż za Vettelem przez długi czas jechał Leclerc, tracąc czas i przegrzewając opony – Ferrari zdecydowało o zamianie pozycji dopiero na 12. okrążeniu, a więc o wiele za późno. Do podobnej sytuacji doszło po serii pit stopów, kiedy to Sebastian jechał na średniej mieszance, a Charles na twardej. Aż przez 9 kółek Monakijczyk spowalniał Niemca, a pozycje zamieniono na 36. okrążeniu tylko po to, by cztery okrążenia później Vettel zjechał po kolejne średnie opony. Podejmowanie tego typu decyzji trwa w Ferrari zdecydowanie zbyt długo, a kierowcy naprawdę powinni być lepiej informowani, co zamierza zespół. Mieli szansę pokonać strategicznie jadącego na dwa pit stopy Verstappena, ale obydwaj zawodnicy wzajemnie się spowalniali przez połowę wyścigu. Nie pomógł także wyjazd samochodu bezpieczeństwa i mimo równie świeżych opon kierowcy Ferrari nie byli w stanie zaatakować Holendra po zakończeniu neutralizacji. Ostatecznie Vettel dojechał na 4. miejscu, a Leclerc tuż za nim.

Zdecydowanie bardziej optymistycznie od postawy Ferrari nastawia mnie forma Red Bulla, a konkretnie jego mocniejszego ogniwa – Maxa Verstappena. Samochód ekipy z Milton Keynes ma podobną koncepcję aerodynamiczną do Mercedesa, odstając od niego delikatnie, zarówno na prostych, jak i w wolnych zakrętach. Wygląda na to, że poprawki przywiezione na GP Hiszpanii nie zmniejszyły tego dystansu, jednak były one dość skromne, więc liczę na to, że Adrian Newey dopiero sięgnie po asa w rękawie. Max Verstappen przyzwyczaił nas już do tego, że w tym sezonie wręcz masakruje Pierre’a Gasly’ego. Uczynił to w kwalifikacjach, gdzie zajął 4. miejsce, z kolei Francuz ulokował się na 6. pozycji. Podobnie stało się w wyścigu, a na trzecie miejsce Holender wspiął się już po starcie, kiedy to efektownie minął Vettela po zewnętrznej w szybkim zakręcie nr 3. Gdy na 20. okrążeniu Max zjechał po miękkie opony, wydawało się, że strategia dwóch pit stopów nie jest optymalna i trzecia pozycja może zostać utracona, jednak ostatecznie nie nastąpiło to dzięki błędom Ferrari i świetnej jeździe Verstappena. Holender w tym sezonie spisuje się znakomicie, jeździ bardzo szybko, równo i bezbłędnie. Powoli skłaniam się ku stwierdzeniu, że jeśli ktoś ma zacząć podkładać nogi kierowcom Mercedesa w drodze po mistrzostwo, to osobą tą okaże się właśnie Max. Pierre Gasly przejechał solidny wyścig, jak na swoje dotychczasowe dokonania w zespole Red Bulla. Tuż po starcie skutecznie bronił się przed Romainem Grosjeanem, a później prezentował solidne tempo na miękkich oponach. Interesujący był moment, kiedy Pierre podjął odważny atak na Leclerca po zakończeniu neutralizacji. Nie powiódł się on, a już chwilę później musiał bronić się przed Kevinem Magnussenem. Ostatecznie dojechał na 6. pozycji, będącej dla niego najwyższą możliwą, o ile nie poprawi swojego tempa lub któryś z pozostałych kierowców czołówki nie zakończy rywalizacji przedwcześnie. Nie mogę się powstrzymać od stwierdzenia, że gdyby w drugim samochodzie Red Bulla zamiast Gasly’ego wciąż jeździł Daniel Ricciardo, to ekipa ta miałaby w klasyfikacji konstruktorów więcej punktów od Ferrari. Jednak to tylko gdybanie.

Haas chwilowo (lub nie) z powrotem na czele Formuły 1.5

 

