Oczami kibiców – wyjazd na Grand Prix Austrii

Kibice Roberta Kubicy Grand Prix Austrii 2018

Wstawianie takich wpisów to przyjemność. Przeczytajcie relację Marka i Mr Petrolhead z wyjazdu na Grand Prix Austrii, w którym Robert Kubica jeździł w pierwszym treningu. Nie zabraknie wielu ciekawych, zakulisowych momentów i emocji, związanych z obecnością na torze, spotkaniem z Robertem i innymi fanami. A wszystko okraszone mnóstwem zdjęć i filmów.

Ostatni weekend GP Austrii był wspólnym wyjazdem dwóch pozytywnie zakręconych na punkcie F1 i Roberta kibiców i nie sposób byłoby oddzielić tych historii. Postanowiliśmy więc napisać ją razem!

Oto pierwsza część napisana przez Marka:
W odróżnieniu od zespołu Williams zaliczyliśmy perfekcyjny weekend, w trakcie którego wszystkie założone cele zostały zrealizowane, a nawet przekroczone.

Przygotowania zakończone zostały w środę ok. godz. 18:00, kiedy to załoga Marek & Mr. Petrolhead wyruszyła bordowym „bolidem” w wersji 1,5 l turbo kombi z punktu nazywanego przez niektórych krainą podziemnej pomarańczy do miejscowości Spielberg. Ubrani w zespołowe koszulki Williamsa zaczęliśmy wydłużony weekend, który miał przynieść jak się później okaże same pozytywne przeżycia i wspaniałe wspomnienia.

Pierwszy etap podróży przebiegał niemal bezproblemowo aż do momentu, gdy na horyzoncie pojawił się widok pięknego miasta Wrocławia. Korek na S5 spowodowała spalona kabina ciężarówki, która opóźniła nasz przejazd na szczęście tylko o ok. 20 min. Nawigacja dalej poprowadziła prosto do najsłodszej „cukierni” na mapie F1 czyli do Kamy z Wrocławia. Ten Pit Stop miał być szczególnie sympatyczny, gdyż Kama wraz z mężem przygotowała przepiękną szarlotkę z napisem FORZA KUBICA.

I choć pierwotny plan zakładał radosną konsumpcję w trakcie GP Austrii wspólnie z silną reprezentacją z Radomia kierowaną przez Incasenta i Piotra/Radom to jednak kilka dni przed przejęciem cennej przesyłki do transportu postanowiliśmy podnieść poprzeczkę w skali Kubicowania. A niech tam – łasuchy niech się wysilą i szarlotka niechże trafi w ręce coraz szczuplejszego Roberta Kubicy! Zadanie na pozór niewykonalne miało też zgrać załogę bolidu w wysiłku związanym z dotarciem do Spielbergu, ale przede wszystkim sprawić, że główna Twórczyni tego dzieła mogła zadebiutować na scenie F1 jako autorka KUBlotki.

Nasz Pit Stop był również okazją do wypicia kawy, poczęstowania się innymi wypiekami Kamci, zrobienia pamiątkowych zdjęć i nabrania sił na dalszą część podróży, ale również poznania rodziny Kamy. Żal bardzo było się rozstawać, bowiem rozmowa i degustacja były przemiłe żeby nie powiedzieć perspektywiczne, a jednak rozsądek podpowiadał, aby zmierzać w wyznaczonym kierunku celem dotarcia do mety nie później niż w czwartek o godz. 14:00. Tak więc po zmianie kierowców tym razem Mr. Petrolhead przejął ster i odważnie poprowadził załogę KUBlotki w stronę gliwickiego węzła Sośnica, a dalej w stronę Czech. Po dotankowaniu naszego bolidu na stacji w Knurowie i opuszczeniu terytorium Polski ustaliliśmy, że celem dobrego rozłożenia sił będzie warto zakotwiczyć na noc w Ołomuńcu.

