![]() |
| fot. M-Sport |
“Kubica znów wypada”, “Kolejny nieukończony rajd”, “Świetne złego początki” i tak dalej… Tytuły prasy i “prasy” po Rajdzie Francji można by mnożyć. Oliwy do ognia dolał swoją wypowiedzią Michał Kościuszko, którego słowa oczywiście okrzyknięto wymierzonym w Kubicę atakiem. Ilu obserwatorów, tyle zdań, zatem i ja zapraszam do przeczytania mojej opinii na temat występu Roberta Kubicy w zakończonym wczoraj Rajdzie Francji.
Pozytywy
Niewątpliwie pozytywnym aspektem tegorocznego Rallye de France-Alsace, było tempo prezentowane przez Roberta na oesach. Odcinki były znacznie szybsze niż w Niemczech (średnie prędkości we Francji przekraczały zazwyczaj 120 km/h, podczas gdy w Rajdzie Niemiec mieściły się zazwyczaj w przedziale 85-100 km/h), miały o wiele mniej ciasnych nawrotów i bardziej niż próby typu KJS przypominały jazdę po ciasnym i brudnym torze. Taka charakterystyka oczywiście o wiele bardziej odpowiadała Robertowi i jego Fieście WRC. Nie wiemy, czy problemy ze skrzynią i ręcznym w ogóle się nie pojawiały w trakcie tego rajdu, ale z pewnością nie wpływały aż tak negatywnie na czasy uzyskiwane przez RK na oesach. Wiemy natomiast, że w niedzielę rano Robert odniósł swoje 5. w karierze oesowe zwycięstwo w rajdowych MŚ, a na większości odcinków strata do najszybszych kierowców była w przedziale 0,2 – 0,5 sekundy na kilometr. Co najmniej tyle wynosi przewaga aut VW nad konkurencją, zatem gdybając sobie, można się pokusić o stwierdzenie, że Kubica w najlepszym samochodzie w stawce mógłby prowadzić w rajdzie.
Negatywy
Każdy doskonale wie, że najgorszym momentem Rajdu Francji był dla załogi Kubica/Szczepaniak niedzielny wypadek. Były też “momenty” typu wypadnięcie na nawrocie, czy też wyjechanie poza drogę przy dużej szybkości w niedzielę rano. Jednym z elementów sukcesu w rajdach jest szczęście i tym razem ono kilkukrotnie Robertowi sprzyjało. To, czy na OS 18 zabrakło szczęścia, doświadczenia czy może umiejętności pohamowania się, nie ma tak naprawdę znaczenia. 0 punktów za Rajd Francji i łącznie 14 przez cały sezon to nie wynik marzeń, ale wkrótce po wypadku Robert powiedział, że na jazdę po punkty przyjdzie jeszcze czas.
Wnioski
Po raz kolejny mieliśmy pokaz szybkości Roberta na oesach. Po Rajdzie Niemiec wielu mogło zacząć uważać, że Robert zgubił gdzieś feeling do jazdy na asfaltach, ale jak widzieliśmy we Francji, jest całkiem odwrotnie. Były oczywiście potknięcia, ale te zdarzają się wszystkim, bez wyjątku. Kubica wygrywał na tych oesach regularnie z Hirvonenem, Neuville’m, Sordo i niekiedy z Meeke’em, a czasem nawet z Latvalą, Mikkelsenem i Ogierem. Zauważmy, że wszyscy ci kierowcy to uznane nazwiska w świecie WRC, którzy samych rajdów asfaltowych w MŚ mają przejechanych więcej, niż Robert wszystkich rajdów łącznie. Można by w tym momencie zająć stanowisko, że Kubica na tym etapie powinien już walczyć o wyższe cele. W końcu Ogier w swoim 15. starcie w rajdowych MŚ wywalczył już podium na mecie. Tylko Ogier miał wówczas za sobą 3 pełne sezony w samochodach rajdowych, jechał najlepszym w stawce samochodem w najlepszym zespole i był w 100% sprawny fizycznie. Przywykliśmy do porównywania Roberta do Loeba i Ogiera i trudno jest nam przyjąć do wiadomości, że niekoniecznie z każdego rajdu na kolejny będą przychodzić zauważalne dla kibiców postępy. Warto zwrócić uwagę na to, co mówi Kubica. Jeśli on jest z siebie zadowolony, to i my powinniśmy być.
W tym miejscu również po raz kolejny będę się upierał, że sukces w rajdach może dać tylko szybkość na odcinkach. Wprawdzie w historii mieliśmy przypadki, gdzie rajd wygrywał kierowca, który nie wygrał żadnego odcinka (np. Gronholm w Rajdzie Cypru 2002), jednak WRC to ściganie na naprawdę wysokim poziomie. Ten sport widział dobrych kierowców, którzy przez wiele sezonów zdobyli mnóstwo punktów, jednak brakowało im niezbędnego atutu – szybkości. Martin Prokop, Matthew Wilson, Manfred Stohl – ci zawodnicy przez wiele sezonów jeździli bardzo dobrymi samochodami, ale nie byli nigdy w stanie zagrozić czołówce. Robert w każdej tegorocznej asfaltowej rundzie MŚ wygrywał przynajmniej jeden oes, a na szutrze notował wielokrotnie czasy w pierwszej trójce. Nie będzie niczym zaskakującym stwierdzenie, że musimy po prostu jeszcze poczekać, aż wszystkie składowe rajdowego sukcesu złożą się na upragnione przez wszystkich teraz podium, a potem zwycięstwo (zwycięstwa?) Roberta w WRC. Jeżeli Robert uzna, że to nieosiągalny cel, to zapewne po prostu przestanie jeździć w rajdowych MŚ.
Na koniec czuję się w obowiązku wspomnieć o kilku innych zawodnikach, którzy się świetnie zaprezentowali podczas francuskiej rundy MŚ. Pierwszym z nich jest Andreas Mikkelsen. Norweg bardzo konsekwentnie realizuje założenia na ten sezon, w którym chciał walczyć o podia. Jeśli będzie równie konsekwentny w realizacji planów w przyszłym roku, to Sebastien Ogier i Jari Matti Latvala mają się czego obawiać…
Drugim zawodnikiem jest Elfyn Evans. Końcowy wynik nie daje prawdziwego obrazu, jak Walijczyk zaprezentował się we Francji. Od jego wyniku należało by odjąć 100 sekund, jakie zawodnikowi Forda karnie doliczono za spóźnienie do serwisu po awarii alternatora. Bez kary Evansa, trzecie miejsce Meeke’a z pewnością nie byłoby dla niego tak łatwe do utrzymania. Elfyn już poprawił osiągnięcia swojego ojca w rajdach, a w dodatku staje się specjalistą od asfaltowych power stage’ów (3 pkt w Niemczech i 2 we Francji). Evans świetnie się rozwija i znakomicie wykorzystuje swoją szansę w obecnym sezonie w zespole M-Sportu. Przed nim zostaje już tylko ostatni etap rozwoju, czyli przejście na poziom umożliwiający walkę o zwycięstwa w rajdach.
Ostatnim kierowcą, którego występ był dużo lepszy, niż oczekiwałem, jest Mads Ostberg. Norweg przez cały rajd zmagał się z dziwnymi problemami z samochodem, otrzymał też 1:10 minuty kary. Gdyby nie te przypadłości, jego rajd nie odbiegał by znacznie od tego, co zaprezentował jego kolega z zespołu, Kris Meeke. Pewną formą pocieszenia może być wygrany przez niego OS 17 – jego (prawdopodobnie) pierwszy wygrany OS na asfalcie.
Więcej o całej F1 na onestopstrategy.com