GP Hiszpanii do udanych zaliczyć może zespół Haas, jednak uważam, że ich osiągi na torze pod Barceloną jeszcze nie dowodzą tego, że poprawki okazały się skuteczne i problemy z oponami zostały rozwiązane. Tor ten jest bowiem dla opon bardzo obciążający, przez co mógł maskować kłopoty z ich dogrzewaniem. Wątpliwości te nie zmieniają jednak faktu, że na torze pod Barceloną Haas ewidentnie był czwartą siłą, choć ich przewaga w tempie kwalifikacyjnym była większa niż w wyścigowym. Romain Grosjean zakwalifikował się na 7. pozycji, przed Kevinem Magnussenem. W takiej kolejności jechali przez większość wyścigu, jednak sytuacja zmieniła się po zakończeniu neutralizacji – na prostej startowej Duńczyk wyprzedził swojego francuskiego kolegę zespołowego, a w sekwencji pierwszych zakrętów doszło do sytuacji, która stała się przyczyną utraty kolejnych pozycji przez Romaina. Moim zdaniem Magnussen zaatakował nieco zbyt agresywnie po wewnętrznej i nie zostawił zbyt dużo miejsca Grosjeanowi, który prawym przednim kołem swojego samochodu uderzył w lewe tylne bolidu drugiego kierowcy Haasa. Uważam, że Duńczyk zachował się dość samolubnie – pragnął zdobyć więcej punktów dla siebie i nie obszedł się przy tym zbyt delikatnie ze swoim zespołowym kolegą, wskutek czego ten stracił tempo i kolejne pozycje. Na 59. okrążeniu Grosjean został wyprzedzony przez Sainza, zaś na 61. przez Kwiata. Alexander Albon był później informowany przez swojego inżyniera wyścigowego, że Romain ma problemy z oponami, jednak nie wydaje mi się to prawdopodobne, skoro także on założył świeże miękkie opony w czasie neutralizacji. Przypuszczam, że to raczej mogła być kwestia chwilowej utraty pewności siebie francuskiego kierowcy, który znany jest ze swojej niezbyt mocnej psychiki. Ostatecznie zakończył on wyścig na 10. miejscu, zdobywając pierwsze w tym sezonie punkty, jednak może czuć się rozczarowany, ponieważ miał szansę zdobyć ich znacznie więcej. Kevin Magnussen dojechał na 7. pozycji, na którą zasłużył sobie szybką i agresywną jazdą, choć ten drugi czynnik akurat nie powinien był wystąpić w stosunku do zespołowego partnera.

Dość przeciętnie na torze Barcelona-Catalunya zaprezentował się zespół McLaren, który przywiózł bardzo rozbudowane poprawki. Nowe przednie skrzydło bardziej przypomina rozwiązania stosowane przez Ferrari, Alfę Romeo i Toro Rosso, choć zdaje się być nieco mniej radykalne. Żaden z kierowców zespołu z Woking, wskutek swoich błędów, nie dostał się do Q3, ale po karze dla Daniela Ricciardo z 10. pola startował Lando Norris, natomiast Carlos Sainz z 12. pozycji. Brytyjczyk zaliczył jednak bardzo słaby start, spadając dopiero na 16. miejsce, co, z racji trudności w wyprzedzaniu na torze pod Barceloną, poważnie skomplikowało mu wyścig. Norris dysponował dość przeciętnym tempem i nie był w stanie wyprzedzać jadących przed nim rywali. Jedną z prób podjął na 44. okrążeniu, a ofiarą miał być Lance Stroll. Niestety, manewr zakończył się wypadnięciem z toru i zakończeniem rywalizacji dla obu zawodników. Atakujący po zewnętrznej do zakrętu nr 1 Lando był nieco zbyt optymistyczny, jednak to Stroll zakręt później pojechał tak, jakby Brytyjczyk w ogóle nie znajdował się obok niego. Dla Norrisa jest to wyścig do zapomnienia. Wyjazd samochodu bezpieczeństwa bardzo opłacił się jednak Carlosowi Sainzowi, który przed jego wyjazdem tracił już kilkanaście sekund do Alexandra Albona, natomiast wyprzedził go w czasie pit stopów. Po zakończeniu neutralizacji, wskutek udanych manewrów, udało mu się znaleźć także przed Daniiłem Kwiatem, a na 59. okrążeniu przed Romainem Grosjeanem. Ostatecznie zajęte przez Sainza 8. miejsce należy uznać za bardzo dobre, gdy weźmie się pod uwagę tempo, jakie prezentował McLaren w tym wyścigu. Było ono jednak dość niepokojące – być może poprawki nie okazały się udane, a być może to kwestia specyfiki toru.