Następnego dnia Czechy przywitały nas deszczową pogodą. Wyruszyliśmy w dobrych humorach i z pozytywnym nastawieniem ok. 9:30 w dalszą drogę i na szczęście po kilkudziesięciu kilometrach pogoda z deszczowej zamieniła się na pochmurną. Autostradą A1 na Brno, dalej tankowanie, zakup winietki, przejazd przez Wiedeń i wreszcie ok. 14:00 przyjazd do miejsca, gdzie nazajutrz miał się pojawić ON – cały w bieli… W dodatku za kierownicą bolidu F1 w specyfikacji 2018. Przed samym wjazdem na parking zatrzymaliśmy nasz bolid, aby przyozdobić go we flagi narodowe przystrojone jakże znamiennymi słowami – Robert Kubica. Tak „ubrawszy” nasz pojazd zajechaliśmy dziarsko na wskazany nam parking.

Zaparkowaliśmy tuż za strefą kibica zlokalizowaną za pierwszym zakrętem – na zachód. Po krótkim posiłku (wspaniałe kotlety przygotowane przez Mrs. Petrolhead – dzięki) wyposażeni w nowe koszulki specjalnie przygotowane na tę okoliczność (dzięki Martuś), KUBlotkę (raz jeszcze piękne dzięki Kamciu) oraz flagę (na razie schowaną do plecaka) wyruszyliśmy rozeznać teren. Dla mnie jak również dla Mr Petrolhead był to pierwszy przyjazd na Red Bull Ring. Dlatego logistyka była istotna. Poszliśmy prosto na trybunę główną, gdzie należało zająć miejsca i czekać na wywoływanie poszczególnych sektorów. Przejście przez kontrolę przebiegło nader sprawnie, niczego nie kwestionowano, a schowana w torbę foliową szarlotka przeszła na trybunę bez szczegółowych oględzin.

W międzyczasie na prostej startowej ustawiły się Mercedes kierowany przez Bernd Maylender’a, inny pojazd kierowany przez Pierre Gasly oraz Aston Martin kierowany przez Max Verstappen’a . Każdy z nich miał za zadanie przewieźć po torze po jednym specjalnym gościu. Zadanie zostało powtórzone 2 razy, a my dalej czekaliśmy na sygnał głównego wodzireja, aby zacząć prawdziwy Pit Lane Walk. Niebawem zauważyliśmy grupę Sektorówki, przywitaliśmy się, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia, wymieniliśmy się telefonami kontaktowymi i nie pozwalając na rozdzielenie nas przez porządkowych rozwijających jakieś zapobiegawcze liny skierowaliśmy się w stronę zejścia w dół, którym wchodziliśmy na prostą startową, a następnie do Pit Lane.

Niestety emocje zaczęły brać górę, gdyż jak tylko wpadłem na prostą startową chciałem przygotować naszą flagę i wciągnąć ją na 7 m długości maszt. Helga (przykładowo tak ją nazwijmy) strażniczka zwróciła stanowczo uwagę, że zarówno maszt za długi jak i flaga zbyt obszerna. Osłodą były zdjęcia wspólnie zrobione z mini wersją Sektorówki oraz flagami przywiezionymi przez Adama i Artura z Krakowa.

Zastosowałem się do poleceń Helgi, flagę schowałem do plecaka i przeszliśmy prosto pod boks Williamsa (na stanowiskach Ferrari, McLarena, Red Bull innych nie było żadnych znajomych albo budzących nasze zainteresowanie postaci. Generalnie w trakcie Pit Lane Walk nie było w boksach żadnych kierowców z wyjątkiem Roberta. Na barierkach ograniczających dostęp do strefy boksów postanowiliśmy zawiesić dużą flagę z napisem ROBERT KUBICA i postanowiliśmy czekać na pojawienie się JEGO.

Grzegorz wpadł w pewnym momencie na genialny pomysł, aby przywołać swoim donośnym głosem i kulturalnym sposobem przechodzącego przy boksie mechanika Wiliamsa. Zabrzmiało donośne: Excuse me Sir, Excuse me Sir!!! Could you please come to us – we have some special gift for Robert. Miałem okazję uczestniczyć w tym momencie w pierwszej lekcji profesjonalnego zarządzania gwiazdami opracowanego przez Stalkera Mr. Petrolhead. Rzeczony mechanik podszedł do barierki, wytłumaczyliśmy mu, że przyjechaliśmy z Polski wspierać Roberta, a następnie wyciągnęliśmy z foliowej torby przysmak dla Roberta. Facet – mechanik Williamsa – wydał mi się być podobny do mnie… Na widok szarlotki jakby oczy mu się zaświeciły… Poinformował nas, że chwilowo Robert bierze udział w drivers meeting, ale jak skończy ten obowiązek pojawi się być może w boksie, a szarlotka zostanie udostępniona pozostałym członkom zespołu.

