Rok temu w GP Bahrajnu wjechał bolidem Toro Rosso na czwartej pozycji, osiągając swój najlepszy w historii rezultat i rozpoczynając wielką fiestę wśród mechaników zespołu. O kim mowa? Pierre Gasly – dwudziestotrzyletni Francuz, który miał w Red Bullu zastąpić Daniela Ricciardo. Miał – bo jak na razie nie ma o czym mówić.
W Red Bullu, który stawia na młodych, dzieje się – oględnie mówiąc – źle. Pierre Gasly wprawdzie dostał od zespołu “zielone światło” na rozbujanie się przez pierwszą połowę seoznu, ale nikt chyba nie przypuszczał, że aż tak będzie odstawał od swojego zespołowego kolegi. 27 punktów Verstappena kontra zaledwie cztery Gasly’ego, zdobyte w Bahrajnie.
Jedyne, co “ratuje” Red Bulla przed spadkiem z podium konstruktorów to fakt, że tzw. “środek stawki” jest na tyle zagęszczony i konkurencyjny względem siebie, że pozostałe zespoły nawzajem podbierają sobie punkty – nawet, jeśli w sześciu z nich nie zdobył ich jeszcze przynajmniej jeden zawodnik. Przy 31 punktach chwilowo mogą się czuć bezpieczni, mając za plecami 10 pkt Raikkonena, po 8 Magnussena i Norrisa oraz sześć Hulkenberga. Innymi słowy – Alfa Romeo, Haas, McLaren i Renault razem wzięte dopiero są ich w stanie wyprzedzić w tabeli, i to zaledwie jednym punkcikiem.

Tyle, że właściwie tutaj kończą się pozytywy tej sytuacji. W GP Bahrajnu wprawdzie safety car uniemożliwił Verstappenowi stanięcie na podium, ale – jak (o dziwo, jak dla mnie) przyznał Holender, nie zasługiwał w tym wyścigu na wyższą lokatę niż czwarta. Jak podkreśla Christian Horner w wywiadzie dla Algemeen Dagblad, Red Bull potrzebuje “więcej szybkości”, choć zdaniem szefa zespołu “Ferrari w Bahrajnie było silne, a Mercedes miał szczęście”.
“Żeby zobaczyć, w jakim miejscu się znajdujemy, musimy zrozumieć, dlaczego Ferrari jest takie mocne. Wydaje się być zupełnie innym zespołem, tak jak Mercedes. Obecnie nie jesteśmy w stanie wyciągać maksymalnych możliwości z opon, choć kierowcy robią, co mogą. Jeśli posłuchacie ich wypowiedzi, zrozumiecie, że nie są szczęśliwi jeżdżąc tym samochodem”, mówi dalej Horner. Brzmi, jak banalny tekst pod publikę, tłumaczący, dlaczego Gasly jest w klasyfikacji tam, gdzie jest (na dziesiątej pozycji), ale prawda jest taka, że Red Bull zaczyna odstawać od czołówki i to w niewłaściwą z ich perspektywy stronę.

A najbardziej zaskakujące w tym wszystkim jest to, że zastrzeżenia nie padają wcale w kierunku silnika Hondy, któremu mnóstwo “komplementów” prawił przez lata Fernando Alonso. Nie, o wiele bardziej krytykowane jest zawieszenie i konstrukcja auta. Verstappen w wywiadzie dla Ziggo Sport narzekał na brak przyczepności z tyłu, przyznał także, że “nie mieliśmy prędkości, więc nie mogłem za bardzo atakować. Bywa, że rzeczy idą w niewłaściwym kierunku, dopóki nie zrozumiemy, w czym tkwi problem.
Jak przyznał – Red Bull jest trzecią siłą i najbliższym wyzwaniem dla zespołu jest strata jak najmniejszej liczby punktów przy jednoczesnym przywróceniu kontroli nad pojazdem. Czy 1000 wyścig Formuły 1 na torze w Szanghaju przyniesie cień nadziei dla Czerwonych Byków? Odpowiedź poznamy za dwa tygodnie. Być może przez ten czas Gasly wypije tyle Red Bulla, żeby być w stanie wykorzystać potęgę skrzydeł.
Przemysław Garczyński


