2019 Azerbaijan Grand Prix, Sunday - LAT Images

Podsumowanie GP Azerbejdżanu – Baku spuściło z tonu

Tegoroczny wyścig na torze ulicznym w Baku nie dostarczył emocji na takim poziomie, do jakiego przyzwyczaił nas ten obiekt w dwóch poprzednich sezonach. Tym razem obyło się bez wyjazdu samochodu bezpieczeństwa, chociaż przez chwilę mieliśmy wirtualną neutralizację. Odpadło zaledwie czterech kierowców, przy czym nie doszło do ani jednej kraksy. Czwarty wyścig w tym roku zakończył się czwartym z rzędu dubletem Mercedesa. Żaden inny zespół w historii nie miał tak znakomitej passy na rozpoczęcie sezonu. Dominowała strategia na jeden pit stop, z krótkim pierwszym stintem na miękkich oponach i długim na średniej mieszance.

Ferrari zawiodło po raz czwarty

 

Na torze w Azerbejdżanie Valtteri Bottas wygrał drugi wyścig w sezonie i piąty w karierze. Startujący z pole position Fin nie miał łatwego życia tuż po starcie i w kilku pierwszych zakrętach musiał się bronić przed Lewisem Hamiltonem. Ostatecznie udało się utrzymać pozycję i szybko uzyskać bezpieczną przewagę. Przez resztę wyścigu jechał z około 3-sekundową przewagą nad Brytyjczykiem, który o zwycięstwo postanowił powalczyć kilka okrążeń przed metą. Na przedostatnim z nich Hamilton znajdował się w odległości, która pozwalała mu skorzystać z DRS na prostej startowej. Popełnił jednak błąd na wyjściu z zakrętu nr 16, gdzie kierowcy rozpoczynają jazdę z gazem w podłodze przez 2,2 km. Szanse na udany manewr wyprzedzania spadły do zera po tym jak także Bottas skorzystał z DRS dzięki dublowanemu George’owi Russellowi. Warto przy tym dodać, że zespół nie zabraniał kierowcom walki. Valtteri dostał od swojego inżyniera pozwolenie na użycie najmocniejszego trybu pracy silnika, zaś Lewis nie usłyszał żadnego polecenia, które miałoby go odwieść od ataku. Srebrne Strzały znów pokazały wyższość nad Ferrari, które nie potrafiło przekuć udanych treningów na rezultaty w kwalifikacjach i wyścigu.

Sebastian Vettel w drugim wyścigu z rzędu stanął na najniższym stopniu podium, jednak czterokrotny mistrz świata na pewno liczył na więcej po udanych treningach. W walce o zwycięstwo zespołowi z Maranello nie pomógł wypadek Charles’a Leclerca w Q2. Kierowcy Ferrari nie mogli przez to liczyć na wzajemną pomoc w Q3, jakiej udzielali sobie zawodnicy Mercedesa. Także tempo wyścigowe Sebastiana nie było wystarczające, by zbliżyć się na odległość umożliwiającą atak na Lewisa Hamiltona. Z kolei startujący z 8. pola Leclerc stracił dwie pozycje na starcie, ale później błyskawicznie wyprzedzał rywali. Dysponował znakomitym tempem na średniej mieszance, a po serii pit stopów kierowców z czołówki jechał na prowadzeniu. Niestety, szybka jazda spowodowała przyspieszone zużycie opon, a Ferrari nie reagowało na coraz gorsze czasy Monakijczyka, aż ten został wyprzedzony przez kierowców Mercedesa i Vettela. Na 34. okrążeniu zjechał po miękkie opony. Było to jednak zbyt wcześnie, by mieszanka ta mogła pozwolić na szybką jazdę aż do końca wyścigu. Moim zdaniem Ferrari znów zepsuło strategię swojego mniej doświadczonego kierowcy. Nie rozumiem, dlaczego zespoły tak bardzo bały się twardych opon (nikt ich nie użył w wyścigu). Myślę, że Leclerc lepiej wyszedłby na wcześniejszym zjechaniu do boksu po twardą mieszankę właśnie. Decyzja taka byłaby tym bardziej uzasadniona problemami, jakie z miękkimi oponami mieli startujący na nich inni kierowcy, w tym Vettel. Niewykluczone jednak, że inżynierowie Ferrari dysponowali danymi, z których wynikało, iż twarda mieszanka byłaby zdecydowanie zbyt wolna w porównaniu do średniej. Myślę też, że zespołowi mogło zależeć na tym, by Sebastian nie był niepokojony przez Charles’a. Dzięki temu zneutralizowali ryzyko konieczności uciekania się do poleceń zespołowych, przez co z pewnością znów straciliby w oczach opinii publicznej. Plusa strategom włoskiego zespołu można zapisać za podjęcie ryzyka założenia Leclercowi kolejnych miękkich opon w celu zdobycia dodatkowego punktu za najszybsze okrążenie, co też się udało.