A teraz ciąg dalszy opowieści widziany oczami Mr Petrolhead:

Nastąpił najważniejszy punkt dnia, a mianowicie wręczenie KUBlotki zainteresowanemu! Jak sami zauważyliście w relacji live, nie odbyłoby się to również bez pomocy chłopaków z Sektorówki, którzy z dużym przekonaniem namawiali Roberta, by ten podszedł do nas i zobaczył tak osobliwy prezent od swoich wiernych kibiców. I tu od razu powiem Wam, że Robert to też jest łasuch (oczywiście zaraz po Marku) i najwyraźniej ten pomysł bardzo mu się spodobał! Gdy zobaczył KUBlotkę uśmiechał się od ucha do ucha i było to naprawdę naturalne zachowanie z Jego strony. To jest bardzo miły człowiek i widzieć jego zadowoloną minę podczas akcji… bezcenne ????

Robert dostał też od nas jedną z koszulek przygotowanych na ta okazję i choć wyraźnie nie miał czasu jej rozwinąć, to podziękował za nią serdecznie. Złożył jeszcze autografy na koszulce Stalkera Marka i mojej i zniknął w boksie Williamsa. Co za przeżycie dla nas! Czuliśmy się jak dzieciaki, które dostały super prezent od Świętego Mikołaja! Co za radość miała też Kama widząc, że jej dzieło trafiło do rąk Roberta! Kamciu jeszcze raz dzięki, bo bez Twojej inicjatywy ten dzień wyglądałby inaczej. Dla takich chwil naprawdę warto żyć. A teraz zobaczcie, jak wygląda dwóch Wariatów po tej akcji…

Zdjęcie to zrobił nam Cezary Gutowski, za co bardzo dziękujemy! Dzięki również za miłe pogawędki z nami. Cezary to niesamowicie miły człowiek i bardzo doceniamy, że poświęcił nam swój czas.

Po tych wszystkich wrażeniach niemal płynęliśmy po prostej startowej i paddocku w towarzystwie przemiłej ekipy Sektorówki, i aż trudno było nam uwierzyć w to co się stało. Co za dzień! Przyznam Wam, że widziałem Roberta po raz kolejny, ale za każdym razem mam ta samą pozytywną beczkę, mając z nim kontakt. Takie momenty dodają mi jeszcze większej energii do kibicowania mu z całego serducha! Brat Williams Marek również był równie podekscytowany, a do hotelu dotarliśmy z takimi bananami na twarzach, że trudno to opisać słowami…

W kolejnym dniu widzieliśmy Roberta w akcji podczas pierwszego treningu. I dla mnie znowu było to niesamowite przeżycie, a w oku zakręciła się łezka… Ten dzień spędziliśmy po przeciwległej stronie toru i Kubicowaliśmy razem z przemiłą ekipą Sektorówki. Jeszcze raz wielkie brawa za to co robicie!

Mieliśmy też wielką przyjemność poznać (jak to nazwał Marek ????) Silną Grupę Szybkiego Reagowania z Radomia w postaci Incasenta z Małzonką oraz Marka Piotra/Radom. I w jakich koszulkach się pojawili! ???? Co za ludzie i z jaka pasją oglądają i wypowiadają się o Królowej Motorsportu! Aż trudno uwierzyć, że chwilkę po zapoznaniu się była atmosfera, jakbyśmy znali się od wielu lat. Coś niesamowitego i zapamiętam ten dzień na długo… Marku, Piotrze, Jolu, bardzo doceniam wspólnie spędzony czas i wszystkiego czego mogę Wam z Markiem życzyć, to dużo zdrowia i mamy nadzieję na więcej wspólnych weekendów GP F1! Mieliśmy też okazję zapoznać się z uśmiechniętym i bardzo życzliwym kolegą z bloga Wicherkiem. Rozmowom nie było końca, a tak wyglądały nasze koszulki na tle Red Bull Ring… Prezentowały się rewelacyjnie! (znowu brawa dla Marty za pomysł i włożoną pracę i energię! Co za kobietka!) ????

