Od niespodziewanej śmierci Charliego Whitinga – dyrektora wyścigowego Formuły 1 z ramienia FIA – minął niecały tydzień, a ja nadal nie mogę uwierzyć w to, że już więcej nie zobaczymy tego uśmiechniętego, starszego pana podczas weekendów wyścigowych. Zresztą nie tylko mnie brakuje Charliego – chyba wszyscy kierowcy wypowiadali się o jego śmierci ze smutkiem. Warto jednak wiedzieć o Whitingu coś więcej poza faktem, że miał najlepszy widok na prostą startową, a teraz – z nieba – chyba ma jeszcze lepszy.

Charlie Whiting urodził się 12 sierpnia 1952 roku w Sevenoaks, w hrabstwie Kent. Już od małego interesował się wyścigami – i to na tyle, że pierwsze GP w swoim życiu miał okazję obejrzeć w 1964 roku. GP Wielkiej Brytanii odbywało się wówczas na torze Brands Hatch, nieopodal jego domu, Charlie postanowił zatem wspiąć się na płot.
Jego starszy brat Nick brał udział w wyścigach oraz w autocrossie, co pozwoliło Charliemu nabrać pierwszych zawodowych szlifów w motorsporcie. Po podjęciu decyzji o wyborze inżynierii wyścigowej jako pomysłu na pracę, Whiting ukończył technikum, a następnie Instytut Politechniki w Borough, zdobywając odpowiednie kwalifikacje.
Pierwszą poważną pracę w motorsporcie Whitingowie znaleźli w zespole Surtees w brytyjskiej serrii F5000 w 1976 roku. Jeżdżąca w barwach tego zespołu Divina Mary Galica zasiadała wówczas za sterami przygotowywanego przez nich pojazdu. Rok później, w 1977 roku, Charlie dołączył do ekipy Hesketh Racing, by następnie – po zamknięciu zespołu – trafić do prowadzonego przez Berniego Ecclestone’a Brabhama. Tam przepracował kolejną dekadę, zostając szefem mechaników w czasach dwukrotnego sięgnięcia przez Nelsona Piqueta po tytuł Mistrza Kierowców w latach 1981 i 1983.

W 1988 roku Charlie Whiting został delegatem technicznym F1 z ramienia FIA, by w 1997 roku zostać mianowanym ponadto dyrektorem wyścigowym oraz delegatem ds. bezpieczeństwa. Tym samym jeden człowiek stał się odpowiedzialny za bezpieczeństwo na torze, regulacje techniczne ora za rozpoczynanie wyścigów. Niejednokrotnie odwiedzał także obecne i potencjalne tory F1, celem inspekcji związanej ze spełnianiem wymogów bezpieczeństwa. Dbając o zdrowie kierowców, wprowadził szereg poprawek, takich jak wyższe boki bolidów, wzmocnienie struktur zderzeniowych, zagłówki, czy też obecny od ubiegłego roku system halo.
Jego śmierć przyszła niespodziewanie – 14 marca 2019 roku, w Melbourne, trzy dni przed rozpoczęciem kolejnego sezonu Formuły 1, Charlie Whiting zmarł na zator płucny. Odszedł w wieku niespełna 67 lat. Przez kierowców i szefów zespołów określany mianem jednego z filarów F1, człowieka, który umiejętnie rządził kierowcami, stawiając na pierwszym miejscu ich bezpieczeństwo.
O tym, jak wielkim człowiekiem był i jak wiele obowiązków spełniał Charlie Whiting najdobitniej świadczy chyba fakt, że Jean Todt otwarcie przyznał, że wraz z zespołami pracuje nad zastępstwem dla Brytyjczyka. Nie ma przy tym pewności, czy obowiązki będzie w stanie udźwignąć jedna osoba. W Australii “awaryjnie” na to stanowisko powołany został Michael Masi, jak będzie wyglądać sytuacja w Bahrajnie – zobaczymy.
Przemysław Garczyński