Dobre kwalifikacje w wykonaniu Red Bulla rozbudziły nadzieje na walkę o najwyższe cele w wykonaniu tego zespołu. Ostatecznie okazało się, że w wyścigu Max Verstappen nie był w stanie nawiązać walki o podium z Sebastianem Vettelem, więc do mety dojechał na 4. miejscu. Startujący z alei serwisowej w ramach kary za przegapienie wezwania do ważenia bolidu w czasie treningu Pierre Gasly jechał swój najlepszy wyścig w sezonie, prezentując dobre tempo wyścigowe. Po wyścigu powiedział, że dużo lepiej współpracowało mu się z samochodem niż w poprzednich Grand Prix. Prawdopodobnie ukończyłby na 6. miejscu, gdyby nie pechowa awaria na 39. okrążeniu. Od razu pojawiły się spekulacje, że winna jest nowa jednostka napędowa Hondy, która miała się charakteryzować właśnie poprawioną niezawodnością. Wiemy już jednak, że zawiodła półoś napędowa, czyli element wielokrotnie psujący się w bolidach Red Bulla w poprzednich sezonach. Na kolejny wyścig, który odbędzie się w Hiszpanii, zapowiedziane są duże poprawki do „nieudanego”, zdaniem Adriana Neweya, bolidu. Miejmy nadzieję, że okażą się one udane i pozwolą nawiązać walkę z Ferrari i Mercedesem w dalszej części sezonu.

Układ sił w środku stawki pozostaje nieznany

 

W Azerbejdżanie bardzo dobrze zaprezentował się zespół Racing Point, mimo że wciąż jeżdżą zeszłorocznym bolidem, który został jedynie dostosowany do tegorocznych regulacji. Jeżeli duży pakiet poprawek zaplanowany na GP Hiszpanii zadziała zgodnie z oczekiwaniami, to zespół Lawrence’a Strolla będzie bardzo mocnym kandydatem do 4. miejsca w klasyfikacji konstruktorów. W kwalifikacjach znakomicie pojechał Sergio Perez, zdobywając 5. pole startowe. Świetny start pozwolił wyprzedzić Verstappena, jednak kilka następnych okrążeń zweryfikowało tempo wyścigowe Racing Point – nie pozwalał ono na równorzędną walkę z Red Bullem. Znacznie wolniejszy w kwalifikacjach okazał się Lance Stroll, który czwarty raz z rzędu odpadł w Q1. Dzięki karom dla szybszych kierowców wystartował z 13. pola i od razu zyskał dwie pozycje. Ostatecznie na mecie zameldował się na dobrym 9. miejscu, trzy pozycje za bardziej doświadczonym zespołowym kolegą, dysponując nieco gorszym tempem wyścigowym od niego.

Kolejnym zespołem, którego samochód szybko jeździł po torze w Baku, był McLaren. Do Q3 dostał się Lando Norris, gdzie uzyskał 7. czas. Mniej szczęścia miał Carlos Sainz, który w Q2 został pozbawiony szansy na poprawę przez żółtą flagę. Mimo to wystartował z 9. pozycji. Obaj kierowcy prezentowali bardzo dobre tempo, przez cały wyścig jadąc blisko Sergio Pereza, nie udało się go jednak zaatakować. Na 39. okrążeniu Norris wykonał dodatkowy pit stop. Jak się okazało, nie była to dobra decyzja, bowiem miękkie opony nie pozwoliły na szybszą jazdę niż średnie. Ostatecznie Brytyjczyk stracił przez to pozycję na rzecz swojego zespołowego kolegi i dojechał na 8. miejscu. Z perspektywy zespołu nie miało to jednak znaczenia, bowiem zdobycz punktowa pozostała niezmieniona. McLaren jest w tym sezonie pozytywnym zaskoczeniem. Mało kto stawiał na nich w kontekście walki o 4. miejsce w klasyfikacji konstruktorów, tymczasem ich bolid prezentował dość konkurencyjne tempo we wszystkich dotychczasowych wyścigach.

