W najnowszym wydaniu magazynu F1 Racing można znaleźć obszerny artykuł dotyczący powrotu Roberta Kubicy do Formuły 1. Edd Straw pisze w nim, że Polak nigdy nie był szablonowym kierowcą i szczególnie teraz trzeba patrzeć na niego inaczej.
„Robert Kubica nigdy nie był zwykłym kierowcą Formuły 1. Nie był taki za pierwszym razem, kiedy demonstrował cechy wymagane od mistrzów świata. Tym razem też tak jest, chociaż trzeba patrzeć na niego z zupełnie innej perspektywy” – pisze Straw w najnowszym wydaniu magazynu, które dziś trafiło do polskich kiosków.
„Dokonania Kubicy w jego powrocie do F1 są właściwie niewyobrażalne. Przeszedł wiele operacji i rehabilitacji, przetrwał nieustający ból i nieuniknione psychologiczne skutki konieczności dostosowania się do nowego życia i pogodzenia się z tym, co stracił u progu przejścia do Ferrari na sezon 2012. To był mroczny okres dla człowieka, który żyje i oddycha motorsportem. Fakt, że jest w stanie jeździć autem F1 odpowiednim tempem, jest małym cudem. To, że udało mu się wrócić, jest ogromnym” – kontynuuje dziennikarz.
Zwraca on również uwagę na to, o czym mówił sam Robert – Polak nie chce podczas swojego powrotu jedynie “nabijać numerków”.
„Kubica nie jest w F1 po to, żeby zapełniać stawkę jako statysta czy po prostu usatysfakcjonować siebie zakończeniem poruszającej, osobistej podróży z powrotem do świata Grand Prix. Jest kierowcą skupionym i zdeterminowanym, który nigdy nie pozwoli sobie na zaakceptowanie faktu, że sama obecność jest wystarczająca” – pisze Straw.
Pełną wersję tekstu przeczytacie dziś na łamach F1 Racing.
Camp o kibicach
Jeżeli piszę już o słowach dziennikarzy, to warto przytoczyć wczorajszą wypowiedź na Twitterze Stephena Campa, piszącego dla motorsportweek. Odnosząc się do narzekań kibiców Williamsa na Roberta Kubicę, który otwarcie krytykuje swój bolid, napisał on: “Jak to jest, że gdy Kubica jest krytyczny wobec Williamsa, fani obrzucają go za to błotem, podczas gdy przez lata chcieli by kierowcy byli bardziej otwarci i szczerzy”?
Poniżej pozwolę sobie przytoczyć również mój wczorajszy tekst, zamieszczony na fanpage bloga, dotyczący właśnie kibicowania:
Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób może czuć się obecnie sfrustrowanych sytuacją Williamsa, w tym ja. Chcielibyśmy by ten powrót wyglądał zupełnie inaczej. Ale niestety Robert wraca w zespole przeżywającym swój największy kryzys w ponad 40-letniej historii, a co gorsza, końca nie widać.
Emocje są naturalne, podobnie jak konieczność ich uzewnętrzniania. Jeżeli zatem już ktoś “musi bo się udusi”, to zapraszam na bloga w komentarze, ewentualnie tu, ale zostawmy proszę oficjalne media społecznościowe Williamsa czy George Russella. Niestety wiem, że niektórzy ostro dają tam upust swojej frustracji. I o ile dyskusja jest czymś pożądanym i nie chcę jej ograniczać, o tyle agresja w niej, wyzwiska i ciągłe narzekania chyba nikomu nie wyjdą na dobre.
Można już przeczytać na Twitterze opinie dotyczące agresywności polskich kibiców i niezbyt przyjemnie się na to patrzy.
Z drugiej strony brytyjscy fani nie mogą odbierać Robertowi prawa do wyjaśniania sytuacji swojego zespołu i zachowania swojego bolidu. Bo gdyby tego nie robił, to jeszcze więcej osób mówiłoby, że to on nie daje rady, a nie samochód. Tymczasem niektóre profile zabraniają Kubicy “krytyki” bo niby uderza ona w interes zespołu i mogą przez nią odwrócić się do Williamsa sponsorzy. Cóż, wątpię aby uwagi kierowcy miały większe znaczenie niż 4 sekundy straty do lidera…
Robert zawsze był bezpośredni i wielu za to go ceniło. Nawet, gdy BMW Sauber zdobywało podia, on wytykał błędy, bo na tym polega jego dążenie do doskonałości.
Mimo że emocje są negatywne, warto spróbować wyważyć swoje opinie, podchodzić do spraw nieco bardziej cierpliwie i z większym spokojem. Niestety nasze nerwy nic tu nie zdziałają.


