Z pamiętnika dyrektora technicznego

Z pamiętnika dyrektora technicznego #11 by wicher

Uwielbiam te wielkie firmowe kolacje. Zapraszamy wtedy wielu gości z całego świata, by spędzić mile czas. To spotkanie miało być jak wszystkie inne. Miały być krótkie przemówienia, analizy poprzednich wyścigów. Oczywiście, finałem miały być toasty i gromkie brawa dla dyrekcji, które szczególnie mnie motywowały i utwierdzały w przekonaniu, że moja władza w tej firmie, jest niepodważalna. Tak miało być i dzisiaj ale wydarzyło się coś, co zapamiętam do końca życia…

“Jak leci Dyrektorze? Macie już gotowe podsumowania sezonu?” zapytał mnie Srebrny Wilk, ten, który zawsze wprasza się na moje imprezy… bez zaproszenia.
“Mamy” odpowiedziałam niechętnie ”Mamy i mieliśmy tak samo jak wy, już przed sezonem…” dodałem prowokacyjnie.
“Dyrektorze, tak nie można mówić. Wspaniały czas za nami a my musimy zacząć patrzeć w przyszłość.. “przekomarzał się ze mną.
Ten denerwujący ton Srebrnego Wilka sprawił, że moja ulubiona impreza stawała się coraz bardziej nudna. Siedząc przykurczony i przytakując bezwiednie mojemu rozmówcy usłyszałem nagle radosne odgłosy, dochodzące z drugiego końca sali. Wstałem szybko i pobiegłem zobaczyć, jaka to miła zabawa mnie omija. Dochodząc do stolika z wesołym towarzystwem usłyszałem:
“…i wiecie… on mnie pyta – co ty tu robisz, Człowieku?, a ja na to, że drzwi… otwieram i
zamykam!”
Salwa śmiechu zagłuszyła moje powitanie.
“O, pan dyrektor! Co pan taki małomówny?” zawołał Człowiek.
“yyy… no wiesz, nie ma o czym za bardzo mówić… “ odpowiedziałem smutno, patrząc na rozbawionych pracowników. Nie wiem czy moja odpowiedź była przyczyną tego, co zaraz miał powiedzieć Człowiek ale jakoś dziwnie się poczułem…
“Dobrze, kochani! To ja, w zasadzie chciałem się już pożegnać. Bardzo mi miło było z wami pracować, ale mój czas dobiegł końca”. Padło to zdanie a ja kompletnie nie wiedziałem, co powiedzieć. Na szczęście, natychmiast znalazła się Szefowa Legendarnego Zespołu. Ona zawsze wie jak uratować sytuację!
“Jak to? Zostań, zostań! Jeszcze wszystko możliwe, Człowieku! Na święta będziemy mieli nowe, poprawione stroje, w sylwestra będę śpiewać karaoke a później na wiosnę, wiesz…uścisk dłoni!”
Człowiek spojrzał na nas i powiedział:
“Brzmi atrakcyjnie… ale ja nie mogę czekać. Do widzenia!” po czym odwrócił się i raźnym krokiem ruszył do wyjścia. Na sali zapadła cisza. Ja jednak słyszałem ciche tykanie zegara, wiszącego nad moja głową.
“Zrób coś, Dyrektorze!” szarpnęła mnie za rękaw Szefowa Legendarnego Zespołu. ”On naprawdę ma zamiar wyjść. Już go nigdy nie zobaczymy. Co to będzie?”
Widząc odchodzącego Człowieka i przerażoną twarz szefowej nie mogłem już dłużej zwlekać:
“Zagrajmy!”
Człowiek przystanął, odczekał chwilę i nie odwracając się powiedział, stanowczo i spokojnie:
“Nie gram już… w tą wasza grę” Stał tak jeszcze przez moment, by zaraz wykonać kolejny krok… ku wyjściu.
“Zagrajmy w pokera! Zwycięzca zgarnia wszystko, tu i teraz!” krzyknąłem z całych sił.
Człowiek przystanął i tym razem się odwrócił. Popatrzył mi głęboko w oczy i powiedział:
“W takim razie… zagrajmy!”
Mam go!… pomyślałem.
Wszyscy zgromadzeni na sali się ożywili. Ludzie poklepywali się po plecach i cieszyli się z nadejścia tego wielkiego pojedynku. Ustawiono na środku stolik. Po jednej stronie zasiadł Człowiek a po drugiej ja .. no i jeszcze kilka osób. Tak dla pewności.