Weekend w Baku był dość pechowy dla kierowców Alfy Romeo. Obaj zameldowali się w Q3, gdzie niespodziewanie Antonio Giovinazzi okazał się szybszy od Kimiego Raikkonena, któremu nie udało się złapać w odpowiedni cień aerodynamiczny. Włoch musiał jednak startować z 17. pola w związku z użyciem trzeciej jednostki elektroniki sterującej w jego silniku, zaś Fin otrzymał karę startu z alei serwisowej ze względu na niezgodny z regulaminem poziom elastyczności przedniego skrzydła. Tempo wyścigowe obu kierowców było przyzwoite, jednak odstawało od tego prezentowanego przez Racing Point i McLarena. Ostatecznie Raikkonen dojechał na 10. miejscu, a Giovinazzi na 12. Kimiemu udało się zdobyć punkt tylko dzięki awarii Pierre’a Gasly’ego, natomiast Antonio na swoje pierwsze punkty wciąż czeka. Być może już miałby je na koncie, gdyby nie ta nieszczęsna kara przesunięcia na starcie, bo zaprezentował się lepiej niż w poprzednich wyścigach.

Jeszcze więcej pecha w Azerbejdżanie miało Toro Rosso. Na znakomitym 6. miejscu zakwalifikował się Daniił Kwiat, jakby zaprzeczając moim wcześniejszym sugestiom o jego kłopotach z tempem kwalifikacyjnym. Tym razem gorzej poszło Alexanderowi Albonowi, który do wyścigu ruszył z 11. pola. Mimo dobrych pozycji startowych, żaden z kierowców zespołu z Faenzy nie zdobył punktów. Kwiat bardzo szybko zaczął tracić tempo na miękkich oponach, przez co zjechał po średnie jako pierwszy – już na 5. okrążeniu. Później jechał na 10. pozycji i nie odrabiał do kierowców McLarena, więc prawdopodobnie i tak nie mógł liczyć na większą zdobycz niż punkt. Niestety, na 31. okrążeniu przez dość rozpaczliwą próbę ataku w wykonaniu Daniela Ricciardo Daniił został wywieziony poza tor. Przez późniejszą stłuczkę Rosjanin musiał wycofać się z wyścigu, jednak nawet gdyby do niej nie doszło, strata czasowa po wycieczce poza tor była tak duża, że nie można było liczyć na dobre miejsce na mecie. Z kolei Alexander Albon nie przejechał tak dobrego wyścigu jak poprzednie dwa. Dysponował podobnym tempem wyścigowym, co kierowcy Alfy Romeo. Kilkakrotnie zaliczył obcierkę o bandę na wyjściach z zakrętów i ostatecznie dojechał na 11. pozycji.

Kolejny raz przekonaliśmy się, że Haas ma poważne problemy z tempem wyścigowym, jednak tym razem wolni byli także w kwalifikacjach. Po karach dla innych kierowców Romain Grosjean ruszył z 14. pola, zaś Kevin Magnussen z 12. Na 38. okrążeniu Francuz wycofał się z wyścigu, ponieważ zmagał się z problemami z hamulcami, o czym świadczy choćby wcześniejsze potężne zblokowanie prawego przedniego koła. Z kolei Duńczyk dojechał do mety na 13. miejscu, dysponując słabym tempem i dwukrotnie zmieniając opony. Nie dość, że bolid Haasa jest bardzo wolny na dystansie wyścigu, to jeszcze szybko zużywa opony. Przed amerykańskim zespołem dużo pracy, jeżeli chcą prezentować poziom porównywalny choćby do zeszłego sezonu. Zajęte przez Magnussena 6. miejsce w GP Australii okazało się niereprezentatywne wobec tempa, jakim obecnie dysponuje Haas.