Incasent podarował Wichrowi szkic Roberta, zrobiony przez niego ołówkiem. Jak powiedział Incasent zajęło mu to co najmniej 18 godzin roboczych, a efekt powalał na kolana… Zresztą jak zapewne wiecie nasze koszulki również były inspirowane jego szkicami, więc szacun za to!

Tego dnia poznaliśmy jeszcze wielu innych kibiców Roberta Kubicy, w tym przemiłą rodzinę z Kłodzka oraz wielkich fanów Roberta Bronisława i Mariolę. Do tego Marek uciął sobie dłuuugą pogawędkę z pewnym kibicem F1 z Austrii, który od 1976 roku ogląda wyścig GP Austrii z tego samego miejsca. Jeśli będziecie mieli okazję to zapytajcie Marka o tą historię! Naprawdę warto jej posłuchać! W trzech słowach: mega pozytywne popołudnie.

Stalker Marek wpadł też na pomysł, aby obrazek podarowany przez Incasenta Wichrowi, podpisał Robert Kubica. Wydawało się to oczywistym, by przynajmniej spróbować to zrobić, bo taka praca zasługiwała na zwieńczenie jej autografem Mistrza, nim trafi na ścianę. Mogła to być Mission Impossible, ale obydwaj postanowiliśmy spróbować, a trzeba przyznać, że Wicherek zaufał nam oddając szkic w nasze ręce ????

Nie ukrywam, że na początku nie za bardzo wiedzieliśmy, gdzie mamy udać się na czaty, aby polowanie zakończyło się sukcesem. I tutaj wielkie brawa dla Kierowniczki prężnej stacji satelitarnej i wywiadowczej w Sosnowcu (nie mylić z Houston ????), która dała nam bardzo cenne wskazówki, otrzymane „ze swoich źródeł”. Dałaś radę i bez Ciebie misja nie miałaby prawa się udać!

Czas umiliło nam ponowne spotkanie z Bronkiem (na blogu poznacie go jako Patemi ????) i jego przemiłą żoną Mariolą, równie niesamowici kibice Roberta, którzy podążają za Nim gdzie się tylko da. Po raz kolejny mieliśmy więc szczęście spędzić czas z bardzo życzliwymi i ciepłymi ludźmi z pasją, których o dziwo w Spielbergu było tak wielu! Zajęliśmy pozycje strategiczne i oczekiwaliśmy cierpliwie na Roberta. I tu zaznaczę, że cierpliwość to słowo klucz, bo wszyscy wiedzą, że Robert to pracoholik i z toru wyjeżdża niemal ostatni… I tak było tym razem, bo pojawił się dopiero po 22! I znowu cały na biało… ????

I tutaj z małym drżeniem rąk napiszę, że Robert zaczął to spotkanie od powiedzenia nam: „Cześć! Ja Was już wczoraj spotkałem ????” Po czym sam zaproponował nam wspólną fotkę stając w środku. Co za facet! Co za miły gest! I jak tu go nie szanować?

Oczywiście poprosiliśmy go o podpisanie obrazka dla Wichra, a On najpierw go podpisał, a potem długo mu się przyglądał, doceniając pracę włożoną w jego narysowanie!

I tutaj szkoda, że wyszło dość zamazane zdjęcie wszak było tam dość ciemno, ale i tak oddaje ono to co najważniejsze. Po tym jeszcze Robert zgodził się zrobić sobie z nami i szkicem fotkę, śmiejąc się przy tym, że chcemy fotę i z nim i z jego portretem ????

Podam też do publicznej wiadomości informację, która pochodzi bezpośrednio od Roberta: KUBlotka została zjedzona w garażu Williamsa i była bardzo pyszna! Nikt jej nie wyrzucił, także Kamciu zostałaś oficjalną Pieczarką ciast dla zespołu Williams! Gratulacje! Operacja zakończyła się więc pełnym sukcesem, czego nie omieszkaliśmy potem odpowiednio uczcić ???? Żeby nie było domysłów jednym małym piffkiem 0.33L haha. Do hotelu wróciliśmy po północy, co nie przeszkodziło w uczczeniu wspólnego sukcesu małym toastem!