Ekipą, która miała potencjał na większe punkty w wyścigu, było Toro Rosso. Wygląda na to, że na wysokim poziomie swoją formę ustabilizował Daniił Kwiat, któremu drugi raz z rzędu udało się dostać do Q3 i startować z 9. pola. Dwie pozycje dalej, po karze dla Ricciardo, rozpoczął Alexander Albon. Kwiat utrzymał swoje miejsce po starcie i nie odstawał tempem od kierowców Haasa. Po pit stopie na 21. okrążeniu wyjechał za Kimim Raikkonenem i chwilę później, wykorzystując nowsze opony, popisał się efektownym manewrem wyprzedzania po zewnętrznej w zakręcie nr 4, który jest dość nietypowym miejscem do zyskiwania pozycji. Na 36. okrążeniu pod koniec prostej startowej Rosjanin wyprzedził także Kevina Magnussena. Niestety, szanse na utrzymanie 8. miejsca zostały zaprzepaszczone przez mechaników Toro Rosso, którzy nie byli przygotowani na wykonanie zmiany opon w czasie neutralizacji. Daniił zbyt długo czekał przed garażem i przez to znów znalazł się za Magnussenem. Po tym, jak zjechał samochód bezpieczeństwa, Kwiat dał się także zaskoczyć Sainzowi i został przez niego wyprzedzony przed zakrętem nr 1. Ostatecznie skorzystał jeszcze na problemach Romaina Grosjeana i dojechał do mety na 9. miejscu. Moim zdaniem to był świetny wyścig Daniiła Kwiata. Rosjanin nie popełnił większych błędów i jechał bardzo szybko, a przy tym znów zaprezentował się lepiej od Alexandra Albona i być może powoli wyrasta na lidera zespołu z Faenzy. Wspomniany Taj przejechał dobry wyścig, jednak nie udało się zyskać pozycji kosztem Grosjeana na ostatnich okrążeniach, więc pozostał na 11. miejscu. Toro Rosso kolejny raz w tym sezonie dysponowało bardzo szybkim samochodem w środku stawki, jednak z innych powodów nie udało się im zdobyć dużych punktów. Mam nadzieję, iż nie będą więcej zaprzepaszczać takich szans, ponieważ zasługują na wyższe miejsce w klasyfikacji konstruktorów niż 9. Ich osiągi są o tyle interesujące, że bolidy innych zespołów o zbliżonej koncepcji aerodynamicznej na torze pod Barceloną prezentowały się słabiej niż w poprzednich wyścigach z powodu niewystarczającego docisku aerodynamicznego. W włoskim zespole takiego problemu nie było.

Zespołem, który najbardziej zawodzi w 2019 roku, pozostaje Renault. Jednak wygląda na to, że zajęte przez ich kierowców pozycje końcowe nie do końca oddają to, jakim potencjałem na torze pod Barceloną dysponował bolid francuskiej ekipy. Daniel Ricciardo przejechał świetne okrążenie w Q2, które pozwoliło mu dostać się do Q3, gdzie jednak przepadł. Po karze za wybryk z Azerbejdżanu rozpoczynał z 13. pola. W przypadku Nico Hulkenberga po błędzie w Q1 zdecydowano o starcie z alei serwisowej. Kierowcy zespołu z Enstone mają w tym sezonie duże problemy na dohamowaniach, co w zasadzie uniemożliwia Ricciardo dokonywanie charakterystycznych dla niego odważnych ataków, jednak tempo wyścigowe było niezłe i pozwalało na rywalizację strategiczną. Przez długi czas Daniel wręcz siedział na ogonie Carlosa Sainza, jednak do udanego manewru wyprzedzania doszło dopiero na 24. okrążeniu, po czym od razu obaj kierowcy zjechali po nowe opony. Do samochodu Ricciardo założono twardą mieszankę, przez co niedługo po wyjeździe z alei serwisowej został z powrotem wyprzedzony przez jadącego na średnich oponach Sainza. Strategia jednego pit stopu mogłaby zakończyć się powodzeniem, gdyby nie wyjazd samochodu bezpieczeństwa, ponieważ Australijczyk wciąż jechał w niewielkiej odległości za Hiszpanem. Wezwanie na dodatkową zmianę opon w gorszym momencie spowodowało, że po restarcie Daniel znalazł się kilka pozycji za Sainzem i ostatecznie zakończył wyścig na 12. miejscu. Swoich mechaników tylko raz odwiedził Nico Hulkenberg, który wykonał imponująco długie stinty na średnich i miękkich oponach. Dzięki temu dojechał na 13. pozycji, którą należy uznać za przyzwoity rezultat, gdy weźmie się pod uwagę, gdzie startował. Także jemu nie pomógł wyjazd samochodu bezpieczeństwa. Wydaje mi się, że szybkość bolidów Renault wskazuje na możliwość powrotu tego zespołu do walki o 4. miejsce w klasyfikacji konstruktorów, o ile uda się rozwiązać poważne problemy z hamulcami, a i niezawodność nie będzie sprawiała więcej problemów.