Zaczynajmy!
Karty zostały rozdane. Ja celowo poczekałem by je pierwszy podniósł Człowiek. Chciałem taktycznie zobaczyć jego reakcję ale … nic nie mogłem rozczytać.
“Dalej Dyrektorze, zapraszam!” zawołał Człowiek.
“Jesteś zbyt pewny siebie…” powiedziałem próbując wyprowadzić z równowagi mojego przeciwnika.
“Powtarzam panu od tygodni, że czuje się komfortowo” uśmiechnął się i wzrokiem wskazał mi moje, leżące na stole karty. Nie zwlekając podniosłem je pewnym ruchem. Popatrzyłem na pierwszą… Co to do cholery jest?! To nie jest to co chciałbym widzieć. Nie wierzę! Zamknąłem oczy by jeszcze raz je otworzyć i po cichu przeczytać, to co tam było napisane:

“oj, opona jak opona,
byle dobrze założona,
gdy niebieska flaga łopocze
Dama plecie swe warkocze “

Tyle. Zamurowało mnie ale wiedziałem, że nie mogę dać po sobie poznać, mojego zażenowania. Spojrzałem tylko krótko na Młodego Inżyniera, który zawadiacko mrugnął do mnie okiem i poprawił grzywkę. Nie pozostało mi nic innego jak siegnąć po kolejna kartę. Tu nie było lepiej a nawet gorzej!

“dla sukcesów mego syna,
nikt i nic mnie powstrzyma,
a jak wyjdę z tego cienia,
pójdzie przelew, bez wątpienia!”

Tego się nie spodziewałem. To nie wyglądało dobrze a strach blokował mnie przed podniesieniem kolejnych kart. Zmusiłem się … Dwie następne puste, blade karty… Jak ja mam grać?! Pomyślałem. Człowiek widząc moje nieskrywane już zdenerwowanie, powiedział.
“Widzę, że pan potrzebuje jeszcze czasu. Dobrze, to ja przesunę moją granice i poczekam chwilę. Zaraz wracam!”
Szybko pomyślałem, że jest to szansa dla mnie i gdy Człowiek opuścił stolik, błyskawicznie odwróciłem się w kierunku Szefowej Legendarnego Zespołu.
“No i co teraz?! Zobacz sama, co my mamy w tych kartach…”
“Do diabła!” krzyknęła “potrzebujemy natychmiast pomocy!”
“Ja wam mogę pomóc” powiedział siedzący obok, Srebrny Wilk.
“Ty, a jak?”
“Proszę, to ode mnie!” powiedział podsuwając mi kartonik… pod stołem.
“Dawaj!” szybko sięgnąłem po kartę i odwróciłem się do stolika, by w skupieniu ją obejrzeć.
No nie! Co to ma być? To jest jakiś Goły Jeło… tfuu Goły Jopek! Wściekłe popatrzyłem na Srebrnego Wilka a on uśmiechnął się głupio i wzruszył ramionami.
“Co mam robić?” zwróciłem się do Szefowej Legendarnego Zespołu
“Patrz w karty i blefuj! Przecież mamy… fula. Przygotuj się, on zaraz wróci…” szepnęła mi do ucha.
Tak tez zrobiłem. Podniosłem moje karty i wkleiłem w nie wzrok. Postanowiłem zostać w tej pozie…
“Excuse me sir, czy napije się pan wina?” usłyszałem z tyłu.
“Tak! Proszę, trzy czwarte!” odpowiedziałem automatycznie, nie podnosząc głowy. Spojrzałem tylko na lampkę i na szyjkę butelki, z której wylało się wino. Idealnie, tyle o ile prosiłem, tak jak lubię. Nasza szefowa zawsze zabiegała o wykwalifikowany personel! Szybko, jednym duszkiem wypiłem alkohol i rozluźniony, czekałem dalej…
“Gotowy?” usłyszałem głos Człowieka.
“Tak, jestem gotowy. Ja i moje mocne karty!” odpowiedziałem zgodnie z wytycznymi Szefowej.
“Haha! Dyrektorze, one nie są mocne” powiedział przekornie Człowiek.
“Są,są… bardzo mocne” próbowałem jeszcze ratować, blefować!
“Smakowało panu… wino?” zapytał tajemniczo, wskazując na pusta lampkę.
O nie, on nas przejrzał! Błagalnie spojrzałem na Szefową Legendarnego Zespołu. Ta widząc moje przerażenie krzyknęła:
“Sprawdzam!”
“Sprawdzam!” krzyknąłem.
“Bardzo proszę” zwrócił się do nas Człowiek. Wstał i błyskawicznie wyłożył a właściwie rzucał kartami, po kolei, na stół:
Jeden, dwa, trzy… cztery! Na na blacie leżały…
“Cztery Króle!” ktoś krzyknął z sali a ja patrzyłem osłupiały. Wszyscy patrzyliśmy osłupiali a Człowiek nie przestawał. Uniósł do góry ostatnią kartę i rąbnął nią o stół.
Widziałem jak ta karta przez ułamek sekundy szybowała, by odkryć swoją wartość. Patrzyłem, niedowierzając na… Asa Kier, którego serce dumnie prężyło się na nieskazitelnie białej tafli karty. Nie mogłem oderwać wzroku, wszyscy nie mogliśmy oderwać…
“Mamma mia! Ludzie, to jest Kareta z…. Biało-Czerwonym Asem!” ktoś krzyknął z tłumu.
“Nie wierzę!” zawołał Srebrny Wilk. Podbiegł do stolika, chwycił Asa Kiera, popatrzył na niego i wtedy stała się rzecz niezwykła. Wskoczył na krzesło, zamknął oczy i jak w transie zaczął …recytować:
To jest As Biało-Czerwony,
co przez los tak naznaczony,
gnał przez łąki, gnał przez lasy,
i naprawde, nie na wczasy!
czy w prywatnym samochodzie,
dał on rady w tym zawodzie?
moi drodzy, moi mili,
wtedy wszyscy się dziwili,
gdy przejeżdżał tuż przy chacie,
“hamuj” wołał ktoś, “Wariacie!”
te nawroty, świetna sprawa,
nie zaciągał on rękawa,
mówić nikt mu nie zabroni:
“jedzie Polak, co tak dzwoni!,
całyś druhu, mój kompanie?
dostaliśmy dzisiaj lanie”
“nic mi nie jest, ale gratka!
gdzieś wypadła mi notatka”
ostre światło, prosto w oczy,
nie jest w stanie go zaskoczyć!
podczas tej rehabilitacji,
też Mistrzostwo było w akcji,
on pokazał swoją wolę!,
krzycząc czasem, ”ja pierdo…”
udowodnił też w tym roku,
że jest gotów być w padoku
ja zawołam jak dziś wielu
witaj, witaj…Przyjacielu!

Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem a Szary Wilk, kończąc osunął się bez sił , niczym medium… po seansie.
“Ktoś zasłabł, lekarza!” krzyknąłem.
Nie trzeba. Obok wykończonego oratora stał już Człowiek, z woda i ręcznikiem…
Gdy Szary Wilk dochodził do siebie ja spojrzałem na na niego i zapytałem:
“Skąd masz takie dobre karty, jak tego dokonałeś, po tym wszystkim?”
“Dyrektorze, zawsze tak jest, że żeby było dobrze, musi być ciężko” powiedział i zaraz dodał:
”Zapomniałem, jeszcze tu coś mam…zawsze się to za mną plącze”. Mówiąc to sięgnął do kieszeni i wyciągnął …kolejne karty!
Człowiek wyrzucił je wszystkie na raz i na stole wylądowały… cztery Dziesiątki!
“Cztery Dziesiątki?” zapytałem zdziwiony “zawsze mówiłeś, że masz w kieszeni Dwie!”
“Tak ale powiedziałem też, że wrócę… silniejszy…” uśmiechnął się skromnie a ja nie byłem w stanie nic więcej powiedzieć.
“Wygraliśmy!” krzyknęła, ku mojemu zdziwieniu, Szefowa Legendarnego Zespołu.
“Mój przyjacielu!” krzyknął ocucony Srebrny Wilk i rzucił się , tratując przy tym Szefową Legendarnego Zespołu, by móc pogratulować Człowiekowi.
“Ja zaklepałam, ja, pierwsza!” darła się odpychając tarana.

Wszyscy ruszyli do Człowieka, wszyscy wiwatowali a ja popychany co jakiś czas stałem z boku i to wszystko widziałem. On spojrzał nawet kilka razy na mnie i wydawało mi się, że w jego oczach coś dostrzegłem. Coś, co wie… i on, i ja. Oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że w tym Idealnym Świecie lepiej psa sobie sprawić, niż szukać przyjaciela. W pełni tego świadomy pobiegłem do garażu i zamknąłem się w mojej śmierdzącej skrzyni. Tam ukryty, zastanawiałem się…jaką to Karetę, przygotuję dla tego Asa…

Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Tego dnia w F1 - 23 września

Peter Revson wygrywa GP Kanady. To jego 2. i ostatnie zwycięstwo w karierze. Po raz 2. i ostatni na podium staje Jackie Oliver. Revson zalicza również ostatnie z 8. podiów, a Emerson Fittipaldi staje na podium po raz 20. Ostatni raz w F1 startują Francois Cevert oraz Jackie Stewart. Było to 50. GP dla zespołu March.

Urodził się RObert Doornbos (11 startów).

Nigel Mansell triumfuje w GP Portugalii.

Potwierdzają się informacje, że Robert Kubica miał umowę z Ferrari na starty w 2012 roku. Robert kontynuuje ciężką pracę, ćwicząc 2-3 razy dziennie.

Sebastian Vettel wygrywa w GP Singapuru. Pierwszy raz najszybsze okrążenie wyścigu wykręca Nico Hulkenberg. Było to 50. grand prix zespołu HRT.

„Kimi nie był Robertem Kubicą, a Robert nie był Fernando Alonso czy Lewisem Hamiltonem, ale istnieją dobrzy kierowcy na rynku” – mówi Gerard Lopez, współwłaściciel Lotus Renault.

Archiwum