Wydawało się, że emocji z poprzedniego popołudnia nie da się przebić… A jednak! Co za dzień! Zebraliśmy tak wiele danych, że Sirotkin by się nawet nie powstydził ????

Tutaj pozwolę sobie wtrącić małą dygresję. Rozmowa byłaby jeszcze bardziej miła i owocna, gdyby nie kilku przechodzących obok polskich kibiców… Dodam więc małą radę dla Wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji spotkać się osobiście z Robertem. To jest niesamowity człowiek z bardzo silnym charakterem, ale jest dalej przy tym bardzo skromny. Okażmy mu w tym momencie należny szacunek i bądźmy grzeczni i cierpliwi. Nie krzyczmy, nie bądźmy nachalni, nie denerwujmy go! Traktujmy Go tak, jakbyśmy sami chcieli być traktowani, bo takie momenty należy docenić. I ta uwaga dotyczy traktowania wszystkich ludzi, którzy osiągnęli sukces ciężką pracą i wyrzeczeniami.

Kolejny dzień – Sobota była ciepła i słoneczna i zapowiadały się gorące kwalifikacje do wyścigu. Jakimś trafem zaparkowaliśmy nasz bolid obok poznanych dzień wcześniej Roberta i Agnieszki i razem poszliśmy spotkać się z niesamowitą ekipą z Radomia. Jak widzicie spotkanie było bardzo owocne!

Marku – Piotrze/Radom, tego przywitania i uścisku nigdy nie zapomnę ???? Piotrze – Incasent, dzięki też za Wasz gest i wręczenie nam Waszych koszulek! Wow! Tego się nie spodziewaliśmy i oczywiście natychmiast zostały wdziane na wypięte torsy dwóch stalkerów ???? Jak to powiedział Marek – Piotr/Radom – tak wyglądają szczęśliwi faceci!

Życzę każdemu, kto pojawi się na swoim pierwszym weekendzie F1, by mógł spędzić go w takim towarzystwie! Tego nie da się przebić i mam na to niezbite dowody w postaci zapamiętanych rozmów, życzliwości i ciekawych wrażeń. No i te bolidy pędzące z niesamowitymi prędkościami po zakrętach! Ciary!!! Razem z Markiem po prostu świetnie się bawiliśmy, za co z całego serducha dziękujemy!

A teraz pora na podsumowanie niedzieli. Wstaliśmy wcześnie rano z nadzieja na kolejny cudowny dzień i nie pomyliliśmy się ani trochę w naszych oczekiwaniach!

Okazało się, że naprzeciwko paddocku pod główną trybuną ustawiono płotki i rozłożono czerwony dywan, po którym na tor mieli wejść kierowcy i inni członkowie zespołów. Z racji ogromnego zainteresowania i ilości ludzi nie widzieliśmy szans na „dopchanie się”, za to znaleźliśmy fajne miejsce wewnątrz pawilonu, do którego potem wchodziły te osoby. I tu na pierwszy „strzał” poszedł Maurizio Arrivabene – jak się okazało przemiły człowiek, który dał się zwabić i zareagował na moje „Sir, could you come in here, please? We would like to have a photo with you”. O dziwo nawet tak zajęty człowiek jak on nie miał najmniejszego grymasu, by poczekać, aż Marek przeciśnie się na moje miejsce (był niesamowity tłok za naszymi plecami) i za sekundę zapozuje do zdjęcia i pogada. Marek powiedział mu, że będziemy trzymać kciuki na rękach i nogach za Ferrari w tym wyścigu, więc po takim wyniku dla zespołu rozumiemy, że Maurizio podstawi nam samolot na lotnisko Ławica i zaprosi na kolejny wyścig ????

Na kolejny ogień poszedł Paddy Lowe, który z nieskrępowaną ciekawością przyglądał się naszej koszulce! Równie miły i uśmiechnięty facet, który potrafił pożartować! Brawo!

Potem mieliśmy szczęście spotkać jeszcze Leclerca, Pereza, Sainza, widzieliśmy przechodzącego późniejszego zwycięzcę wyścigu Verstappena i obchodzącego urodziny Ricciardo. Jednym słowem grubo!