Bardziej od Haasa na początku tego sezonu zawodzi chyba tylko Renault. Zespół z Enstone miał rywalizować z Red Bullem i udowodnić tej ekipie, że popełnia błąd, zmieniając dostawcę silników z Renault na Hondę. Tymczasem francuska ekipa wciąż zmaga się z niezawodnością, a dla jej poprawienia w Azerbejdżanie jeździli ze skręconym silnikiem, co musiało być bardzo dotkliwe na długiej prostej. Nie sprawdził się także specjalnie przygotowany na tor w Baku pakiet aerodynamiczny z obniżonym dociskiem, z którego ostatecznie nie skorzystali. Jak na skalę problemów całkiem nieźle w kwalifikacjach zaprezentował się Daniel Ricciardo – po karach dla innych kierowców rozpoczynał z 10. pozycji. W wyścigu Australijczyk prezentował całkiem dobre tempo, porównywalne względem Lance’a Strolla i kierowców McLarena. Nie wiadomo jednak, czy byłby w stanie pojechać na jeden pit stop. Rywalizację bowiem zakończył w fatalnym stylu – jego próba wyprzedzenia Daniiła Kwiata na 31. okrążeniu okazała się nieudana, gdyż Daniel zbytnio opóźnił hamowanie. Wskutek tego obaj kierowcy znaleźli się poza torem, a chcąc na niego powrócić, Ricciardo wycofał swój bolid prosto w samochód Kwiata. Zapomniał o tak podstawowej kwestii jak spojrzenie w lusterko, a po wyścigu przyznano mu zasłużoną karę. Do GP Hiszpanii wystartuje więc przesunięty o trzy pozycje do tyłu, otrzymał także dwa punkty karne. Z kolei Nico Hulkenberg odpadł w Q1 i dysponował fatalnym tempem wyścigowym, jednak przez cały weekend zmagał się z nieujawnionymi jak na razie problemami z samochodem. Niemiec musiał pojechać na dwa pit stopy i do mety dojechał na 14. miejscu, wyłącznie dzięki temu, że szybsi kierowcy odpadli z rywalizacji.

Czy to jeszcze Formuła 1?

 

Tradycyjnie koniec stawki okupuje Williams. Na pochwałę zasługuje tytaniczny wysiłek mechaników, którzy w przeciągu weekendu musieli odbudować obydwa samochody. Nie spisali się natomiast inni pracownicy, ponieważ przez ich skandaliczne niedopatrzenie Robert Kubica był zmuszony odbyć karę przejazdu przez aleję serwisową. Niezrozumiała była dla mnie także strategia wyścigowa – uważam, że przynajmniej jeden z kierowców powinien jechać na jeden pit stop, zakładając twarde opony. Ostatecznie to i tak nie miało znaczenia, bowiem bolidy Williamsa i tak zawsze dojeżdżają ostatnie. Nie będę się dłużej pastwić nad zespołem z Grove – na pogłębioną analizę można oczywiście liczyć w artykułach Mateusza.

Jaromir Wojakowicz

Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Archiwum

Najnowsze wpisy

Tego dnia w F1 - 30 marca

Podczas testów przed 24h Le Mans ginie Lucien Bianchi (17 startów, 1 podium w F1).

Umiera Yves Giraud – Cabantous (13 startów).

Carlos Reutemann odnosi pierwsze zwycięstwo w F1, wygrywając GP Afryki Południowej. Po raz pierwszy w karierze z pole position startował Niki Lauda. Po raz 2. i ostatni na podium stał Mike Hailwood, a po raz 8. i również ostatni Jean – Pierre Beltoise. W F1 zadebiutował Vittorio Brambilla oraz zespół Hesketh, 50. start zaliczył Ronnie Peterson, a 100. Denny Hulme.

Pierwsze zwycięstwo w F1 odnosi Nelson Piquet, wygrywając GP USA. Startował z pierwszego w życiu pole position. Po raz 35. i ostatni na podium w F1 stanął Emerson Fittipaldi. 100. start zaliczył Mario Andretti, a z F1 po 132 wyścigach pożegnał się Clay Regazzoni.

Jacques Villeneuve odnosi 5. zwycięstwo w karierze, wygrywając GP Brazylii. Po raz 50. w F1 startował Heinz – Harald Frentzen. Po raz pierwszy na podium melduje się ekipa Prost.

Lewis Hamilton wygrywa GP Malezji, odnosząc 23. zwycięstwo w karierze.