Oto wersja tekstu z 23 lutego, poniżej uaktualnienie.
“Gdyby zebrać setki materiałów prasowych, które pojawiły się w mediach od styczniowego pęknięcia kości w prawej nodze Kubicy, to moglibyśmy wycisnąć z nich ledwie kilka, w miarę pewnych, wniosków: został zauważony problem z gojeniem się prawej nogi Roberta, jego prawa ręka ma już spory zakres ruchów, ale są jeszcze pewne problemy z rotacją na odcinku nadgarstek-łokieć, Polak jeździł już samochodem osobowym oraz trenował na rowerze. To całkiem sporo wieści, ale tylko jedna z nich – problem z gojeniem nogi – została potwierdzona przez menadżera polskiego kierowcy. Poza tym Daniele Morelli pokusił się jeszcze tylko o krótkie zdementowanie plotek łączących Roberta Kubicę z Ferrari. Oba te oświadczenia zostały niejako wymuszone przez pytania Mikołaja Sokoła i ukazały się na blogu dziennikarza (www.sokolimokiem.tv). Morelli nie zdobył się na wystosowanie oficjalnej informacji do mediów w sprawie niedawnego urazu czy pogłosek mówiących o roli Roberta Kubicy jako trzeciego kierowcy Ferrari. A te, pod koniec stycznia, przybrały ogromną skalę. Podejrzewano nawet, czy nawet półoficjalnie to ogłaszano, że Kubica pojawi się na prezentacji ekipy z Maranello i zostanie przedstawiony jako (tymczasowy) tester ekipy. Wszystko okazało się oczywiście nieprawdą, ale stopień zainteresowania mediów tą sprawą był tak duży, że chyba wymagała ona jednak szerszego komentarza.
Na jakim etapie rehabilitacji jest Kubica? Tego nie wiemy. Robert milczy, podobnie jak jego menadżer, który chyba uznał, że skoro podawanie kolejnych dat powrotu, a następnie ich przesuwanie, nie ma sensu, to nie będzie w ogóle zabierał głosu w sprawie swojego podopiecznego.
Niecierpliwić takim stanem rzeczy zaczynają się już kibice Roberta, nie tylko z Polski, ale również z Anglii, Rosji, Włoch czy Brazylii. Jedni milczenie ze strony „obozu Kubicy” odczytują jako złowrogi sygnał problemów z powrotem do zdrowia, inni doszukują się w nim ignorowania kibiców, którzy dzielnie wspierają Roberta od lat. Padają zarzuty „ukrywania się” Polaka przed światem, niespotykanego dotąd u sportowców przechodzących rehabilitację po ciężkich urazach. Nikomu nie chodzi o cotygodniowe wywiady i reportaże z rehabilitacji, tylko o kilka słów otuchy również dla nas, kibiców. Większość fanów rozumie, że obecnie najważniejsze jest odzyskanie zdrowia przez Kubicę i cierpliwie czeka na pozytywne informacje. Powstaje tylko pytanie, jak długo jeszcze ich cierpliwość będzie wystawiona na próbę przez brak informacji, czy nawet jakichkolwiek „znaków życia” z Włoch…”
W piątek, kiedy ukazały się nowe zdjęcia Roberta Kubicy ze zwycięzcami loterii Lotto, uznałem, że powyższy tekst stracił na aktualności. Jest chyba jednak przeciwnie – on dopiero nabrał sensu. Oto Robert Kubica, który nie kontaktował się z fanami od połowy lipca, spotyka się z dwiema osobami, które wygrały konkurs Lotto. Osobami, które jak same przyznają, nie były wielkimi kibicami motorsportu. Jak się później okazuje, osoby te często biorą udział w loteriach sms. Jest jednak miło – rozmowa, uśmiechy, zdjęcia…
Przypomnę tylko, że jeszcze w lipcu Robert tłumaczył się, że nie ma możliwości nagrania wywiadu dla kibiców, gdyż jest pochłonięty rehabilitacją. Ale gdy trzeba było wywiązać się z kontraktu sponsorskiego, to można było pofatygować się do Mediolanu. A przypomnę tylko, że kontrakt sponsorski został podpisany w czerwcu, czyli 4 miesiące po wypadku Roberta. Oczywiście, w czerwcu rokowania co do powrotu Roberta na tor były znacznie lepsze i zapewne przewidywał, że w lutym 2012 roku będzie mógł się spotykać z kibicami na torze. Kiedy rehabilitacja zaczęła się przedłużać, mogła pojawić się niechęć do kontaktów ze światem zewnętrznym, ale było już za późno na wycofanie się z konkursu. Nawet jednak przy takim scenariuszu, można było wyjść z sytuacji lepiej – nawet poprzez nieprezentowanie materiału prasowego z niego.