Po tej uczcie udaliśmy się na spotkanie z Mikołajem Sokołem, Maciejem Jermakowem i jeszcze dwoma kolegami z Eleven Sports. Dziękujemy Panowie za wspólne rozmowy i poświęcony nam czas! Kolejni niesamowici ludzie na naszej drodze, a rozmowę z Mikołajem o F1 zapamiętam na całe życie! Co za osoba i jaka wiedza o Formule 1! Gdybym mógł zamknąłbym się z Markiem i z nim oraz Maciejem na bezludnej wyspie chociaż na tydzień, by posłuchać tych wszystkich historii. Jeszcze Robert by się tam przydał ????

Po tym spotkaniu pozostaliśmy w Fun Zone, by z bliska przyjrzeć się wystawie zgromadzonych tam samochodów turystycznych. Ale co najważniejsze mieli się za jakiś czas pojawić kierowcy – legendy niemieckiego motorsportu takie jak Stuck, Berger, Grohs, Mass, Danner i inni. Przyznam Wam, że mieliśmy cichą nadzieję na autograf Niki Laudy na książce marka z 1983, książce, która zdopingowała Marka do nauki języka niemieckiego, gdy był małym chłopcem. Polecam wszystkim, by Wam o tym opowiedział! Dowiedzieliśmy się gdzie najlepiej ustawić się, by mieć szansę na autografy i rozpoczęła się cierpliwa operacja DTM ???? A apropos Stalkera Marka, to po porannych sukcesach poczuł krew… To jak „owinął sobie wokół palca” jednego ze słynnych kierowców, Christiana Dannera przechodzi ludzkie pojęcie. W takim tłumie ludzi udało się nam zrobić z nim takie fotki…

Brawo Bracie Williams! Wisienką na torcie było to, że pewna Austriaczka, stojąc w pierwszym rzędzie obok swojego męża, pozbierała wszystkie możliwe autografy we wcześniej rozdawanych specjalnych książeczkach dla mnie i dla Marka. Nie da się lepiej ????

Po tym wszystkim szybko udaliśmy się na górę toru, by raz jeszcze pogadać z ekipą z Sektorówki i podziękować im za wspólne Kubicowanie! Marek rozłożył tam swoją wielką flagę ???? Plan był taki, że wrócimy wokół toru w kierunku dwóch ostatnich zakrętów przed prostą startową, by dołączyć do oczekującej ekipy z Radomia, by razem obejrzeć niedzielny wyścig.

W drodze do tego miejsca stało się coś niesłychanego, czego nigdy nie zapomnimy!!! Przechodząc obok trybuny, na której siedziało około 2 tysięcy holenderskich kibiców, wspólnie z Markiem pod wpływem emocji zaczęliśmy krzyczeć „Robert Kubica” a resztę już zapewne sami wiecie… Ciary mam na plecach i gęsią skórkę nawet teraz jak to opisuję! Wrażenie niesamowite i szacun dla Holendrów za takie zachowanie! Pokazali naprawdę bardzo sympatyczny gest bijąc przez kilkadziesiąt sekund brawo na widok flagi z napisem ROBERT KUBICA i widać jak bardzo doceniają osobę naszego wspaniałego kierowcy! Dziękujemy za te niesamowite emocje! Nawet ochrona toru, widząc tą sytuację pokiwała nam z uśmiechem. Tak jak my sami byli pod wielkim wrażeniem tej niecodziennej sytuacji!

Po spotkaniu się z Markiem Piotrem/Radom, Incasentem, jego żoną i opowiedzeniu o tej sytuacji, wszyscy zrozumieliśmy, że musimy to Wam pokazać! I tutaj wielkie dzięki dla autora bloga Mateusza, który natychmiast zaczął ze mną działać, by jakoś udało się przesłać to krótkie nagranie i umieścić je w aktualizacji.

Potem przyszedł czas na wyścig, w którym jak wiecie nie brakowało emocji i zwrotów akcji, a końcowe zwycięstwo odniósł Max Verstappen. Nie mieliśmy jednak okazji obejrzeć tego co działo się na torze do końca, ponieważ Marek zaproponował, że spróbujemy dostać się na prostą startową, jak tylko otworzą się bramy wokół trybun. Zajęliśmy więc pozycję strategiczną przy samej bramie, z flagą Marka, otoczeni setkami rozśpiewanych Holendrów, a tak wyglądał moment, gdy już wiedzieli, że Max odniósł zwycięstwo.