Rozczarowania tymczasowe i permanentne

 

Dwa zespoły podczas GP Hiszpanii były jedynie cieniem samych siebie z poprzednich wyścigów. Pierwszym z nich był Racing Point, który przywiózł poprawki do swojego bolidu, jednak najwyraźniej nie dały one rezultatów na torze pod Barceloną. Sergio Perez rzutem na taśmę dostał się do Q2, ale zajął tam dopiero 15. miejsce. Lance Stroll piąty raz w tym sezonie odpadł w Q1 i tym razem dane mu było startować z 16. pola. Kierowcy zespołu Lawrence’a Strolla nie byli w stanie nawiązać walki z innymi, a na 44. okrążeniu syn właściciela popełnił błąd, który nie pozwolił mu dojechać do mety. Uważam, że sędziowie słusznie po wyścigu podjęli decyzję o nieprzyznawaniu kary, ponieważ starcie z Lando Norrisem było raczej incydentem wyścigowym, jednak to Lance ostatecznie spowodował kolizję. Na neutralizacji nie skorzystał Sergio Perez, który do mety dojechał na 15. miejscu. Historycznie specyfika samochodu Racing Point była taka, że najlepiej czuł się on na torach z większą liczbą prostych odcinków, niż liczy sobie ten pod Barceloną. Myślę więc, że więc kiepskie rezultaty podczas tego weekendu jeszcze nie zwiastują problemów z walką o punkty w kolejnych wyścigach.

Drugą ekipą, której forma w Hiszpanii była rozczarowująca, okazała się Alfa Romeo. Antonio Giovinazzi w Q1 wykręcił 18. czas i z takiego pola rozpoczął wyścig, mimo kary za wymianę skrzyni biegów. Kimi Raikkonen rozpoczął z 14. miejsca, jednak na pierwszym okrążeniu wyjechał na żwir w zakręcie nr 4, przez co spadł na koniec stawki. O słabości bolidu Alfy Romeo na torze Barcelona-Catalunya może świadczyć to, że po tym zdarzeniu Kimi był w stanie wyprzedzić tylko kierowców Williamsa. Jeszcze jeden manewr wyprzedzania wykonał na Sergio Perezie na 57. okrążeniu wyścigu. Zbudowana potem kilkusekundowa przewaga może dowodzić tego, że samochód Racing Point jednak był w ten weekend jeszcze wolniejszy od Alfy Romeo, podobnie jak fakt, iż Perezowi na ogonie usiadł Antonio Giovinazzi. Włoch ma za sobą bardzo słaby wyścig. Musiał wykonać wczesny pit stop, po którym wyprzedził kierowców Williamsa, jednak jego tempo na twardych oponach było bardzo słabe. Ostatecznie Raikkonen dojechał na 14. miejscu, dwie pozycje przed Giovinazzim. Wyścig w Barcelonie pokazał, że bolidowi Alfy Romeo nie odpowiada tor z dużą liczbą zakrętów. Z pewnością lepiej powinni sobie radzić na mniej krętych obiektach.

Na dwóch ostatnich miejscach tradycyjnie zagościł Williams. Także w przypadku tego zespołu możemy mówić o rozczarowaniu, ponieważ niewielka strata Georga Russella do Giovinazziego w kwalifikacjach sugerowała, że coś się poprawiło. Niestety, tempo wyścigowe zweryfikowało te nadzieje. Jadący na średnich oponach kierowcy zespołu z Grove nie byli w stanie powstrzymać korzystającego z twardej mieszanki Włocha, więc wszystko wskazuje na to, że nie zmieniło się nic albo niewiele. Smuci nas także zauważalna strata Roberta Kubicy do swojego kolegi z ekipy, jednak po szerszą analizę tego zagadnienia odsyłam oczywiście do artykułów Mateusza.

Jaromir Wojakowicz

Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Archiwum

Najnowsze wpisy

Tego dnia w F1 - 17 sierpnia

Urodził się Jimmy Davies (5 GP, 1 podium).

Stirling Moss wygrywa po raz 5. w swojej karierze, triumfując w GP Pescary. Po raz pierwszy na podium staje Harry Schell.

GP Austrii pada łupem Carlosa Reutemanna. 33. i ostatnie podium zalicza Denny Hulme. Po raz 200. na podium w F1 staje Ford Cosworth jako dostawca silników.

20. zwycięstwo w F1 odnosi Alain Prost, wygrywając GP Austrii.

Rubens Barrichello wygrywa GP Węgier. 2. miejsce Michaela Schumachera oznacza, że Ferrari zapewnia sobie 12. tytuł mistrzowski w swojej obecności w F1. Na podium stanął po raz 20. w swojej karierze Ralf Schumacher.