Tymczasem w Polsce i na całym świecie kibice przygotowujący flagi, mozaiki, piszący życzenia i kartki, modlący się, mogą sobie jedynie popatrzeć na uśmiechnięte twarze szczęśliwców z loterii, którzy spotykają tego, o którego los martwi się pół sportowej Polski.
Byłem absulutnie w stanie zrozumieć milczenie Roberta Kubicy. Bardzo ciężkie przeżycia fizyczne i psychiczne usprawiedliwiały każde zachowanie, bo najważniejszy jest powrót Roberta do normalnego funkcjonowania, do sprawności, a potem do bolidu. Wszyscy wiemy, że krakowianin zawsze był człowiekiem skrytym, broniącym swojej prywatności i na pewno chciał, aby tak też pozostało podczas rehabilitacji. Może nawet potrzebował większej izolacji podczas rekonwalescencji i to było jak najbardziej zrozumiałe. Dlaczego jednak w takim razie zgodził się spotkać z kibicami, którzy zainwestują w smsy? Widzę tu dużą niekonsekwencję.
Co do samego spotkania, to chcę od razu uciąć wszystkie spekulacje – osoby nie zostały wybrane do niego, a wszystko odbyło się zgodnie z zasadami konkursu i proszę takie spekulacje odłożyć na bok. Nie spekulujmy jednocześnie z dostępnych materiałów z tego spotkania na temat stanu zdrowia Kubicy. Zdjęcia zostały zrobione tak, aby nie zdradzać stanu ręki Roberta i nie musi to wcale świadczyć o tym, że jest z nią źle.
Cała sytuacja stała się dla mnie, po ukazaniu się piątkowych zdjęć i materiału PR, niezrozumiała. Spotkanie się w restauracji w Mediolanie z dwójką – przyznajmy – przypadkowych osób, jest łatwiejsze od napisania 2 zdań do kibiców, czy nagrania krótkiego filmu z przesłaniem dla fanów, którzy codziennie przeszukują internet w poszukiwaniu skrawka informacji? Nie wiem o co chodzi, bo nie wierzę, że chodzi o to, o co chodzi zawsze, gdy nie wiadomo o co chodzi…
Kibice Roberta Kubicy zawsze pokazywali wsparcie dla niego. Zarówno przed wypadkiem, jak i po. Nie muszę przypominać o wielu organizowanych akcjach, flagach na torach F1. Czy mimo to, możliwość jakiegokolwiek kontaktu mają mieć ci, którzy wysyłali smsy?
Wiem, że wielu kibiców nie podziela moich poglądów. Dla mnie jednak doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji, w której wychodzi na to, że marketing jest najważniejszy. A jestem pewien, że dla Roberta zawsze był on daleko za pasją do motorsportu.
Co się stało, to się nie odstanie. Wszyscy wiemy, że jeżeli Robert wróci na tor, to ten zgrzyt zostanie w mig zapomniany. Domyślam się, że Kubica niechętnie jechał do Mediolanu, ale jednak się zmusił. Może najwyższy czas zmusić się dla kibiców? Ja nadal chcę wierzyć w powrót Kubicy do sportu, bo zasługuje on na to, jak nikt inny. Trzymam kciuki i kibicuję Robertowi, a powyższy tekst jest jedynie wyrazem moich obaw i absolutnie nie dotyczył mnie osobiście.
Na koniec, dla rozluźnienia, prezentuję wyniki ostatniej ankiety na blogu:
Czy uważasz, że milczenie Daniele Morellego podczas styczniowego urazu Roberta było słusznym posunięciem?
Tak, lepiej przemilczeć takie kryzysy 52 głosów (15%)
Raczej tak, co tu mówić…? 109 głosów (33%)
Raczej nie, choć jedno oświadczenie by się przydało 119 głosów (36%)
Zdecydowanie nie, na takie sprawy trzeba reagować 57 głosów (16%)
Dziękuję za udział w ankiecie i zapraszam do kolejnej, która już niebawem na blogu.
Strona powrotroberta.blogspot.com jest na facebooku! Dołącz do osób go lubiących!
Więcej o całej F1 na MC Formula i f1ultra.pl
Polecam lekturę miesięcznika F1 Racing – nowy numer już w kioskach!