Potem, po otwarciu bramy, ruszyliśmy biegiem co sił w nogach, by jak najszybciej dotrzeć jak najbliżej podium.

Za naszymi plecami, o czym w tamtym momencie nie wiedzieliśmy, podążył Marek Piotr/Radom i zrobił dwa cudowne zdjęcia, które potem trafiły na nagłówki nie tylko bloga, ale i wielu serwisów sportowych. Udało mu się uchwycić momenty, które na zawsze zapamiętamy i dziękujemy Ci za to! Dzięki również dla Kamy, która robiła fotki swojego telewizora z relacją live z wyścigu. Kamciu… Twój telewizor stał się najsłynniejszym urządzeniem tego dnia! Haha i pojawił się na Onecie razem z niesamowitymi ujęciami Marka z Radomia ????

Tak wyglądała prezentacja zawodników widziana naszymi oczami…

Emocje sięgnęły zenitu!!! Trudno wyrazić jak się czuliśmy, ale udało się nam zwieńczyć ten szalony weekend czymś wspaniałym i bardzo pozytywnym. Gdy emocje już opadły, po raz kolejny mieliśmy dowód na szacunek Holendrów wobec Roberta. Gdy usiedliśmy na poboczu prostej startowej, kibice Oranje podchodzili do nas i prosili o zdjęcia z nami i słynna coraz bardziej flaga Polski z napisem „Robert Kubica”, która z Markiem podróżuje niemal wszędzie od 12 lat! Tak, tak…. Powstała na kilka dni przed pierwszym wyścigiem Roberta w GP Węgier 2006 i wraz z nim tam miała swój debiut.

Po powrocie do hotelu dostałem wiadomość od żony: „Gregor…co ty tam łobuzujesz w Austrii?” I podesłała mi link do relacji Mateusza, którą podchwycił Onet, a w niej nasze wideo, piękne fotki Marka Piotra / Radom i Kamci ???? Nasza wiadomość poszła w świat! Dzika jazda bez trzymanki i okazuje się, że my Polacy też lubimy takie historie! Tego wieczoru oglądając zdjęcia z ostatnich dni w pokoju hotelowym śmialiśmy się z Markiem do łez ????

Co za weekend!!! Ogromny zastrzyk pozytywnej energii dla bardzo wielu osób! Wielkie dzięki dla towarzysza wypadu na red Bull Ring Marka za tak miłe towarzystwo! W tym miejscu dziękujemy też wszystkim, którzy śledzili nasze poczynania, wspierali nas po drodze, dopingowali, dawali nam jakże cenne wskazówki. Ludzi, którzy tak samo jak my gorąco kibicują Robertowi, by powrócił do ścigania w Formule 1 jako kierowca którejś ze stajni, aby wszystkie nasze motoryzacyjne marzenia po kolei się spełniały. Myślimy z Markiem, że my wszyscy „Kubice” pokazaliśmy, że Robert ma 100% wsparcia i że zostaliśmy zauważeni przez potencjalnych sponsorów Roberta, szefów teamów i inne decyzyjne osoby. W nas jest siła! A do tego była to ogromna frajda i niezapomniane przeżycie! Forza Kubica i niech ten weekend będzie kolejną małą cegiełką od fanów, która pomoże Robertowi na tej drodze. A meta i nowy sezon już blisko ????

A na zakończenie jeszcze podsumowujące ten weekend myśli od Marka:
Suma summarum zebraliśmy mnóstwo danych (zdjęcia, autografy, filmy z toru), nakarmiliśmy Mistrza KUBlotką, zrobiliśmy sobie z nim piękne zdjęcia, otrzymaliśmy bezcenne autografy, nawiązaliśmy mamy nadzieję długotrwałe znajomości z fantastycznymi Kibicami Roberta, wywołaliśmy małą falę holenderskich Oranje na cześć Roberta, a na koniec zaliczyliśmy Pole Position przed podium zwycięzców. Nie uwierzyłbym w żadną z takich przepowiedni wyruszając na GP Austrii. A jednak cuda się zdarzają… Mamy mnóstwo miłych doświadczeń ze Spielbergu, które pozostaną na zawsze w pamięci.

