Bardzo łatwo jest, by podczas długiego okresu wyczekiwania, w nasze myślenie wkradła się nerwowość. Szczególnie w tej, szczególnej sytuacji, gdy mamy w pamięci doświadczenia z ubiegłego roku. Ważne jednak, aby nie panikować przy okazji każdego negatywnego artykułu czy każdej negatywnej przesłanki. Włączenie Relaksu na ten czas, ale również późniejszy, bardzo się przyda i pozwoli na czystsze przeżywanie tego, co się wydarzy – niezależnie od tego, czy będzie to dobre czy złe.
Czy?
Robert Kubica jest dziś w Polsce – tajemnicą poliszynela jest, że bierze udział w evencie marketingowym Grupy Lotos, wypełniając tym samym swojego tegoroczne zobowiązania sponsorskie. Wieczorem być może obejrzy na żywo mecz Polska – Czechy. Nie można jednak wiązać z tą wizytą żadnych nadziei dotyczących ogłaszania czegokolwiek.
Aby mieć co ogłaszać, najpierw trzeba podpisać. Wiele źródeł twierdzi, że o tej czynności możemy mówić już w trybie dokonanym. Pewności jednak nie ma, ale nie warto w związku z tym panikować na każdy sygnał, że sprawy mogą nie potoczyć się po naszej myśli. Bo tych sygnałów jest niewiele. Pojawiają się za to teksty dla nas pozytywne, jak ten dotyczący bliskości umowy Pascala Wehrleina z Ferrari na jazdę w “czerwonym” symulatorze. Z tej roli miał według AutoBilda zrezygnować Robert Kubica – wiadomo po co.
Oczywiście, mogą pojawiać się teraz teksty (szczególnie brytyjskich) dziennikarzy, mogą oni wyrażać swoje wątpliwości itd. ale warto potraktować to raczej jako przedsmak tego, co będzie się działo w przypadku ewentualnego podpisania przez Roberta kontraktu. Bo po fazie euforii nadejdzie również faza powątpiewaczy, która skończy się dopiero w marcu 2019 roku. I do ich głosów musimy się przyzwyczaić. Będą w tym gronie dziennikarze, a niektóre portale będą z umiłowaniem cytować ich słowa, licząc na gównoburze w komentarzach.
Ważne jest zatem teraz, na te (prawdopodobnie) kilka dni wyciszyć się i czekać. Spokój i relaks mogą nam tylko pomóc, szczególnie jeżeli przypomnimy sobie słowa Roberta o tym, że jest w komfortowej sytuacji. Dlaczego więc my mamy się czuć niekomfortowo?
Kiedy?
Nerwowość wkrada się również u tych będących dobrej myśli. Co chwila wypatrują oni potwierdzenia nawiązania współpracy Roberta z Williamsem – najlepiej oficjalnego. Ale zwracałem już uwagę na to, że sugerowanie deadlinami nic nie daje, bo nikt nigdy nie podał deadline ogłoszenia przez Williamsa decyzji. No, chyba że bierzemy pod uwagę niedawne słowa Claire Williams, że chce ogłosić drugiego kierowcę przed końcem sezonu.
Podpisanie to nie ogłoszenie i od tych dwóch faktów – jeżeli nastąpiły/nastąpią musi minąć trochę czasu. Jeżeli decyzja została podjęta, to w ostatnich dniach. A jeżeli tak, to musi być czas na odpowiednie przygotowanie ogłoszenia. Chyba nie chcecie, aby powrót Roberta Kubicy – jeżeli nastąpi – odbył się poprzez ogłoszenie na Twitterze i krótką PR-ową notkę na stronie?
Najwięcej ptaszków ćwierka, że ogłoszenie może nastąpić – jeżeli umowa została podpisana – w czwartek, 22 listopada. Siłą rzeczy, przy takim terminie nie będzie możliwe zrobienie spotkania z pracownikami w Grove, tak jak to było w przypadku George Russella. Ale będzie okazja zrobić to przy okazji Grand Prix Abu Zabi – jeśli w ogóle.
Taki scenariusz – jeżeli będzie podstawa do jego realizacji – może dać również Sergeyowi Sirotkinowi na odpowiednie pożegnanie się z Formułą 1 i zespołem.
Prawdą jest, że ogłoszenie współpracy Roberta z Williamsem – jeżeli została nawiązana – może nastąpić w każdej chwili, choć akurat wykluczałbym dziś. I może stać się to również po Grand Prix Abu Zabi, tyle że trudno będzie wówczas wytłumaczyć obecność Roberta na posezonowych testach.
Czekać trzeba, ważne aby robić to cierpliwie, by później móc cieszyć się z Werwą.