Na marginesie – zaskoczeniem były również ceny oferowanych napojów i jedzenia w strefie kibiców lub imbisach wokół kampingów. 4,50 EUR za 0,33 l piwa to jak na weekend F1 nie jest drogo. Obsługa bardzo miła, porządek na torze i wokół bardzo duży. To ponoć decyzja Herr Mateschitza, który nakazał stosować ceny przyjazne dla kibiców, a jak zdradzili nam miejscowi Austriacy inwestuje w okolicę i nawet finansuje materiały budowlane zakupione do odnowienia fasad domów czy ogrodzeń domów zlokalizowanych w szeroko pojętym rejonie toru Red Bull Ring!

Weekend z Kubicowaniem w takim tempie i przy aktualnym wskazaniu na „osobistym liczniku przebiegu” jest wbrew pozorom bardzo intensywny fizycznie. Dlatego cieszę się, że udało się do tego mimo wszystko sprawnie przygotować. Mimo, iż nieśliśmy dużą flagę, najczęściej na długim maszcie ani razu (!!!) za wyjątkiem wejścia na pit lane walk nie zostaliśmy „zaatakowani” żądaniem schowania bądź zwinięcia flagi. To w porównaniu z innymi wyścigami, na których miałem okazję bywać było dla mnie dużą, pozytywną niespodzianką.

Szczęście musiało malować się na naszych twarzach, albowiem każdego wieczoru wracając do hotelu właścicielka zauważała pozytywne przeżycia odzwierciedlone w spojrzeniach i uśmiechu. Tzw. banan na twarzach był jedyną naturalną reakcją na to co spotkało nas na torze Red Bull Ring w Austrii.

Nie omieszkaliśmy zresztą zarazić jej naszą pasją i kibicowaniem Robertowi, czego dowodem jest poniższa fotka ????

Nie będę ściemniał, że nie byłem zaskoczony bardzo profesjonalnym poziomem Kubicowania Mr Petrolhead’a. Co mnie zaskoczyło to spełnienie założeń i planów na tym jednym weekendzie. Jak to już napisał parę dni temu Marek Piotr/Radom Grzegorz to Petarda. Wg mnie Petarda emitująca przy wybuchu mega entuzjazm dla motoryzacji, motorsportu, F1, a przede wszystkim Roberta Kubicy. I choć już wcześniej można było na blogu poczytać relacje Mr. Petrolheada np. z kilku festiwali Goodwood, to na żywo ganiać z Nim po okolicach i samym torze Red Bull Ring było dla mnie znakomitą lekcją stalkerstwa, poświęcenia oraz dobrego humoru. Również dzięki Grzesiowi pokonaliśmy bezpiecznie całą podróż, gdyż dziarsko prowadził bordowy bolid 1,5 l, 4 cyl.  rzędowy na medium softach przez znaczną część podróży.
Grzegorz – wierzę, że jeszcze pokubicujemy Robertowi razem nie raz.

Dziękujemy raz jeszcze za wspólny niezapomniany weekend! Forza Kubica!

Marek i Mr Petrolhead

Podziel się wpisem:

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin

Najnowsze wpisy na blogu:

Archiwum

Najnowsze wpisy

Tego dnia w F1 - 16 października

Urodził się Kimi Raikkonen, mistrz świata z 2007 roku, drugi zawodnik sezonów 2003 i 2005 oraz trzeci w latach 2008, 2012 i 2018 (309 startów, 21 wygranych, 18 pole positions, 46 najszybszych okrążeń i 103 podia).

Alan Jones wygrywa GP Las Vegas. Było to jego 12. i ostatnie zwycięstwo w karierze oraz 24. i ostatnie podium. Ostatni raz z pole position startuje Carlos Reutemann, a jedyny raz na podium gości Bruno Giacomelli. Mistrzostwo świata zapewnia sobie w tym wyścigu Nelson Piquet – to jego pierwszy z trzech tytułów.

Eddie Irvine triumfuje w GP Malezji. To jego 4. i ostatnie zwycięstwo w F1.

Robert Kubica testuje na torze Hungaroring bolid Williamsa z 2014 roku.